Wiele miesięcy napięcia, oczekiwania, życia w przekonaniu, że starcie między Donaldem Trumpem a kandydatem demokratów Joe Bidenem, a potem Kamalą Harris, to wybory, które zmienią wszystko, wpłyną na cały świat. I przekonania, że jeżeli je wygra Trump, to świat w wersji bliskiej sporej części Europejczyków się zawali.
I nagle w powyborczy poranek Europejczycy zauważają, że ten demon, „faszysta” Trump wygrywa, że wielu Amerykanów w nim widzi nadzieję. Na dodatek partia Trumpa osiągnęła większość w Senacie, Izba Reprezentantów też może być republikańska.