Z tego artykułu dowiesz się:

  • Na czym polega fenomen Gdyni i dlaczego międzynarodowy modernizm stał się tu narodowym symbolem.
  • Co sprawiło, że gdyńskie Śródmieście trafiło na listę UNESCO.
  • Skąd wziął się mit „Białej Gdyni” i jakie barwy w rzeczywistości dominowały w przedwojennych architektonicznych projektach.
  • Jakie korzyści daje miastu wpis na listę światowego dziedzictwa.

Tego lata na listę światowego dziedzictwa UNESCO wpisane zostało Modernistyczne Centrum Gdyni, więc mamy na niej teraz 18 obiektów. W najnowszym wpisie doceniono uniwersalną wartość architektury i urbanistyki wczesnego modernizmu z lat 1926-39 i fakt, że to jeden z najlepiej zachowanych nowoczesnych portów. My sami podkreślamy, że należy do światowych dóbr o przełomowym znaczenia dla historii ludzkości. Jak to rozumieć?

Może nie należy tego czytać tak dosłownie. Moim zdaniem ta uniwersalność polega na mozaice lokalności, na poszerzaniu globalnego kanonu. Gdynia to przecież historia bardzo polska i osadzona w określonej epoce.

Każde z modernistycznych miast, które wcześniej trafiło na listę UNESCO, jest inne, bo powstawało w innych warunkach i odpowiadało na inne potrzeby. Czy to Kowno z lat 1919-1939, gdy miasto rozbudowywało się jako zastępcza stolica niepodległej Litwy, czy Tel Awiw w Izraelu jako kolonia żydowska w Palestynie, czy francuski portowy Hawr odbudowany w stylu modernistycznym po zbombardowaniu w czasie II wojny, czy Brasilia – stolica Brazylii stworzona od zera na przełomie lat 50. i 60. XX wieku.

Niemniej architektura Gdyni wpisuje się zarazem silnie w międzynarodowy modernizm.

Tak jak tamte miasta, jest realizacją uniwersalnej myśli urbanistycznej, ale w lokalnym wydaniu, z lokalną specyfiką. To zresztą bardzo ciekawy paradoks, że w Gdyni ta międzynarodowa myśl posłużyła do zbudowania miasta, które stało się narodowym symbolem.

Posłużono się estetyką modernizmu (płaskie, jasne, nieozdobione fasady, płaskie dachy, duże okna, a także nawiązania do okrętów), która wchodziła wtedy w modę, by odciąć się od kojarzącej się niemiecko architektury Gdańska, Sopotu, miast kaszubskich i pokazać coś nowego.

Gdynia – sukces wszystkich partii

W okresie międzywojennym Gdynia jako symbol narodowy była świadectwem sukcesu odrodzonego państwa po odzyskaniu wolności w 1918 roku.

Stała się symbolem jego modernizacji i ambicji, dlatego ja historię Gdyni nazywam „ucieczką do przodu”, ucieczką od nędzy i zacofania, a jednocześnie ucieczką w świat, od napiętej sytuacji geopolitycznej niepodległego państwa.

To bardzo ciekawy paradoks, że w Gdyni międzynarodowy modernizm posłużył do zbudowania miasta, które stało się narodowym symbolem.

Grzegorz Piatek

Właściwie każda strona ówczesnej sceny politycznej miała prawo uznać ten symbol za swój i każda miała trochę racji. Piłsudczycy, czyli państwowcy mówili, że jest to dowód siły polskiego państwa. Narodowcy, że to dowód żywotności polskiego narodu, a lewica, że pracowitości i poświęcenia polskich robotników.

Cały kraj włożył nadludzki wysiłek w budowę tego miasta. Na inwestycje szły pieniądze państwowe i płynął kapitał prywatny, a budowniczymi byli napływający ze wszystkich stron robotnicy. W całej Polsce wierzono, że Gdynia jest krainą mlekiem i miodem płynącą, a każdy liczył na poprawę w niej swojego losu, ale w rzeczywistości dotykał ją też powszechny kryzys lat 30. i kapitalistyczny wyzysk robotników.

W swojej książce „Gdynia obiecana” opisuje pan wszystkie te zjawiska, kładąc nacisk na niezwykłą dynamikę rozwoju miasta.

Świadczy o niej wzrost liczby mieszkańców. W 1926 r., gdy Gdynia zyskała prawa miejskie, było ich 12 tysięcy, a dziesięć lat później ponad 100 tysięcy. A także fakt, że w 1939 r. przez port gdyński szła połowa polskiego handlu zagranicznego!

Przy okazji wpisu Gdyni na listę UNESCO z zaskoczeniem dowiedziałam się, że na obszarze Modernistycznego Centrum Gdyni znajduje się 450-500 budynków, wzniesionych w latach 20. i 30. XX wieku. Dotąd nasza uwagę skupiały zwykle najbardziej ikoniczne obiekty.

Tych reprezentacyjnych kamienic z motywami okrętowymi nie ma w Gdyni w ogólnej masie tak dużo. Przestrzeń centrum tworzą dość zwykłe, podobne do siebie modernistyczne kamienice.

Ten wpis świadczy o tym, że aby na niego zasługiwać miasto nie musi być zbiorem samych arcydzieł. Liczy się spójność i dobry stan substancji. W Gdyni w ciągu kilku lat powstało dużo budynków w podobnym stylu, które świetnie się zachowały – najpierw przez zrządzenie historycznego losu (centrum niewiele ucierpiało podczas wojny), a potem dzięki świadomej polityce. I to jest wartość, bo te budynki, mniej czy bardziej wybitne, dają w sumie bardzo wierny obraz epoki.

