– Na oczach całego świata Putin pogrąża Ukrainę w humanitarnej katastrofie. Ogromny kraj zimą zostaje bez prądu, wody, ogrzewania, łączności. To już nie jest wojna, […] to jest terroryzm – niezależny, rosyjski publicysta Andriej Malgin podsumował rosyjskie ataki na ukraińską infrastrukturę cywilną.

Również amerykańscy urzędnicy z Białego Domu doszli do wniosku, że „z wojskowego punktu widzenia rosyjskie ataki nie mają sensu, a ich jedynym celem jest zwiększenie liczby zabitej i cierpiącej ludności cywilnej”.

Czytaj więcej

USA na forum RB ONZ: Putin robi z zimy broń przeciw Ukrainie

Nieuchwytne cele

Nikt jednak nie wie, jaki naprawdę jest cel Władimira Putina. Jego rzecznik zapewnia, że „ukraińscy przywódcy mogą przerwać cierpienia ludności cywilnej, wypełniając żądania Rosji”. Tylko że w dziewiątym miesiącu wojny nie jest jasne, jakie są te żądania. Kreml rozpoczynał inwazję pod hasłami „denazyfikacji i demilitaryzacji Ukrainy”.

Czytaj więcej

Rosja: W środę nie atakowaliśmy Kijowa. Zniszczenia to wina Ukrainy

– Wszystkie cele „specjalnej operacji wojskowej” (w Rosji tak oficjalnie nazywa się wojna w Ukrainie – red.) dawno już zapomniano. Putin po prostu próbuje zamrozić 40-milionowy, europejski kraj – sądzi rosyjski opozycjonista Leonid Wołkow.

Jednak Aleksander Łukaszenko ostrzega Kijów (jakby w zastępstwie Putina), że „jeśli (Ukraińcy) nie chcą śmierci – w ogromnych ilościach – ludzi, to trzeba się zatrzymać, dlatego że dalej będzie całkowita likwidacja Ukrainy”.

– A my nawet bez światła widzimy, że jesteście gnoje – odpowiedział znany z ciętego języka burmistrz Dnipra Borys Fiłatow.

Atomowy strach

Kijów też odrzuca szantaż, ale planowe niszczenie ukraińskiej infrastruktury, głównie energetycznej, będzie miało ciężkie następstwa.

Część ekspertów, dziennikarzy i zwykłych internautów zaczyna podejrzewać, że Putin chce doprowadzić do masowej migracji Ukraińców z kraju. „Codzienne bombardowania Ukrainy powodują ryzyko emigracji milionów ludzi do Europy, do czego Rosja celowo dąży” – stwierdził jeden z nich.

Po poprzednim rosyjskim ataku 15 listopada prezydent Zełenski oceniał, że połowa infrastruktury energetycznej została zniszczona

„Taki rodzaj deportacji za pomocą rakiet. Przede wszystkim przez stworzenie wrażenia próżni bezpieczeństwa, tego, że nikt nie jest bezpieczny, w żadnym regionie kraju” – pisze mieszkaniec południa Ukrainy. Po środowych atakach prądu rzeczywiście zabrakło w całym kraju, a minister energetyki Herman Hałuszczenko ogłosił „pełny blackout”. Dopiero w czwartek nad ranem „udało się połączyć razem system energetyczny”. Tuż po ataku z powodu braku prądu padł internet, ruch w sieci zmniejszył się o prawie 2/3.

Znacznie gorszym efektem rosyjskiego bombardowania było – po raz pierwszy od 40 lat – wyłączenie wszystkich bloków we wszystkich elektrowniach atomowych, kontrolowanych przez Kijów. Tego rodzaju siłownie muszą być zasilane z zewnątrz, by utrzymać pracę reaktorów. Jeśli przerwane są dostawy prądu, automatycznie się wyłączają. Przed wojną zapewniały niewiele więcej niż 1/4 energii potrzebnej krajowi, na skutek sukcesywnego niszczenia innych elektrowni ich udział w rynku wzrósł do 50 proc. Bez nich kraj obecnie pogrążył się w ciemności i strachu przed atomową katastrofą.

