Jakie są reakcje tej pierwszej, dopiero się dowiemy, co myślą komentatorzy, to już mniej więcej wiadomo. Szokuje, że mało kto potrafi sobie intelektualnie poradzić z problemem.

Padają frazesy o rzekomej tabloidyzacji, zawracaniu głowy czytelnikowi mało istotnymi sprawami, dominuje wielkopańskie i warszawo-centryczne przekonanie, że coś, co się dzieje na jakiejś „prowincjonalnej" Opolszczyźnie dla przeciętnego Polaka nie ma znaczenia.

Szczególnie bawi ustawianie problemu z perspektywy czysto instrumentalnej gry lokalnych polityków, którzy przez jakąś rzekomą „wrzutkę" chcieli zrobić problem przeciwnikowi politycznemu. A jednak temat jest jednym z najgoręcej komentowanych,  a to dla redakcji "Rzeczpospolitej" oznacza, że dotknęliśmy istotnego problemu.

Czy to tylko kwestia znaczenia symboli narodowych i dyskusja o ich ważności w sferze publicznej? Nie wiem.  Może to kolejny przyczynek do debaty o ewolucji polskiego patriotyzmu? Pewnie tak. A może jeszcze ważniejsza jest kwestia przemian w Polsce regionalnej, rodzących się i coraz silniejszych nurtów odrębności i dominacji tematyki lokalnej nad narodową?

To niewątpliwie wszystko ważne tematy, z którymi trzeba po kolei brać się za bary. Publikacja w "Rzeczpospolitej" niewątpliwie temu służy. Mogę złożyć zapewnienie, że ta dyskusja nie tylko nie wygaśnie, a jeszcze nabierze mocy. Tak ja przynajmniej rozumiem rolę wolnej prasy w wolnym kraju.

I jeszcze pointa. Oczywista, choć brutalna jak uderzenie na odlew. Refleksja, na którą napotykam się co krok. Ileż to lat minęło od tamtej wiosny polskiej niepodległości, że dziś Orzeł Biały staje się dla niektórych kontrowersyjny? Ktoś by to wymyślił wtedy w 1989?