Uświadamia to nam, że żyjemy w świecie, w którym czyn skrajnie nieodpowiedzialnego pastora z amerykańskiej prowincji może wywołać morderczy szał tłumu w miejscu odległym o 12 tysięcy kilometrów, na innym kontynencie i w innej cywilizacji. Przedstawiciel malutkiej wspólnoty z USA może narazić na niebezpieczeństwo setki ludzi, których muzułmanie mniej lub bardziej słusznie (raczej mniej) identyfikują z cywilizacją reprezentowaną przez tego pastora.
Celem pastora była wyłącznie prowokacja. Doskonale zdawał sobie sprawę, jak zareagują gdzieś daleko muzułmanie. Wiedział, że mogą zginąć ludzie. Głosił, że działa w obronie prześladowanych w krajach islamskich chrześcijan, w rzeczywistości narażając ich na jeszcze większe prześladowania.