„Ambasadorzy amerykańscy za granicą mają nową zabawę - w histeryczny sposób domagają się od krajów zablokowania pracy rosyjskich mediów. Oto w całej okazałości dyktatura liberalizmu” - napisała na Telegramie Zacharowa.

Po tym, jak Rosja zaatakowała w lutym Ukrainę, szereg rosyjskich mediów zostało na Zachodzie zablokowanych lub wprowadzono wobec nich ograniczenia. Np. propagandowy Sputnik czy telewizja RT zostały zablokowane na YouTube oraz na Facebooku i Instagramie.

Zacharowa nie zająknęła się na temat cenzury, którą wprowadziła Rosja. Redakcje rosyjskich mediów już nie otrzymają wcześniejszego upomnienia i nie będą mogły polemizować z władzami. Wystarczy, że prokurator uzna, że w którymś z artykułów autor wykazał się „brakiem szacunku do władz” albo przedstawił „niewiarygodne informacje”. Najgorzej, gdyby treść materiału została odczytana jako „nawoływanie do nielegalnych zgromadzeń”. Nie można też w żaden sposób opowiadać się za wprowadzeniem jakichkolwiek sankcji wobec Rosji. Lista „zakazanych tematów” jest długa, chodzi m.in. o niepodawanie informacji „dyskredytujących rosyjską armię”. Teraz już wystarczy decyzja prokuratora, by medium straciło licencję i przestało istnieć. A już zaledwie pięć minut później każdy będzie mógł przejąć nazwę takiego „zakazanego medium” i nadawać pod tą nazwą np. kremlowską propagandę.

Czytaj więcej

Ostateczny koniec wolności mediów w Rosji. Kreml wprowadza totalną cenzurę

Redakcja będzie mogła pójść z tym do sądu, ale wyrok w tego typu sprawach wydaje się być w rosyjskiej rzeczywistości przesądzony. Odpowiednia ustawa została przegłosowana w pierwszym czytaniu w rosyjskiej Dumie we wtorek.

Zacharowa nie wspomniała też, że to rosyjskie władze zablokowały obywatelom dostęp m.in. do Facebooka i Instagrama, uznając te portale za „ekstremistyczne”. Do zamknięcia niezależnego medium wystarczy natomiast, by napisało ono o wojnie na Ukrainie, zamiast o „specjalnej operacji wojskowej”, jak w propagandowej nowomowie agresję na Ukrainę nazywa Kreml.