Około roku 1592, a więc równo 430 lat temu, flamandzki malarz Pieter Bruegel (młodszy) – członek jednego z najsłynniejszych malarskich klanów – stworzył niewielki obraz zatytułowany „Pochlebcy”. Przedstawia on kucającego mężczyznę, rozebranego od pasa w dół, który z sakiewki wyrzuca monety. Tłumek niewielkich postaci (z łatwością dostrzec można przedstawicieli różnych stanów) pełza po ziemi i znika w otworze – tam, gdzie kończą się plecy bogacza. Drugą wersję tego obrazu (znajduje się w zbiorach prywatnych) Bruegel opatrzył niderlandzkim przysłowiem: „Ponieważ dużo pieniędzy przechodzi przez mą sakiewkę, zawsze otaczają mnie pochlebcy”.

W ciągu ponad 400 lat od namalowania tego dzieła jego przesłanie nie straciło nic ze swej aktualności. I nawet nie potrzeba parafrazować przysłowia, wystarczy w miejsce anonimowego bogacza z obrazu podstawić… Jarosława Kaczyńskiego.

Do prezesa Prawa i Sprawiedliwości ustawia się bowiem w tych dniach długa kolejka pochlebców – pretendentów do schedy po nim samym, ale w pierwszej kolejności po premierze Mateuszu Morawieckim. Osłabionego przez bałagan wokół Polskiego Ładu szefa rządu kąsa już nie tylko Zbigniew Ziobro ze swoim zapleczem, ale do akcji ruszyła też była premier (obecnie europosłanka) Beata Szydło. Co prawda nie wprost, ale uruchamiając własne siły kadrowe. Widać to było, gdy na skandaliczne słowa małopolskiej kurator, która szczepienia nazwała eksperymentem, zareagowała europosłanka Beata Mazurek, napominając na Twitterze ministra edukacji, by szybciej reagował: „Hej, Czarnek, głuchy jesteś?”. Przemysław Czarnek odpowiada happeningiem i zamieszcza w sieci zaświadczenie lekarskie, z którego wynika, że ze słuchem wszystko u niego w porządku. Zaświadczenie wydane, a jakże, przez lekarza Marka Posobkiewicza – byłego głównego inspektora sanitarnego, który dziś zatrudniony jest na podobnym stanowisku w MSWiA.

Czytaj więcej

Barbara Nowak pozostaje na stanowisku, a PiS podzielony

I właściwie można byłoby się pośmiać – wszak śmiech to zdrowie – tyle tylko, że Polaków żal. Bo śmiechem nie da się przykryć wyrw w portfelach, które powstały na skutek podniesienia cen energii, gazu. Uśmiech nie osłodzi też wyższych podatków. Otoczenie premiera zapewnia, że dla większości rodaków Polski Ład będzie neutralny, sam prezes PiS sypie głowę popiołem i przyznaje, że wprowadzeniu sztandarowego programu towarzyszą błędy, oraz obiecuje ich naprawę.

Tymczasem wpadka goni wpadkę. Z dnia na dzień odwołany zostaje ambasador w Czechach, potem pełnomocnik MSZ ds. kontaktów z diasporą żydowską. I jeszcze ten nieszczęsny Pegasus. Niemal wszyscy politycy PiS przekonywali, że żadnej afery nie ma, a tymczasem Jarosław Kaczyński publicznie przyznaje, że jednak mówimy o systemie wykorzystywanym do podsłuchów. I jeszcze ten prezydent, który miał podpisać lex TVN, a jednak wyrzucił projekt ustawy do kosza...

Czytaj więcej

Michał Szułdrzyński: Pegasus uderzy w relacje z Brukselą

Gołym okiem widać, że prezes PiS przestaje panować nad swoim środowiskiem. Jednocześnie pochlebcy otoczyli go ze wszech stron. Ten do prawego ucha mówi to, inny do lewego ucha tamto. Partyjne frakcje już całkiem otwarcie prowadzą wojnę o wpływy. Sam prezes pogubił się w swoim kukiełkowym teatrze i już nie wie, który sznurek pociągnąć, żeby wszystko się uspokoiło. Zaczęła się istna „walka karnawału z postem” – by odwołać się do obrazu Pietera Bruegela (tym razem starszego). W tej sytuacji utrzymanie sejmowej większości do przyszłorocznych wyborów może okazać się trudne, tym bardziej że ławkę ma prezes bardzo krótką.

Kiedy w koszyku zaczynają gnić jabłka, zepsute po prostu się wyrzuca. Pytanie tylko, czy prezesa stać na to, by wyrzucić paru pochlebców?