Przy świecach

Po poprzednim rosyjskim ataku 15 listopada prezydent Zełenski oceniał, że połowa infrastruktury energetycznej została zniszczona. Z każdym kolejnym nalotem jest coraz gorzej. Kijów zaapelował o pomoc, przede wszystkim w materiałach do remontu linii wysokiego napięcia. Wielkie miasta Europy utworzyły sieć, która ma wysyłać do Ukrainy wszystko, co związane jest z energetyką: generatory prądu, transformatory etc.

Przed wojną 40-milionowy kraj żyje obecnie w ciemnościach i chłodzie. Po ataku 15 listopada dziesięć mln osób nie miało prądu, po środowym – 20 mln. – Kupiłam generator prądu, oświetla parter i piwnicę, do której uciekamy przed nalotami – mówi właścicielka podstołecznego domu. Gorzej żyją mieszkający w wielopiętrowych blokach w miastach: nie mają jak zapewnić sobie alternatywnych źródeł prądu oraz ogrzewania. – Na razie jesteśmy bez światła i wody. Gotuję zupę na turystycznej butli z gazem na klatce schodowej naszego domu. Starczy jej na kilka dni. A oświetlamy świecami – opisała swoje sposoby na przeżycie znana ukraińska aktorka Olga Sumskaja.

Czytaj więcej

ISW: Rosyjscy politycy nadal używają ludobójczej retoryki wobec Ukrainy

Jednak większość mieszkańców miast zdaje sobie sprawę, że długo tak nie wytrzyma. W świeżo wyzwolonym Chersoniu, gdzie Rosjanie zniszczyli prawie całą cywilną infrastrukturę, od dwóch tygodni nie ma prądu, ogrzewania, ani bieżącej wody. Mieszkańcy bloków próbują czerpać ją z kałuż, podchodzenie bowiem na brzeg Dniepru jest niebezpieczne: Rosjanie strzelają z drugiej strony rzeki. Władze już organizują ewakuację w głąb kraju.

Ile ludzi wyjedzie?

– Ludzie zwykli zapominać, że celem rosyjskiego terroru rakietowego jest stymulowanie emigracji. […] Miliony już wyjechały. Emigracja stanie się problemem, jeśli dojdzie do depopulacji Ukrainy – stwierdził bloger Ołeksij Wołonczenko. Do połowy października (nim zaczęły się kolejne, zmasowane ataki na cywilną infrastrukturę) z kraju wyjechało na Zachód ponad siedem milionów osób. Agendy ONZ zwracają jednak uwagę, że była to bardzo specyficzna emigracja, obejmująca w przytłaczającej większości kobiety i dzieci. Nie wiadomo, jak wyglądało to w ciągu ostatniego miesiąca. W drugą stronę, do Rosji wyjechało lub zostało deportowanych nie mniej niż dwa mln osób.

Ukraiński wywiad wojskowy szacuje, że Kreml potrzebuje tydzień–półtora na zebranie odpowiedniej ilości rakiet do kolejnego ataku. Jeszcze 18 listopada szef największego, ukraińskiego operatora energetycznego DTEK Maksym Tymczenko radził „pomyśleć o wyjeździe za granicę, by zmniejszyć obciążenie systemu energetycznego”. Władze natychmiast zdezawuowały jego wypowiedź. – Dajcie nam więcej broni przeciwlotniczej i pomoże to uniknąć emigracji – mówi teraz była rzeczniczka ukraińskiego prezydenta Julia Mendel.

– To położenie Putina jest rozpaczliwe. On w ogóle nie ma żadnego planu, żadnej „strategii wyjścia” (z wojny). Jak wygląda dobry dla niego scenariusz lub choćby do przyjęcia? Nijak. Sądzę, że tym problemem coraz częściej zajmuje się jego otoczenie. Napięcie w Kremlu rośnie – uważa Leonid Wołkow.

Jakby dla potwierdzenia, wśród rosyjskich wojskowych zaczęły się dyskusje o konieczności wycofania się z okupowanej Zaporoskiej Elektrowni Atomowej. „Teraz ta elektrownia to dla nas jak walizka bez rączki. Nie wiadomo, co z nią robić” – stwierdził jeden z nich.