I już nie tylko bracia ze wschodu: Ukraińcy, Białorusini, czy Rosjanie, ale też Hindusi czy Gruzini. Co do tych pierwszych, szczycimy się czasem, że dajemy im w kraju przestrzeń, bo to Słowianie, szybko się integrują. Nauczyliśmy się ich nie zauważać.
Gorzej z drugimi, bo nie znają polskiego i inaczej wyglądają. Co więcej, o zgrozo, kontakt z nimi często od nas wymaga znajomości obcego języka, a z tym zazwyczaj jest kiepsko. A jednak jakoś udaje nam się z nimi żyć w zgodzie. Dowożą paczki z fast foodem, pracują jako kelnerzy, siedzą za kierownicami ciężarówek czy samochodów Ubera. Nie gryzą. Nie gwałcą. Nie przerażają. Trudno przy nich karmić naszą polską ksenofobię, nawet jakoś dzięki nim z niej się leczymy.