Potem stał się zbrojnym powstaniem, a od wielu miesięcy jest już wojną domową, w której zginęło kilkadziesiąt tysięcy ludzi.
I tych ofiar będzie więcej. Rozlewu krwi na pewno nie powstrzyma dzisiejsze wystąpienie do narodu dyktatora Baszara Asada. Raczej brzmiało jak wezwanie zwolenników do zadania silniejszego ciosu przeciwnikowi. Trudno więc się spodziewać, by odpowiedź była pokojowa. Ta wojna nie może się skończyć okrągłym stołem, przy którym będzie siedział Asad. Nie widzi go przy tym stole nawet najbardziej umiarkowana opozycja, nic w tym zresztą dziwnego – odejście dyktatora to pierwszy postulat rewolucji, a wojna go tylko umocniła. Baszar Asad dał do zrozumienia, że z opozycją nie zamierza rozmawiać, bo to sługusy Zachodu albo Al-Kaidy, zdrajcy ojczyzny, kryminaliści i terroryści.