Do eurolandu wciąż się nie przybliżamy. Pomijam kwestie traktatowe, z których jednoznacznie wynika, że mamy obowiązek przyjęcia euro. Pomijam również nieudolność wcześniej rządzących, którzy mogli wprowadzić nas na tę ścieżkę na fali euroentuzjazmu Polaków i kiedy były po temu warunki, bo spełnialiśmy kryteria z Maastricht, a nic nie zrobili.
Co było tego przyczyną? Pokraczne polityczne kalkulacje premiera Tuska? Eurosceptycyzm (chodzi o walutę) ministra finansów z brytyjskim paszportem? Nie wiem. I prawdy zapewne nigdy nie poznam. Jestem za to pewien, że z koniunktury na wejście do serca Unii Europejskiej powinniśmy byli skorzystać, kiedy było można.