Jeśli w wypowiedziach Jarosława Kaczyńskiego pojawia się straszenie
koncepcją „rozwoju polaryzacyjno-dyfuzyjnego” oraz seksualizacją dzieci, to nikt
nie powinien mieć już jakichkolwiek złudzeń, że jesteśmy w środku kampanii wyborczej.
Bo tylko to uzasadnia, dlaczego prezes PiS znów wraca do tej samej sprawy. Tym bardziej, że dziś temat ten nabiera nowego kontekstu z dwóch powodów.
Po pierwsze, jeśli dzień po zrobionej z dużym rozmachem
konwencji partii Zbigniewa Ziobry, na której ugrupowanie zmieniło nazwę na
Suwerenna Polska, Kaczyński wraz z marszałek Sejmu Elżbietą Witek wygłaszają w sali
konferencyjnej w siedzibie partii oświadczenie dla prasy o
konieczności poparcia obywatelskiego projektu ustawy mającej chronić dzieci
przed seskualizacją, to znaczy, że sytuacja jest poważna.