Michał Szułdrzyński: PiS musi wreszcie wybrać – sojusz z Ziobrą czy z Unią

By wytłumaczyć się z prób porozumienia z Brukselą, premier próbuje przejąć retorykę Solidarnej Polski. Dlatego mówi, że środki europejskiej wzmacniają, a nie osłabiają polską suwerenność i niepodległość. Skądinąd ma tu rację.

Publikacja: 15.11.2022 16:39

Jarosław Kaczyński i Zbigniew Ziobro

Jarosław Kaczyński i Zbigniew Ziobro

Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek

– Unijne środki wzmacniają polską suwerenność i potencjał niepodległości – stwierdził w poniedziałek premier Mateusz Morawiecki. Tak, ten sam, który w lecie – wtedy, gdy Jarosław Kaczyński zarządził ostry kurs wobec Unii Europejskiej – przekonywał, że środki z KPO nie są aż tak ważne.

– Próbujemy się dogadywać, również będziemy przekonywać ministra Ziobro, że jest to jednak potrzebne dla Polski. Jakieś właśnie dogadanie się z Unią – powiedział we wtorek z kolei poseł PiS Marek Suski. I zapewne nie wszyscy traktują go bardzo poważnie, ale ma on w zwyczaju mówić to, co myśli. A ściślej to, co myśli Jarosław Kaczyński. Jeśli państwo nie pamiętają, poseł Suski to ten, który porównywał członkostwo w Unii Europejskiej do okupacji niemieckiej i sowieckiej...

Czytaj więcej

Anna Słojewska: Rozmowy Szynkowskiego vel Sęka w Brukseli to tylko zasłona dymna

Również we wtorek w Radiu Zet Szymon Szynkowski vel Sęk powiedział: – Stoimy przed możliwością, czy stać pryncypialnie na swoim stanowisku i nie robić nic, wiedząc, że nie ma gotowości po stronie Komisji, by procedować nasz wniosek o płatność, czy jeszcze raz zweryfikować, z czego wynikają wątpliwości KE, wyjaśnić, w których elementach nie są trafne, wziąć pod uwagę opinię Komisji Europejskiej i zobaczyć, co jeszcze możemy zrobić w naszym zakresie, by pójść krok dalej. I my wybieramy tę drogę – tłumaczył minister do spraw europejskich. Dodał też, że Polska jest gotowa na elastyczność w ramach, które nie naruszają naszej suwerenności.

Jeśli zebrać te wszystkie wypowiedzi razem, widać, że w PiS już zapadła decyzja. Paręnaście dni temu w partii zaczęło się mówić o jakiejś próbie kompromisu z KE. Ale wówczas z kierownictwa płynęły sygnały, że na razie Kaczyński pozwolił sondować – zarówno Brukselę, jak i opinię publiczną – w sprawie ewentualnego porozumienia. Decyzji, czy na ustępstwa pójść, wtedy jeszcze nie było.

PiS, licząc, że będzie liderem antyeuropejskiego buntu, został na spalonym, bez KPO i z zagrożonym wieloletnim budżetem

Ale z wypowiedzi Suskiego, Morawieckiego i samego Kaczyńskiego wynika, że prezes już zdecydował, że trzeba wykonać jakiś ruch, by sprawę zamknąć i pieniądze z KPO dostać. Dlatego w czasie długiego weekendu uprzedzał sympatyków, że polityka wymaga elastyczności i apelował do wyborców o wyrozumiałość w sprawie ruchów, które będzie wykonywał rząd, a które mogą się wydawać niezrozumiałe. Ale by tę niezrozumiałość osłodzić, PiS zaczyna używać języka samego Ziobry. I dlatego premier Morawiecki – zresztą mając całkowicie rację – mówi, że suwerenność to też siła polskiej gospodarki, a jeśli nie dostaniemy unijnych funduszy, zarówno gospodarka, jak i suwerenność ucierpią.

Tyle tylko, że to PiS sam zapędził się w pułapkę. Jakiekolwiek kompromisy wyklucza Solidarna Polska. Wiosną PiS ugiął się pod żądaniami Ziobry i wprowadził do ustawy o Sądzie Najwyższym poprawki, które osłabiały zapisy przygotowane przez prezydenta Andrzeja Dudę. W efekcie Bruksela poczuła się oszukana przez PiS, Duda uznał się oszukany przez Brukselę, a Kaczyński wpadł we wściekłość, gdy zorientował się, że choć ocalił koalicję z Ziobrą, musi pożegnać się z pieniędzmi z KPO. I zaczął wtedy Unii wygrażać. Ale to nie pomogło. Bruksela to przeczekała. A teraz sytuacja gospodarcza tak się popsuła, że dziś każdy tuzin miliardów euro jest dla Polski ważny.

PiS musi więc sobie dziś odpowiedzieć na pytanie, czy chce dogadać się z Brukselą i odblokować unijne pieniądze, czy walczyć o wierność Solidarnej Polski Zbigniewa Ziobry. Komisja po raz kolejny nie da się oszukać. Szczególnie, że zmieniło się otoczenie. Kaczyński liczył, że każde kolejne zwycięstwo partii sojuszniczych w UE będzie wzmacniało jego pozycję przetargową. Czekał na wybory we Włoszech, bo wierzył, że przejęcie władzy przez Giorgię Meloni przełoży się na zmianę układu sił w Radzie Europejskiej. Tymczasem niegdyś bardzo eurosceptyczna Meloni, widząc w jak fatalnej sytuacji gospodarczej znajdują się Włochy, złagodziła swą retorykę, pierwszą podróż odbyła do Brukseli. W poniedziałek na konto rządu w Rzymie wpłynęła równowartość niemal 100 mld złotych z ichniejszego KPO. Również Viktor Orbán zaczął się z Unią dogadywać. I tak PiS, licząc, że będzie liderem antyeuropejskiego buntu, został na spalonym, bez KPO i z zagrożonym wieloletnim budżetem. Nic dziwnego, że hasłem, które wprowadził do teraz do języka politycznego, jest „elastyczność”.

– Unijne środki wzmacniają polską suwerenność i potencjał niepodległości – stwierdził w poniedziałek premier Mateusz Morawiecki. Tak, ten sam, który w lecie – wtedy, gdy Jarosław Kaczyński zarządził ostry kurs wobec Unii Europejskiej – przekonywał, że środki z KPO nie są aż tak ważne.

– Próbujemy się dogadywać, również będziemy przekonywać ministra Ziobro, że jest to jednak potrzebne dla Polski. Jakieś właśnie dogadanie się z Unią – powiedział we wtorek z kolei poseł PiS Marek Suski. I zapewne nie wszyscy traktują go bardzo poważnie, ale ma on w zwyczaju mówić to, co myśli. A ściślej to, co myśli Jarosław Kaczyński. Jeśli państwo nie pamiętają, poseł Suski to ten, który porównywał członkostwo w Unii Europejskiej do okupacji niemieckiej i sowieckiej...

Pozostało 83% artykułu
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Donald Tusk i jego aktywność na X – narodowa wspólnota czy narodowa polaryzacja?
Komentarze
Bogusław Chrabota: To będzie zupełnie inny europarlament. Najgorzej wygląda sytuacja w PiS i Konfederacji
Komentarze
Michał Szułdrzyński: Szykuje się starcie gigantów w wyborach prezydenckich. Nowy sondaż zaskakuje
Komentarze
Marek Kozubal: Trzeba było porządnego wstrząsu, aby w wojsku wreszcie rozpoczęły się zmiany
Komentarze
Michał Płociński: Nie tylko młodzież głosująca na Konfederację – kto jeszcze nie dorósł do demokracji?
Komentarze
Artur Bartkiewicz: Syndrom jednej listy, czyli skąd się wziął sukces Konfederacji w wyborach do PE