Prezydent Stanów Zjednoczonych zastosował znów swoją ulubioną taktykę. Najpierw podgrzał atmosferę wywiadami, w których groził, że wycofa się z NATO, a potem zapowiedział orędzie do narodu. Cały pakt północnoatlantycki, zatrzymując dech w piersiach, czekał więc na wystąpienie amerykańskiego prezydenta, w którym jednak ani razu nie padło słowo NATO. Mimo to orędzie zawierało szantaż wobec Zachodu.
Na czym polega szantaż Donalda Trumpa wobec Zachodu?
Aby zrozumieć, na czym on polega, warto przypomnieć, że niedługo po rozpoczęciu wojny z Iranem, Trump wezwał sojuszników do pomocy w odblokowaniu Cieśniny Ormuz, przez którą przepływa jedna piąta światowej ropy. O tym, dlaczego sam nie jest sobie w stanie poradzić z odblokowaniem tego akwenu pisaliśmy niedawno w „Rzeczpospolitej”.
Trump postanowił też do szantażu użyć innego argumentu. Jak ujawniły światowe media – a nikt później tych informacji nie dementował – Trump zagroził Europie nie tylko wycofaniem pomocy dla Ukrainy (wciąż kluczowe są dla walczącego piąty rok Kijowa dane wywiadowcze, przede wszystkim satelitarne, bez których nie byłby w stanie razić celów w głębi Rosji). Posunął się nawet do tego, że zagroził, iż przestanie dostarczać nad Dniepr broń, za którą już dziś płacą europejscy sojusznicy.
Przypomnijmy – ten mechanizm stworzono na wniosek samego Trumpa, który zażądał od Europy wzięcia na swoje barki kosztów pomocy dla Ukrainy. Gdy jednak chciał nacisnąć na Zachód, nie zawahał się, by zagrozić zamrożeniem dostaw broni, za którą przecież sami płacą. Czy można to nazwać inaczej niż szantażem? Dlatego też najpierw ciszej, a teraz głośniej, kilka europejskich krajów ogłosiło, że w większym lub mniejszym zakresie zamierza się włączyć w koalicję chętnych do odblokowania Ormuzu.
Inna rzecz, że sam Trump jest piekielnie niespójny. W swoim przemówieniu do Amerykanów przekonywał, że to najlepsza wojna w historii, a Iran jest właściwie zniszczony, władze zdziesiątkowane, marynarka wojenna nie istnieje, zaś wyrzutnie rakiet zostały starte z powierzchni ziemi. Skoro więc wszystko już jest zrobione, dlaczego wzywał w tym samym wystąpieniu sojuszników do wzięcia na siebie ciężaru odblokowania Ormuzu? Dlaczego szantażuje sojuszników?
Czytaj więcej
Nocne orędzie prezydenta USA nie było żadnym przełomem. Ani w kwestii wojny przeciwko Iranowi, ani cen ropy, ani przyszłości NATO. Pełne było typow...
Czy Zachód powinien się dać wciągnąć w wojnę, która może skończyć się globalnym konfliktem, nie mając gwarancji lojalności Donalda Trumpa?
Bo to orędzie miało dwóch adresatów. Jednym byli wyborcy. W tej części było to defensywne przemówienie, w którym wyjaśniał, dlaczego wpakował USA w kolejną wojnę, choć obiecał w kampanii, że wojny będzie kończyć, a nie wszczynać. Wszystkie opowieści o tym, że gospodarka nigdy nie rosła tak jak dzisiaj, a jak wygra z Iranem, to będzie jeszcze lepiej, włożyć należy między bajki. Podobnie jak opowieści o tym, że Iran jest właściwie na kolanach w wyniku „najlepszej wojny w historii”.
Ale równocześnie Donald Trump szantażuje Zachód, dąży do wciągnięcia do wojny z Iranem innych, by podzielić się udziałem w tej nielegalnej, bo niezgodnej z prawem międzynarodowym operacji wojskowej, która pochłania miliardy dolarów i tysiące ludzkich istnień. Jakby wierzył, że udział szerokiej koalicji państw zachodnich rozproszy jego odpowiedzialność. Dlatego równocześnie zapowiada, że wojna się już prawie kończy, ale dąży do jej eskalacji, co może się przerodzić w konflikt globalny. Już dziś słyszymy o pierwszych sygnałach docierania do krajów europejskich terroryzmu sponsorowanego przez Iran. Niedawno na naszych łamach o ryzyku odpalenia brudnej bomby mówił były szef BBN prof. ppłk. Jacek Siewiera. Czy Zachód powinien dać się wciągać w wojnę, nie mając żadnych gwarancji lojalności ze strony amerykańskiego przywódcy?