Jak dzwon bijący na alarm brzmią wyniki badania opinii zagranicznych inwestorów obecnych w Polsce. Prawie trzech na pięciu źle ocenia działania obecnego rządu, najgorzej – nieprzewidywalność polityki gospodarczej i systemu podatkowego. Stabilność warunków regulacyjnych, która jest podstawą dla bezpiecznego działania każdej firmy, padła w tym roku ofiarą Polskiego Ładu, sztandarowego programu tzw. zjednoczonej prawicy.

Inwestorów martwią też wysokie ceny energii, coraz wyższe koszty pracy i – co ciekawe – niestabilny kurs walutowy. Jego walorów „amortyzacyjnych”, zachwalanych przez zwolenników utrzymania złotego, jakoś zagraniczni inwestorzy nie dostrzegają. Najchętniej widzieliby Polskę już w strefie euro, ale do tego droga daleka, skoro szef rządzącej partii powtarza jak mantrę, że euro przyjmiemy dopiero wtedy, gdy dogonimy Niemcy pod względem poziomu rozwoju…

Czytaj więcej

Zagraniczni inwestorzy źle oceniają działania rządu PiS

Złe opinie o polityce gospodarczej nie oznaczają jednak, że zagraniczne firmy wkrótce zwiną żagle i wyprowadzą się z fabrykami do bardziej konkurencyjnych krajów. Po pierwsze, są mimo wszystko dość zadowolone ze swojej sytuacji ekonomicznej, a po drugie, nawet Polski Ład połączony ze spiralą inflacyjną to zbyt słaby bodziec negatywny, by inwestorzy odtrąbili odwrót.

O tym, że mimo barier i niedogodności oswoili się oni z otoczeniem i nauczyli się radzić z przeciwnościami, świadczy fakt, że największą część inwestycji zagranicznych w Polsce stanowią reinwestowane przez nich zyski. Ale dane te pokazują także to, że tłumu nowych chętnych do inwestowania nie ma. Dla nowych inwestorów niestabilność regulacji i ogólna opinia kraju mającego problemy z praworządnością to istotna przeszkoda. Podobnie jak perspektywa znacznego wzrostu kosztu energii, związana z archaicznym polskim miksem energetycznym.

Być może dlatego do Polski napływa dwa razy mniej bezpośrednich inwestycji zagranicznych (netto) niż do porównywalnej pod względem populacji Hiszpanii i półtora raza mniej niż do niemal cztery razy mniejszej Szwecji. O Niemczech, które przyciągają 6,5 razy więcej inwestycji niż my, nawet nie wspomnę.

Cena energii, niepewność podatkowa, niestabilny kurs waluty, a teraz szarża inflacji i szybki wzrost stóp procentowych to problemy, z którym zmagają się nie tylko zagraniczni, ale także nasi krajowi przedsiębiorcy. I nawet jeśli każda z tych rzeczy oddzielnie nie wywraca gospodarki do góry nogami, to jest jak piasek sypany w tryby maszyny. Nawarstwiające się latami negatywne zmiany i problemy krok po kroku osłabiają konkurencyjność gospodarki. To działa jak procent składany, tylko w przeciwną, negatywną stronę. I pozbawia nas szans na dorównanie najsilniejszym. W ten sposób nigdy Niemców nie dogonimy.