Na lewicy gromy po zapowiedzi Władysława
Kosiniaka-Kamysza dotyczącej programu wychowania patriotycznego. Niespecjalnie się dziwę,
to rodzaj politycznej neurastenii, echo nieodległej przeszłości i dziedzictwo rządów
PiS, które próbowało zawłaszczyć i uczynić elementami swojej tożsamości takie
słowa jak: patriotyzm, ojczyzna, wiara czy tradycja. W czasach ministra Przemysława Czarnka
i kurator Barbary Nowak to była obsesja. Wszystko musiało być polskie i patriotyczne,
na dodatek katolickie i antyzachodnie, jakby inna Polska, liberalna czy lewicowa, nie istniała.