Kim Dzong Un skrupulatnie przyglądał się budowanej na kosmodromie Wostocznyj nowej rosyjskiej rakiecie nośnej typu „Angara”, która ma zastąpić radzieckie odpowiedniki (np. Sojuz). To stamtąd Rosjanie wysłali niedawno łazik Łuna-25, który rozbił się po drodze na Księżyc. Północnokoreański przywódca nie kryjąc zainteresowania bombardował rosyjskich inżynierów pytaniami, a nawet wprosił się do centrum sterowania lotami. Relacjonujące to wydarzenie rosyjscy dziennikarze kremlowskich mediów odnieśli wrażenie, że północnokoreański dyktator jest wielkim znawcą rakiet i pasjonatem technologii kosmicznych.

- Mam nadzieję, że zawsze będziemy razem w walce z imperializmem i będziemy budować suwerenne państwa – mówił do swojego rosyjskiego kolegi Kim Dzong Un. Zna się na tym. Przed tym z „imperializmem” walczył jego ojciec, a jeszcze wcześniej dziadek. Putin na froncie tej walki jest nowicjuszem, w zasadzie od 24 lutego 2022 roku (bo oderwanie części Gruzji, a później części Donbasu i aneksję Krymu świat jako tako przetrawił).

Czytaj więcej

O czym Kim Dzong Un rozmawiał z Władimirem Putinem?

Jeszcze niedawno gospodarz Kremla zapewne nie mógł sobie wyobrazić, że będzie przewodnikiem po Rosji dla przywódcy z najgorszą reputacją, stojącym na czele najbardziej odizolowanego od świata kraju. A jeszcze niedawno był przyjmowany na salonach w europejskich stolicach. Moskwę odwiedzali przywódcy świata zachodniego. Robił z nimi wielomiliardowe interesy, coraz bardziej energetycznie uzależniając Europę od rosyjskich gazociągów i ropociągów.

Putin nie ma już wyjścia awaryjnego

Dzisiaj jest poszukiwany międzynarodowym listem gończym, mówi o „produktywnym dialogu” z Koreą Północną. I chwali się rodakom w telewizji rządowej, że Kim Dzong Un oprócz kosmodromu odwiedzi jeszcze rosyjską Flotę Oceanu Spokojnego we Władywostoku, zawita do lokalnego uniwersytetu, a następnie uda się do Komsomolska nad Amurem gdzie zwiedzi zakłady produkujące samoloty cywilne i wojskowe. Mówił nawet o współpracy przemysłów zbrojeniowych obu państw, potwierdzając tym samym wcześniejsze doniesienia amerykańskich mediów o tym, że przywódcę Korei Północnej interesują technologie kosmiczne oraz technologie związane z atomowymi okrętami podwodnymi. Nie wiadomo czy Kim Dzong Un je otrzyma, ale gospodarz Kremla wyraźnie sugeruje Stanom Zjednoczonym, że może zasilić technologicznie odwiecznego wroga Amerykanów. I próbuje wejść w buty Xi Jinpinga, poprzez którego świat zachodni dotychczas załatwiał swoje turbulencje z Pjongjangiem. Kim Dzong Un również nie krył radości, w końcu zyskał poparcie atomowego kraju, kolejnego po Chinach, które są jedynym sojusznikiem militarnym Korei Północnej.

Czytaj więcej

Korea Płn. "uczciła" wizytę Kima w Rosji wystrzeleniem rakiet balistycznych

Po spotkaniu, które trwało aż cztery godziny, rzecznik Kremla zapowiedział „wszechstronną współpracę”. Ma rozwijać się m.in. komunikacja lądowa i połączenia lotnicze pomiędzy krajami. Po utworzeniu Państwa Związkowego z totalitarną Białorusią Aleksandra Łukaszenki nadszedł czas na „głęboką integrację” Rosji z Koreą Północną. Rosja zmierza właśnie w tym kierunku. Internet tam już dawno przekształca się w intranet, Rosjanie są coraz bardziej odizolowani od zachodnich serwisów i sieci społecznościowych, w kraju nie ma już wolnych mediów, niezależni dziennikarze i opozycjoniści siedzą w łagrach, wszędzie tropią „zagranicznych agentów”. I, co najważniejsze, Putin, tak samo jak północnokoreański przywódca, nie ma już wyjścia awaryjnego. Musi rządzić dożywotnio.