Michał Szułdrzyński: Odejście Janusza Kowalskiego to ogromny cios dla Polski. Suwerennej Polski

Janusz Kowalski albo będzie sam negocjować warunki przejścia do PiS z Jarosławem Kaczyńskim, albo spróbuje dogadać się z Konfederacją. Jednak jego odejście z partii jest symboliczne, pokazuje koniec projektu Suwerennej Polski Zbigniewa Ziobry.

Aktualizacja: 19.06.2024 13:46 Publikacja: 19.06.2024 10:35

Michał Szułdrzyński: Odejście Janusza Kowalskiego to ogromny cios dla Polski. Suwerennej Polski

Foto: PAP/Piotr Polak

Decyzja Janusza Kowalskiego o odejściu z Suwerennej Polski nie jest jakimś fundamentalnie ważnym wydarzeniem na polskiej scenie politycznej. Ani Kowalski nie jest bardzo ważnym, choć bez wątpienia barwnym, politykiem, ani jego odejście nie zmienia układu sił w polityce.

Prawdziwy koniec Suwerennej Polski. A jaki był początek?

Ale to wydarzenie niezwykle symboliczne, symbolizuje bowiem koniec projektu politycznego o nazwie Suwerenna Polska, który przetrwał raptem rok. Wszak zmianę wcześniejszej Solidarnej Polski na Suwerenną Polskę ogłoszono oficjalnie 3 maja 2023 roku, formalnie została zarejestrowana przez sąd dwa tygodnie później, 19 maja. Przy okazji doszło do przetasowań personalnych, do nowej partii nie wszedł Tadeusz Cymański i ogłosił powrót do PiS, zaś Anna Siarkowska porzuciła projekt Zbigniewa Ziobry i przeszła do Konfederacji.

W jesiennych wyborach, mimo utraty władzy przez PiS, Suwerenna Polska wprowadziła do Sejmu 18 posłów. Po wyborach jednak z publicznego życia wycofał się założyciel partii Zbigniew Ziobro z powodu walki z ciężką chorobą. Tymczasowo zastępował go bardzo popularny europoseł Patryk Jaki (na początku czerwca z dobrym wynikiem odnowił swój mandat w Parlamencie Europejskim).

Czytaj więcej

Janusz Kowalski odchodzi z Suwerennej Polski. Wydał oświadczenie

Na wieczorze wyborczym po wyborach do Parlamentu Europejskiego Jarosław Kaczyński zapowiedział wielkie zjednoczenie prawicy. Parę dni później doprecyzował, że chce, by wszystkie partie, które tworzyły koalicję Zjednoczonej Prawicy, stały się częścią PiS. Już pod koniec 2023 roku do macierzystej partii weszli działacze Republikanów, wydmuszki pozostałej po wyrzuceniu z rządu Jarosława Gowina i przejęciu jego Porozumienia przez Adama Bielana. Teraz przyszedł czas na Suwerenną Polskę.

Warto tu przypomnieć, że zmiana nazwy Solidarnej Polski na Suwerenną Polskę była m.in. efektem obaw Zbigniewa Ziobry, że Jarosław Kaczyński nie weźmie go na listy wyborcze w 2023 roku. Mało kto też dziś pamięta, że Kaczyński odrzucił prośbę Ziobry, który zaproponował prezesowi wejście do PiS po wyborach prezydenckich w 2020 roku. Jarosław Kaczyński jednak wówczas się bał, że nie zapanuje nad silną i zwartą grupą ziobrystów, wokół których orbitowali tak ważni politycy, jak wiceszefowa PiS Beata Szydło (która zawarła z Ziobrą sojusz taktyczny przeciwko premierowi Mateuszowi Morawieckiemu). Prezes obawiał się, że Ziobro nie tylko stworzy najsilniejszą w PiS frakcję, ale w pewnym momencie ukradnie mu partię.

Dziś jednak sytuacja jest zupełnie inna. Suwerenna Polska otrzymała potężny cios po tym, jak ujawniono wielosetmilionowe nieprawidłowości w Funduszu Sprawiedliwości, nad którym kontrolę sprawowało byłe kierownictwo Ministerstwa Sprawiedliwości za czasów rządów Ziobry w tym resorcie. Nie ma właściwie tygodnia, by nie wypływały nowe bulwersujące historie związane z tą sprawą, sprowadzające się do tego, że zmieniono dysponujący setkami milionów Fundusz Sprawiedliwości w de facto fundusz wyborczy Suwerennej Polski. 

Czytaj więcej

Dlaczego Niemcy podali, że nie było rozmowy Tusk-Scholz? "Bałagan informacyjny"

Dlaczego Janusz Kowalski odchodzi z Suwerennej Polski

Na dziś sprawa skończy się zarzutami prokuratorskimi dla co najmniej kilku wpływowych polityków Suwerennej Polski. W środę sytuacją stała się jeszcze poważniejsza, gdy prokurator generalny skierował do Sejmu wniosek o zgodę na areszt dla nadzorującego fundusz byłego wiceministra Marcina Romanowskiego

Do tego dochodzi choroba Zbigniewa Ziobry, która sprawiła, że Kaczyński już nie boi się wrogiego przejęcia partii. Zapowiedział wchłonięcie Suwerennej Polski, a osobą, która miała dokonać weryfikacji działaczy SP przy przechodzeniu do PiS, został właśnie Patryk Jaki.

Janusz Kowalski właśnie na środę został zaproszony na spotkanie z Jakim. Ale chyba do niego nie dojdzie. Bo zamiast stawać przed jednoosobową komisją weryfikacyjną, Kowalski ogłosił rano, że porzuca Suwerenną Polskę i skupia się na pracy w klubie parlamentarnym PiS (do którego lojalnie weszli posłowie SP po wyborach). Być może Kowalski chce samemu negocjować warunki przejścia do PiS z samym Jarosławem Kaczyńskim, być może też będzie chciał rozmawiać z Konfederacją, która po otrzymaniu 12 proc. głosów w wyborach do Parlamentu Europejskiego półtora tygodnia temu zdecydowanie jest na fali. Bez względu na to, co zrobi, jego decyzja pokazuje, że to koniec Suwerennej Polski.

Decyzja Janusza Kowalskiego o odejściu z Suwerennej Polski nie jest jakimś fundamentalnie ważnym wydarzeniem na polskiej scenie politycznej. Ani Kowalski nie jest bardzo ważnym, choć bez wątpienia barwnym, politykiem, ani jego odejście nie zmienia układu sił w polityce.

Prawdziwy koniec Suwerennej Polski. A jaki był początek?

Pozostało 93% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Komentarze
Michał Płociński: Rezygnacja Bidena jest tak zaskakująca, że przegrałbym dom i auto, gdybym się założył
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Komentarze
Katarzyna Kucharczyk: Niebieski ekran śmierci. Czyli ciekawa lekcja dla ludzkości
Komentarze
Rusłan Szoszyn: Trump rozmawiał z Zełenskim. Negocjacje z Putinem są tylko kwestią czasu
Komentarze
Tomasz Krzyżak: Abp Marek Jędraszewski już wie, kiedy odejdzie. I jego kalendarz też to chyba zdradza
Komentarze
Paweł Łepkowski: Zasnąłem podczas przemówienia Donalda Trumpa. Najnudniejszy monolog w historii