– Na pytanie „Co nowego na froncie” trudno mi coś odpowiedzieć. Praktycznie wszędzie trwają walki. Gdzieś pozycyjne, gdzieś ofensywne, i coraz częściej obronne – mówi były dowódca rosyjskich dywersantów i separatystów w Donbasie, oficer rosyjskiego kontrwywiadu FSB Igor Girkin (znany pod pseudonimem Striełkow).

Mówiąc o walkach obronnych, Girkin miał rzecz jasna na myśli własną, rosyjską armię. W trzecim miesiącu najazdu agresor coraz częściej musi się rozpaczliwie bronić. Ale Ukraińcy nie mają jeszcze wystarczająco siły, by rozbić tę obronę.

Front i poza nim

Amerykańskie służby wywiadowcze informują, że rosyjska armia działa na froncie „coraz mniejszymi oddziałami, którym stawiane są coraz mniejsze cele”. A tymczasem Ukraińcy walczą nie tylko na froncie, ale i poza nim. Z okupowanego Melitopola nadeszły informacje, że miejscowi partyzanci próbowali wysadzić rosyjski transport wojskowy. Zniszczyli co prawda tory kolejowe, ale nie wysadzili samego pociągu. Korzystając jednak z zamieszania, w okupacyjnym garnizonie zabili dwóch wysokiej rangi oficerów rosyjskich.

Czytaj więcej

Polska podziela strategię Anglosasów. Zbieżność strategii Waszyngtonu, Londynu i Warszawy w sprawie Rosji jest widoczna

Ponurej atmosfery w Moskwie nie rozpraszają nawet wiadomości z Mariupola. Od wtorku ukraińscy żołnierze najwyraźniej opuszczają niezdobyty bastion i idą do niewoli.

Niejasnym nadal jednak jest, czy to rzeczywiście była kapitulacja. Ukraińscy politycy nie używają na przykład wyrażenia „jeńcy” w stosunku do żołnierzy opuszczających kombinat Azowstalu. Mówią jedynie o tym, że zostaną oni wymienieni na rosyjskich jeńców. Dowódcy ukraińscy informują zaś, że ostatni rozkaz, jaki otrzymał garnizon, brzmiał: „Chronić życie żołnierzy”.

Na razie to sami Rosjanie znaleźli się przed sądem

Rosyjskie ministerstwo obrony podaje, że z ostatniego bastionu ukraińskiego oporu na południu kraju wyszło już ponad 1,7 tys. żołnierzy, z czego około jeden na dziesięciu jest ciężko ranny. Tych ostatnich umieszczono w szpitalu w Nowoazowsku, ukraińskim mieście okupowanym od 2014 r.

Część pozostałych zawieziono do aresztów w Rosji, w Rostowie i Taganrogu. Ale większość umieszczono w obozie w Ołeniwce w pobliżu Doniecka, gdzie przetrzymywanych jest 3–4 tys. cywilnych mieszkańców Mariupola, którzy nie przeszli tzw. filtracji. Oznacza to, że w trakcie przesłuchań wydali się podejrzani rosyjskim oficerom i nie pozwolono im wyjechać do Ukrainy. Teraz w obozie (określanym jako „koncentracyjny” przez tych, którym udało się z niego wydostać) dołączyli do nich żołnierze.

Autopromocja
Wyjątkowa okazja

Roczny dostęp do treści rp.pl za pół ceny

KUP TERAZ

Kary śmierci

Opuszczaniu kombinatu towarzyszą jednak ataki rosyjskich polityków domagających się postawienia ukraińskich żołnierzy przed sądem, jako „nazistowskich przestępców”. Pułk Azow był głównym straszakiem używanym przez rosyjską propagandę oraz trzonem obrony Azowstalu. – Należy przywrócić karę śmierci – domagał się szef parlamentarnego komitetu spraw międzynarodowych Leonid Słucki. Rosja formalnie wprowadziła tylko moratorium na jej wykonanie w latach 90. Teraz Słucki chce, by zasądzano ją żołnierzom Azowa.

– Biorąc pod uwagę, że ta cała „operacja specjalna” (tak w Rosji oficjalnie nazywa się wojnę z Ukrainą – red.) nie przyniosła władzom oczekiwanych rezultatów, można podejrzewać, że poszukają teraz nowego paliwa dla swej propagandy i zorganizują jakąś karykaturę Trybunału Norymberskiego – mówi o perspektywie sądzenia ukraińskich żołnierzy rosyjski adwokat Nikołaj Połozow.

– Praktycznie będzie to oznaczało, że Komitet Śledczy, kontrwywiad FSB będą fabrykowały sprawy karne obrońców Mariupola, próbują zrobić z nich terrorystów. Dokładnie tak, jak odbywa się to obecnie na okupowanym Krymie – wyjaśnia.

Na razie jednak to sami Rosjanie znaleźli się przed sądem. W Kijowie trwa bowiem pierwszy proces rosyjskiego żołnierza oskarżonego o zamordowanie cywila. – Strzeliłem, żeby się ode mnie odczepili – tak tłumaczył sierżant elitarnej dywizji Kantemirowskiej Wadim Sziszimarin to, dlaczego zabił mieszkańca jednej z wiosek w pobliżu Sum. Na początku inwazji 28 lutego jechał tam samochodem z dwoma wyższymi stopniem żołnierzami, gdy zobaczyli idącego poboczem 62-letniego Aleksandra Szelipowa. Prowadzący samochód zaczęli krzyczeć na sierżanta, żeby go zastrzelił, bo „sprowadzi na nas biedę”. Dla świętego spokoju strzelił ofierze w plecy.

Na procesie prosił wdowę o przebaczenie, ale też przyznał, że zasługuje na najwyższy wymiar kary (w Ukrainie to dożywocie). – Jeśli zechcą go wymienić na naszych z Azowstalu, to nie będę się sprzeciwiać – powiedziała przed sądem wdowa Katerina Szelipowa.