Wypowiedź Rafała Trzaskowskiego o tym, że w młodości nie był żadnym bawidamkiem, ale du***rzem, nie ma prawie żadnego znaczenia politycznego. Prezydent Warszawy nie został przyłapany na jakiejś aferze obyczajowej, nie złamał prawa, nie przyjął łapówki. Nie popełnił jakiegoś fatalnego błędu jako zarządca stolicy, przez co życie tysięcy mieszkańców stałoby się nieznośne. I właściwie w ogóle nie warto by było czytelnikom zawracać głowy tą wypowiedzią, gdybyśmy żyli w innej epoce, w czasach polityki przedtwitterowej.

Ale nie żyjemy. Dziś polityka jest totalnie zmediatyzowana, nie istnieje bez mediów społecznościowych. W sieci się ona rodzi, w sieci jest komentowana, w sieci padają oskarżenia, ale i przeprosiny. Sieć też w końcu o jednej aferze (zwanej częstą inbą) zapomina i rzuca się na następną. Słowa Trzaskowskiego to kwintesencja twitterowej polityki. I dlatego warto wyciągnąć z tej inby kilka wniosków.

Czytaj więcej

Michał Szułdrzyński: W którą stronę skręci Donald Tusk

Po pierwsze, w czasach twitterowej polityki nie ma wypowiedzi nieważnych. Rozmowa z nieznanym nikomu blogerem jest tak samo ważna jak podcast Kuby Wojewódzkiego czy występ w CNN u Fareeda Zakarii. Oczywiście istnieje szansa, że jakaś wypowiedź przejdzie niezauważona, ale tylko przez jakiś czas. Ta wszak wypłynęła po trzech tygodniach. Ale każda może pomóc i przebić się do publicznej wiadomości, każda też – nawet rzucona gdzieś ze śmiechem – może się okazać bardzo szkodliwa.

Inną cechą polityki twitterowej jest to, że nikt nie zna całego kontekstu wypowiedzi – choć w tej sprawie akurat kontekst wcale nie polepsza sytuacji wiceprzewodniczącego Platformy Obywatelskiej, wręcz przeciwnie. Każdy interesujący się polityką pewnie już słyszał o „du***rzu”, jakiś procent pewnie posłuchał fragmentu wrzuconego na TikToka podcastu Wojewódzkiego. Całą rozmowę przesłucha pewnie tysięczna część promila. A zatem kontekst nie ma tu żadnego znaczenia – jedno zdanie, nawet pół zdania żyje swoim życiem. Polityk, który tego nie rozumie, może się oczywiście obrażać na rzeczywistość, ale i tak przegra.

No i wreszcie – choć ta wypowiedź nie ma dużego znaczenia politycznego, ma olbrzymią wagę wizerunkową dla samego Trzaskowskiego. Może bowiem na długo zaważyć na tym, jak będzie odbierany zarówno przez wyborców partii rządzącej, jak też i przez swoich własnych. Bo słowo na „d” może na długo przylgnąć do nazwiska Trzaskowskiego i być z nim kojarzone jeszcze długo, nawet jak już nikt nie będzie pamiętał o tym, czego dotyczyło.

Udawanie „równego” młodzieniaszka może i pasuje do wizerunku podstarzałego prezentera, jakim jest Jakub Wojewódzki, ale nie do kogoś, kto myśli o tym, by pretendować do najważniejszych urzędów w państwie

Dla wszystkich przeciwników prezydenta stolicy (i to zarówno jeśli idzie o propagandystów z prorządowych mediów, jak i jego potencjalnych konkurentów z własnego obozu) to wymarzona szansa na to, by uderzyć w jego autorytet. Jego wypowiedź nie została zauważona przez TVP, ale przez kojarzonego z lewicowymi ruchami miejskimi Jana Śpiewaka, który zwrócił na nią uwagę – a jakże – na Twitterze. I mocno oburzyła lewicowe feministki, które uznały, że posługiwanie się słowem „du***rz” jest bardzo seksistowskie (bo jest). I te młyny oburzenia będą pewnie przez jakiś czas mleć tę wypowiedź z różnych punktów widzenia. Sam Śpiewak, lewicowiec z inteligenckiej profesorskiej rodziny, nazwał ją prostacką, feministki dorzuciły szowinizm – licytacja na oburzenie (kiedyś nazwałem to „oburzingiem”) też jest cechą twitterowej polityki.

Rafał Trzaskowski z tej sprawy też powinien wyciągnąć wnioski. I nie idzie tu nawet o przeprosiny, które już opublikował na Twitterze. To polityk, przed którym wciąż otwarte są wszystkie szanse na najważniejsze urzędy w kraju. Wygrał w pierwszej turze wybory na prezydenta Warszawy, w drugiej turze wyborów prezydenckich w kraju zebrał 10 mln głosów po bardzo dobrej kampanii. Mimo 50 lat na karku wciąż uchodzi za polityka młodego. Z jednej strony ta młodzieńczość jest dla niego szansą – to jeden z niewielu polityków, którzy są doceniani przez najmłodszych wyborców (tak wynika z badań IBRiS). Ale to też może Trzaskowskiego zgubić. Nie o to idzie, że nagle ma zacząć się zachowywać jak ostatni boomer, ale o to, że udawanie „równego” młodzieniaszka może i pasuje do wizerunku podstarzałego prezentera, jakim jest Jakub Wojewódzki, ale nie do kogoś, kto myśli o tym, by pretendować do najważniejszych urzędów w państwie. Zgrywanie luzaka to stąpanie po bardzo cienkim lodzie. Szczególnie w czasach polityki twitterowej.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM