Czytaj więcej

Wojna Rosji z Ukrainą. Dzień 216

Czy to nie jest tak, że ogłaszając mobilizację i rozpoczynając aneksję tych terenów Putin wysyła sygnał do Kijowa i świata, że może zakończyć wojnę na tym etapie?

To nie jest możliwe. Bo nasza armia walczy i kontratakuje. Po za tym naród ukraiński, jak wynika z sondaży, nie zaakceptuje żadnych rozmów dopóki Rosjanie nie opuszczą całego terytorium Ukrainy w granicach uznawanych przez prawo międzynarodowe. Dopiero później można będzie o czymś z nimi rozmawiać. Uważam jednak, że Putin nie chce się dogadywać, a potrzebuje jedynie przerwy. Popełnił ogromny błąd ogłaszając mobilizację. Otworzył skrzynię Pandory, bo wojna przyszła do domów Rosjan. Wiedzieliśmy, że brakuje mu żołnierzy. Ale uważaliśmy zarazem, że ogłoszenie mobilizacji będzie najgorszą decyzją dla niego. Zrobił to. Annuszka wylała olej, jak pisał niegdyś Bułhakow (z powieści Mistrz i Małgorzata, oznacza, że wydarzyło się coś nieodwracalnego-red.). Moja babcia z zachodniej Ukrainy mówiła, że jak Bóg chce kogoś ukarać, to odbiera mu rozum. Putin pozostał właśnie sam na sam ze swoją paranoją. Ogłoszenie mobilizacji to początek końca Putina.

Pewnie są kraje świata demokratycznego, które chciałyby jak najszybciej zakończyć tę wojnę, nawet kosztem kolejnych okupowanych terytoriów Ukrainy?

Są. Niestety muszę to powiedzieć, ale w tym gronie znajdują się Niemcy. Bo jest bardzo zależna od Rosji i jej surowców energetycznych. Niezależnie od tego co mówią politycy w Berlinie, podświadomie myślą, że to się uda jakoś załatwić. Uważają, że trzeba siadać i się dogadywać. Muszą zdjąć różowe okulary i spojrzeć prawdzie w oczy. Tego nie będzie. Sytuacja będzie się pogarszała. Jeżeli nie zmienią swojego zachowania hegemoni Europy, tacy jak Niemcy czy Francja, sytuacja wewnątrz ich krajów będzie tylko się pogarszać. Putin szantażuje i poniża Europę.

Cały wywiad z wicepremier Iryną Wereszczuk w środowym wydaniu „Rzeczpospolitej” i na www.rp.pl