Reklama

Artur Bartkiewicz: Grenlandia, suwerenność i Polska. Donald Trump nie pomaga PiS

Donald Trump udziela właśnie brutalnej lekcji tego, jak naprawdę wygląda ograniczanie suwerenności we współczesnym świecie. Można udawać, że się tego nie widzi i cieszyć się, że prezydent USA nie interesuje się żadnym fragmentem terytorium Polski, ale cała sprawa może wywrzeć swoje piętno na polskiej scenie politycznej.

Publikacja: 19.01.2026 11:53

Jarosław Kaczyński

Jarosław Kaczyński

Foto: PAP

Trump stawia w bardzo niewygodnej sytuacji przede wszystkim Prawo i Sprawiedliwość. Partia ta z walki o obronę suwerenności Polski w ramach Unii Europejskiej uczyniła jeden z filarów swojej politycznej tożsamości. Od lat wykorzystując lęki przed tym, by ważne dla nas decyzje nie zapadały w Brukseli czy Berlinie, mobilizuje swój elektorat. Jak jednak wiarygodnie krytykować Unię Europejską, organizację, do której Polska przystąpiła dobrowolnie i w której ma prawo głosu na równi ze wszystkimi innymi członkami, za to, że stara się poszerzać swoje kompetencje, gdy jednocześnie trzeba bronić Donalda Trumpa, który mówi sojusznikom: oddajcie mi kawałek swojego terytorium, bo inaczej doświadczycie mojego gniewu.

Presja, jaką największe na świecie mocarstwo wywiera na niewielkie królestwo Danii i jej europejskich sojuszników to niespotykana po 1945 roku między państwami zachodniej cywilizacji próba siłowego naruszenia zasady poszanowania integralności terytorialnej, na której opiera się cały powojenny ład na świecie. Dziś jest to wykorzystywanie siły gospodarczej (cła), ale jeszcze wczoraj rzeczniczka Białego Domu mówiła wprost, że prezydent zawsze ma do dyspozycji amerykańską armię. 

Czytaj więcej

Michał Szułdrzyński: Grenlandia, cła i NATO. Jak Donald Trump rozbija Zachód

PiS stawia na suwerenność, ale w sprawie USA i Grenlandii musi kluczyć

Dlatego PiS znalazł się w narracyjnym kłopocie. Jacek Sasin, pytany w TVN24 o całą sprawę, próbuje przerzucić winę na Europę, że ta reaguje zbyt nerwowo i przez to – w domyśle – denerwuje Trumpa. Były wicepremier radzi też, „by nie egzaltować się, że jakiś mały kraj ma jakieś problemy i poczuł się dotknięty, bo go sojusznik źle potraktował”. Innymi słowy: ograniczanie suwerenności jest czymś karygodnym, chyba że robią to Stany Zjednoczone, na które PiS stawia wszystkie aktywa, jeśli chodzi o bezpieczeństwo Polski. Nie jest to stanowisko przesadnie spójne i trudno nie odnieść wrażenia, że pozbawia ono partnerów USA (w tym Polskę) dużej części podmiotowości w relacjach z wielkim bratem zza oceanu. Ponadto próba przekonania, że cała sprawa to w zasadzie problem Danii w niezamierzony zapewne sposób zwraca uwagę, jak ważne jest, aby Polska i inne kraje europejskie zacieśniały współpracę w ramach UE, bo bez paneuropejskiej współpracy problemy w równorzędnych relacjach z mocarstwami będą miały nie tylko „małe kraje” Europy, ale również te średnie (a więc i Polska). 

Trump swoją agresywną polityką wobec sojuszników daje argument obozowi liberalno-lewicowemu w Polsce, który od dawna zarzuca PiS, że partia ta, lokując wszystkie nadzieje w USA, uprawia niebezpieczny hazard

Reklama
Reklama

Na nadmiernie proamerykańskim stanowisku PiS mogą zyskać obie Konfederacje i obóz rządzący

Tam, gdzie PiS będzie musiał kluczyć, dzieląc suwerenność na czworo otwiera się pole dla jej politycznych rywali z prawicy – Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej Grzegorza Brauna. Obie Konfederacje nie są bowiem tak jednoznacznie proamerykańskie jak PiS, obie mocno akcentują temat suwerenności i obie oskarżają PiS o to, że broni jej głównie w warstwie retorycznej, a gdy przychodzi co do czego, to był gotów na kompromisy nawet z ostro krytykowaną przez siebie Unią Europejską. Przez gimnastykę intelektualną PiS ws. gróźb Trumpa wobec Grenlandii prawicowi wyborcy zyskają kolejny dowód na to, że PiS wobec zewnętrznych aktorów potrafi być dość uległy. 

Z drugiej strony Trump swoją agresywną polityką wobec sojuszników daje argument obozowi liberalno-lewicowemu w Polsce, który od dawna zarzuca PiS, że partia ta, lokując wszystkie nadzieje w USA, uprawia niebezpieczny hazard, a Polska potrzebuje europejskiego filaru bezpieczeństwa, który powinien być co najmniej tak samo ważny jak ten amerykański. Oczywiście dla rządzących sytuacja nie jest komfortowa, ponieważ obecność wojsk USA w Polsce jest dla nas bezcennym aktywem w obliczu agresywnej Rosji tuż za progiem.

Czytaj więcej

Prof. Lewicki: Grenlandia? USA nie chodzi o bogactwa naturalne ani zdobycz terytorialną

Widać zresztą, że Warszawa próbuje zejść z pierwszej linii sporu, nie decydując się chociażby na wysłanie żołnierzy na wyspę. Nie zmienia to faktu, że już wcześniej silnie proeuropejski elektorat partii rządzących otrzymuje ważny impuls, jeśli chodzi o utrzymanie obecnego kursu polityki zagranicznej. I choć polityką zagraniczną nie wygrywa się wyborów w Polsce, to jednak – parafrazując słowa poety – „wyborcza lawina bieg od tego zmienia, po jakich toczy się kamieniach”. A ten konkretny kamień nie kieruje jej w kierunku, o jakim marzyłby Jarosław Kaczyński. 

Komentarze
Michał Szułdrzyński: Grenlandia, cła i NATO. Jak Donald Trump rozbija Zachód
Komentarze
Estera Flieger: MAGA dyletant. Nie jesteśmy skazani na tzw. realizm
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Port Haller – wielki projekt PiS czy próba patriotycznego szantażu?
Komentarze
Rusłan Szoszyn: Kto nie chce pokoju w Ukrainie? Donald Trump puka do złych drzwi
Komentarze
Jędrzej Bielecki: USA chcą Grenlandii. Polsce zaczyna być nie po drodze z Donaldem Trumpem
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama