Nie mam pojęcia, kto wypuszcza co chwila plotki o zmianie na fotelu premiera. Jeśli to zasługa opozycji, to należy pogratulować skuteczności. Jeśli efekt walk koterii w partii prezesa Kaczyńskiego, winszuję solidarności i koleżeństwa na szczytach władzy. Jeśli zasługa pismaków, to serdecznie przepraszam.

Może też to być – na koniec – świadoma polityka samego prezesa Jarosława, który pociągając za sznurki, daje całemu swojemu otoczeniu sygnał, że nikt nie może czuć się zbyt pewnie. Bo na koniec dnia to on decyduje, kto i jaką ma w jego politycznej grze pozycję. A że tak właśnie może być, przekonał się ostatnio były już prezes TVP Jacek Kurski; poczuł się zbyt pewnie i wylądował – jak spadający z huśtawki przedszkolak – na czterech literach.

Czytaj więcej

Sondaż IBRiS: Odbicie PiS. Partia Kaczyńskiego powiększyła przewagę nad KO

Wola prezesa wolą prezesa, ale warto dodać, że nigdy, a przynajmniej zazwyczaj, nie jest ona oderwana od politycznych realiów. Doświadczenie nauczyło Kaczyńskiego, że to, co liczy się w polityce równie mocno jak wola, to twarde fakty. I dlatego kolejną plotkę dotyczącą rzekomych następców PMM, marszałkini Witek czy ministra Błaszczaka trzeba wrzucić do spamu. Przekonują o tym wyniki najnowszego sondażu IBRiS; owszem, trend słabnięcia PiS wciąż trwa, ale się znacząco nie nasila. Partia prezesa wciąż zyskuje poparcie jednej trzeciej ankietowanych. A więc odnowił się efekt szklanego sufitu dla opozycji. Mimo kłopotów wewnętrznych rządzącej partii, braku nadziei na środki z KPO, kolejnych konfliktów PiS z Brukselą, inflacji, rosnących cen energii i – najogólniej mówiąc – słabych perspektyw dla Polski notowania rządzącej ekipy się nie załamują. Mamy do czynienia z jakimś nie do końca zrozumiałym, a na pewno mało zasadnym „constans”, czyli – jak podpowiada internetowy słownik PWN – stanem niezmiennym, stałym.

A skoro tak właśnie jest, to po co zmieniać premiera? Szefa rządu zmienia się, gdy zaliczy jakąś spektakularną wpadkę (w świecie Jarosława Kaczyńskiego musiałoby to niechybnie mieć związek z kwestią lojalności), gdy trzeba znaleźć kozła ofiarnego „winnego” jakiejś istotnej klęski (np. załamania sondaży) lub gdy się chce dokonać nowego otwarcia. Z żadną z tych okoliczności nie mamy na razie do czynienia, więc los PMM jest raczej pewny. Prezes Kaczyński dał temu zresztą wyraz w sobotnim wywiadzie dla Radia Wrocław.

Z czym więc należy się liczyć w najbliższym czasie? Myślę, że z uspokojeniem nastrojów między zwaśnionymi panami Morawieckim i Sasinem (bez wątpienia podczas wizyty w gabinecie przy Nowogrodzkiej) i próbą wylania oliwy na wzburzone fale podnieconej potencjalną zmianą premiera partyjnej czerni. Misja PMM, dzięki sondażom IBRiS, wydaje się niezagrożona. Ale do czasu; też warto o tym pamiętać. Do momentu, kiedy nie pojawi się jedna z wymienionych powyżej przesłanek zmiany. Wtedy głowa premiera może spaść; dlatego tak ważne jest pacyfikowanie obaw czy śladów polskiej paniki przed zimowym sezonem grzewczym. Zobaczycie państwo, właśnie temu państwowo-partyjna propaganda poświęci w najbliższym czasie najwięcej uwagi.

Czytaj więcej

Napięta sytuacja w rządzie i w PiS. Morawiecki musi rozwiązać problem

Co do opozycji; czy się spotyka, czy nie – nie ma to znaczenia. I tak mało kto w Polsce wierzy we wspólną listę wyborczą. Już bardziej w rządy zjednoczonej opozycji po wyborach 2023 r. A może temu pomóc zima i potencjalny społeczny bunt, jeśli państwo nie poradzi sobie z sezonem grzewczym. Mogą więc liderzy opozycji i powinni prężyć muskuły. Pokazywać, że udźwigną ciężar zmiany, ale i tak ważniejszy od nich jest „generał mróz”. Bali się go na Wschodzie (choć ryzykowali) Bonaparte i Hitler, powinien się bać i lider PiS. A jak dobrze to rozumie, pokażą najbliższe dni.