Recep Erdogan to ostatnia nadzieja na dyplomatyczne rozwiązanie sporu: Turek chce pośredniczyć między Kijowem i Moskwą. Ale tylko Ameryka może spełnić żądania Władimira Putina. Tymczasem zaplanowane na czwartek spotkanie sekretarza stanu Antony’ego Blinkena z szefem rosyjskiej dyplomacji Sergiejem Ławrowem zostało odwołane. Waszyngton uznał, że – posyłając rosyjskie wojska do Doniecka i Ługańska – Moskwa rozpoczęła inwazję Ukrainy.
Szanse na porozumienie załamują się także dlatego, że Putin mnoży niemożliwe do spełnienia przez Zachód warunki. Do zamknięcia drzwi do NATO dla Ukrainy dodał uznanie przez Kijów aneksji Krymu, demilitaryzację kraju i podjęcie bezpośrednich rokowań z separatystami.
Czytaj więcej
Na sporządzonej przez władze Kijowa mapie są setki miejsc, w których można się ukryć przed bombardowaniem. Ale to raczej teoria.
Ku wojnie rosyjskiego przywódcę pcha także reakcja świata na uznanie przez niego tzw. Ługańskiej i Donieckiej Republik Ludowych. Spodziewał się, że będzie rozgrywał podziały między krajami Zachodu, a napotkał jednolity front: nie tylko USA, Unia i Wielka Brytania, ale nawet Australia czy Japonia wprowadziły skoordynowane sankcje. A wkrótce będą kolejne, obejmujące zamrożenie majątku najbliższych współpracowników Putina, jak ministra obrony Siergieja Szojgu czy szefa jego administracji Antona Wajno. W czwartek na nadzwyczajnym szczycie spotkają się w Brukseli przywódcy państw UE.
Na nadchodzącą wojnę wskazują też zmiany w terenie. Trzy czwarte ze 190 tys. rosyjskich żołnierzy rozlokowanych wokół Ukrainy zajęło pozycje bojowe. Mogą tak czekać w trudnych warunkach najwyżej parę dni. Putin musi więc szybko zdecydować, czy idą do ataku, czy wracają do koszar. Na razie przeprowadził cyberatak na kluczowe instytucje ukraińskiego państwa.
W środę władze w Kijowie zarządziły częściową mobilizację. Zaapelowały też do 2–3 mln Ukraińców żyjących w Rosji o natychmiastowy powrotu do kraju. To odejście od polityki unikania gwałtownych ruchów, aby zapobiec panice, jaką dotąd kierował się prezydent Zełenski. Sygnał, że Ukraina już dłużej nie może czekać, jeśli nie chce dać się zaskoczyć uderzeniem Rosji.
Czytaj więcej
Uznanie niepodległości Doniecka i Ługańska pokazało, jak wyobcowana jest Rosja na arenie międzynarodowej.
Premier Australii Scott Morrison, który ma ścisły dostęp do wywiadu USA, ostrzegł, że do wojny może dojść tej doby. Jej scenariusz nie jest znany, ale Putin jasno określił, jaki jest jego cel: podporządkowanie całej Ukrainy przez obalenie rządu w Kijowie. A do tego ograniczone uderzenie w Donbasie czy nawet odcięcie kraju od czarnomorskiego wybrzeża raczej nie wystarczą. Determinacja Ukraińców jest na to zbyt duża. Stąd coraz większe ryzyko inwazji na wielką skalę, której celem byłaby stolica. Ofiary już w pierwszych dniach mogłyby być wówczas liczone w dziesiątkach tysięcy. Na znak solidarności do Kijowa polecieli prezydenci Polski i Litwy. Zaprosili Wołodymyra Zełenskiego na piątkowe spotkanie w Warszawie przywódców państw flanki wschodniej NATO.