Równocześnie w obozie władzy trwa spór o przepis, który dawałby pracodawcy możliwość pytania pracowników, czy się zaszczepili. Po raz kolejny polityka wygrywa z troską o zdrowie Polaków. Kierownictwo PiS doskonale wie, że zmarli nie głosują, więc ponoszenie potwornych ludzkich strat jest mniejszym politycznym ryzykiem niż odejście części prawej flanki, która walczy z tzw. sanitaryzmem.
PiS nie jest pewne większości we własnej koalicji do przegłosowania jakichkolwiek zmian prawnych, które wprowadzą jakiekolwiek restrykcje. Mamy więc sytuację paradoksalną. Powoli zbliżamy się do rekordu zachorowań z trzeciej fali, wtedy jednak cała gospodarka była zamknięta, nauka odbywała się zdalnie, a w kościołach wprowadzono surowe limity liczby wiernych. Teraz premier Morawiecki mówi, że żadne nowe obostrzenia nie będą wprowadzana, bo doświadczenia innych państw pokazują, że wywołują one protesty, a poza tym niezbyt dobrze działają. Tym samym podważa, całą swoją wcześniejszą politykę dotyczącą zwalczania koronawirusa.