A jednak to szok, bo dał nadawcy z Augustówki w ciągu ćwierćwiecza swojej pracy tyle wartości dodanej, że bardziej oczywista wydawałaby się próba zatrzymania go za wszystkie pieniądze świata, niż zgoda na odejście. A jednak rozstaje się ze stacją, która z niegdyś pionierskiej stała się właśnie częścią wielkiej światowej korporacji.

Przyjdzie lepszy czas na ocenę i docenienie jego zasług; dziś trzeba powiedzieć, że był tytanem mediów. A jego życie zawodowe to niemal nieustające pasmo sukcesów. Od czasów pracy reporterskiej w Radiu Kraków, gdzie na antenie nie bał się upominać w latach 80 o prawdę o Katyniu, przez stworzenie zespołu i profilu radia RMF, aż po kamienie milowe rozwoju programowego w TVN. Pracując dla tej stacji miał wyjątkową rękę do ludzi i nos do formatów. Wykazywał się też wyjątkową cierpliwością (nieudane eksperymenty z sitcomami aż po sukces Kasi i Tomka).

Czytaj więcej

Edward Miszczak po ćwierć wieku odchodzi z TVN

Jeśli idzie o tworzenie gwiazd był jak król Midas. Kogo nie obłaskawił, ten lśnił prawdziwym złotem. Troszkę nawet irytowała ta jego zdolność do kreowania celebrytów; niemniej z perspektywy telewizji była to żyła złota. I jeszcze jeden aspekt tego talentu do ludzi; dzięki niemu telewizja TVN stała się stacją, do której aspirowali najlepsi. I najlepsi tam trafiali. Choćby na krótko.

Czy Edi jest do zastąpienia? Pewnie nie. Nie ma i nie będzie „drugiego” Edwarda Miszczaka. Zastąpi go zespół ludzi (pewnie częściowo jego wychowanków), którzy będą musieli połączyć talenty, by dać nadawcy to, co on dawał jednoosobowo. I tak stacja trwać będzie dalej z sukcesami, ale wykaże się wyjątkową małostkowością, jeśli nie upamiętni w jakiś sposób (choćby niewielki pomniczek w hallu) swojego najważniejszego dyrektora programowego.

Proszę mi wybaczyć ten lekki familiaryzm w podejściu do tematu, ale obserwowałem karierę twórczą Edwarda Miszczaka z bliska przez ponad trzydzieści lat. A na dodatek mam wyjątkowe wspomnienie osobiste. Otóż pamiętam pewną ławeczkę koło domu handlowego Uniwersal w Krakowie, nieopodal Wisły, siedząc na której snuliśmy plany na przyszłość jakoś na początku lat 90. Edward Miszczak miał ambicje stworzenia radia komercyjnego, ja przekonywałem go do telewizji, w której pokładałem własne nadzieje. To jemu udało się jedno i drugie. A jego rozmówca wylądował ponad dwie dekady później w gazecie, gdzie pisze te słowa.

Takie śmieszne bywają salto mortale ludzkich losów. W przypadku Edwarda Miszczaka to wyczyn akrobaty, na pewno nie ostatni. Wierzę, że przed jego drzwiami stoi już kolejka pracodawców i wykłada sporą gotówkę jak na Roberta Lewandowskiego. Będzie musiał wybierać. Wierzę, że wybierze dobrze.