Oba kraje we wtorek formalnie złożyły wniosek o akcesję.

Tydzień temu deklarację o odsieczy złożył w czasie wizyty w Sztokholmie szef brytyjskiego rządu. – To jest logiczna konsekwencja bardzo bliskich relacji, jakie zawsze utrzymywaliśmy z krajami skandynawskimi – mówią „Rz” brytyjskie źródła dyplomatyczne.

Czytaj więcej

W trzecim miesiącu najazdu Rosjanie coraz częściej muszą się rozpaczliwie bronić

Postawa Londynu wpisuje się jednak w szerszą strategię twardego podejścia do Moskwy. Rzecz nie dla wszystkich jasna: po nielegalnej aneksji Krymu w 2014 r. trzy państwa anglosaskie, Stany Zjednoczone, Kanada i Wielka Brytania, bardzo mocno zaangażowały się w szkolenie i modernizację ukraińskich sił zbrojnych. To zadecydowało o skuteczności oporu Kijowa w pierwszych tygodniach wojny i zmieniło układ geopolityczny w Europie Środkowej. W tamtym czasie inne kraje Europy, w tym Niemcy, Francja czy Polska, nie były na poważnie zaangażowane w wysiłek modernizacji ukraińskiej armii.

Konflikt na lata

Dziś jednak zbieżność strategii Waszyngtonu, Londynu i Warszawy jest widoczna. Brytyjczycy szykują się na długotrwały konflikt, bo nie dostrzegają możliwości zawieszenia broni czy pokoju. Warunkiem po temu musiałoby być wycofanie się Rosjan nie tylko z terenów zajętych po 24 lutego, ale i „czegoś więcej”. Czy obejmuje to Krym, pozostaje kwestią otwartą.

W podobnym duchu występował w czwartek Morawiecki. – Słyszę, że są zakusy na to, żeby pozwolić Putinowi znaleźć bezpieczne miejsce i zachować twarz na arenie międzynarodowej. Jak można powiedzieć coś takiego? – pytał premier, którego zdaniem nie da się negocjować z „terrorystami”.

Warunkiem pokoju musiałoby być wycofanie się Rosjan nie tylko z terenów zajętych po 24 lutego, ale i „coś więcej”

O to, aby „nie upokarzać” Rosji wzywał niedawno w Parlamencie Europejskim Emmanuel Macron. Z kolei kanclerz Olaf Scholz w rozmowie z telefonicznej z Władimirem Putinem wskazywał na konieczność szukania sposobu na „zawieszenie broni”. O potrzebie doprowadzenia do rozmów tak, aby „wszyscy zasiedli za jednym stołem”, mówił w Waszyngtonie premier Włoch Mario Draghi.

Jednak Amerykanie wyraźnie trzymają się innej linii, którą nakreślił w Kijowie sekretarz obrony Lloyd Austin. Jego zdaniem konieczne jest takie osłabienie Rosji, aby nie stanowiła więcej zagrożenia dla swoich sąsiadów. Takiemu celowi odpowiada skala amerykańskiej pomocy: Joe Biden szykuje się do podpisania bezprecedensowego pakietu pomocy dla Ukrainy o wartości 40 mld dol.

Stałe bazy

– To jest wojna, która zdecyduje nie tylko o losie Ukrainy, ale szerzej o kształcie Europy na wiele lat – mówią nasi rozmówcy w Londynie. Wskazują też na ryzyko eskalacji konfliktu.

– Gdyby Putin sięgnął po broń masowego rażenia na Ukrainie, NATO musiałoby interweniować – słyszymy.

Podobną logikę zaprezentował Morawiecki.

– Nie wystarczy wygrać wojnę, musimy nie przegrać i nie stracić pokoju. Musimy postanowić wspólnie, że Rosja nigdy już nie będzie zagrażać pokojowi w Europie. A cena utrzymania pokoju musi być też ponoszona przez inne kraje, poza Unią i NATO – oświadczył szef polskiego rządu.

Czytaj więcej

Czarny dzień Gerharda Schrödera. Będzie jedynym odpowiedzialnym za politykę Niemiec wobec Rosji?

Podejście brytyjskich i polskich władz zdaje się być zbieżne także, gdy idzie o oczekiwania odnośnie do szczytu NATO w Madrycie pod koniec czerwca. Ma na nim zostać przedstawiona nowa doktryna strategiczna paktu. Kluczową kwestią będzie tu ostateczne przekreślenie zapisu z aktu stanowiącego Rosja–NATO z 1997 r., w którym sojusz atlantycki zobowiązał się do nierozmieszczania znaczących sił alianckich na terenie tego, co wówczas nazywano „nowymi krajami członkowskimi”. I choć dziś w Polsce przybywa około 10 tys. żołnierzy amerykańskich, to wciąż ich obecność jest oparta na „rotacji”.

Brytyjczycy uważają, że w układzie geopolitycznym, jaki powstał po rosyjskiej inwazji na Ukrainę, nie ma powodów, aby powstrzymywać się przed powstaniem „stałych baz”.

– Na razie alianci wysyłają wsparcie na flankę wschodnią, reagując na prośby państw, które tu leżą. W dłuższej perspektywie konieczne jednak będzie oparcie tej pomocy na trwalszych postawach – uważają źródła w Londynie.

Zdaniem polskich władz dobrą opcją mogłoby być powstanie „stałych baz”, w których jednak żołnierze sił sojuszu by się zmieniali.