Mnie natomiast trochę dziwi, że wpis nie objął Kamiennej Góry, gdyż Gdynia nowoczesna tam się zaczęła, jeszcze nie jako miasto modernistyczne, ale osada letniskowa z willami w stylu dworkowym.

Gdynia – nie zaburzać krajobrazu!

Może byłby to pomysł na rozszerzenie wpisu w przyszłości?

Być może autorzy wniosku chcieli zachować maksymalną spójność stylistyczną obszaru objętego wpisem. Mam nadzieję, że władze lokalne będą pilnowały, aby także poza granicą strefy nie powstawały budynki zaburzające skalę modernistycznego centrum.

Czytaj więcej

Samochodowe dzieła sztuki. Projekty Caldera, Warhola, Hockneya, Koonsa

A jakie korzyści daje gdyński wpis miastu?

Na pewno prestiż i rozgłos. Historia znana dotąd głównie w Polsce rozpowszechni się i poza nią, co sprowadzi tu nie tylko badaczy, ale i turystów. Gdynia jest też zobowiązana realizować „plan zarządzania dziedzictwem”, który obejmuje nie tylko działania konserwatorskie, ale też edukacyjne czy promocyjne. Dla mnie najciekawsze jest to, że UNESCO wymaga też promowania zrównoważonej turystyki. Dziś centrum Gdyni się wyludnia, a coraz większa część mieszkań – jak w innych dużych miastach – jest przeznaczana pod najem krótkoterminowy, co jest przeciwieństwem zrównoważonej turystyki.

Równocześnie opowiada się pan za urbanistycznym rozwojem i rozbudową Gdyni.

Absolutnie; deweloperzy mają do dyspozycji m.in. atrakcyjne obszary na wschód od dworca, na granicy Portu i Śródmieścia, czy okolice stacji Wzgórze Św. Maksymiliana. Trzeba pilnować, aby inwestycje także poza granicą strefy UNESCO nie zaburzały skali i atmosfery modernistycznego śródmieścia. Mogłoby to doprowadzić do wykreślenia z listy, jak w przypadku Doliny Łaby w Dreźnie, którą usunięto z niej w 2009 r. z powodu budowy mostu zbyt ingerującego w ten krajobraz. Nie powinna się już więc powtórzyć w Gdyni historia słynnych Sea Towers w sąsiedztwie Mola Południowego, które od 20 lat budzą kontrowersje i uchodzą za budynki psujące panoramę.

W kandydaturze Gdyni na listę UNESCO podkreślano, że wyjątkowość gdyńskiej historii polega na silnym splocie miasta z morzem i portem

Grzegorz Piontek

A gdyby pana poproszono o oprowadzenie po Modernistycznym Centrum Gdyni, to co przede wszystkim pan by pokazał?

Taki mój ulubiony spacer, gdy mam komuś pokazać w pół godziny najważniejsze budynki, zaczyna się od wyjścia z dworca, naprzeciwko którego zaraz pojawia się monumentalny budynek sądu z lat 30.

Potem idziemy do Hali Targowej, która powstała w tym samym czasie, ale jest przykładem innego zupełnie modernizmu, bardziej inżynierskiego.

Dalej skręcam w ulicę 3 Maja, dochodzimy do skrzyżowania z ulicą 10 Lutego, gdzie mamy najbardziej okazałe modernistyczne kamienice. Jedna to biurowiec ZUS-u, a druga Bankowiec – najbardziej luksusowa przedwojenna mieszkaniowa kamienica Banku Gospodarstwa Krajowego zaprojektowana przez Stanisława Ziołowskiego, który też tam mieszkał. Obie reprezentują styl okrętowy.

No i potem ulicą 10 Lutego kierujemy się w stronę Skweru Kościuszki, gdzie kamienice nie są już tak ikoniczne. Po drodze mijamy Pocztę Główną, przebudowaną wprawdzie dwukrotnie, ale dającą pojęcie o pierwotnej formie przedwojennej.

No i dochodzimy do Mola Południowego i do tego, co najważniejsze, czyli do morza, bo bez morza Gdyni by nie było.

„Gdynia i morze to jedno” - tak właśnie mówił o Gdyni wspierający jej budowę w II Rzeczpospolitej Eugeniusz Kwiatkowski, mister przemysłu i handlu oraz wicepremier.

W kandydaturze Gdyni na listę UNESCO też podkreślano, że wyjątkowość tej gdyńskiej historii polega na silnym splocie miasta z morzem i miasta z portem.

A który modernistyczny budynek jest dla pana najciekawszy architektonicznie?

Jeśli mam wybrać jeden, to Hala Targowa. Jej inżynierska konstrukcja jest bardzo śmiała. Ta wysoka pięknie oświetlona hala wewnątrz sprawia trochę wrażenie katedry. Budynek, zaprojektowany przez Jerzego Müllera i Stefana Reychmana wyprzedził swoją epokę. Wiele osób nie dowierza, że powstał przed wojną, ale przypuszcza, że w latach 50. lub 60.

A przy tym Hala Targowa jest miejscem, które od prawie dziewięćdziesięciu lat pełni tę samą funkcję, z krótkimi przerwami. I to też jest ważne dla zachowania dziedzictwa, żeby to nie były relikty – martwe monumenty, które przychodzi się podziwiać, tylko obiekty nadal funkcjonujące. Hala Targowa jest dowodem, że jej struktura została dobrze wymyślona.

Dla mnie liczy się ta społeczna strona architektury, a nie tylko forma, styl czy konstrukcja. I podobnie – myślę – dla jurorów z UNESCO.

Opowiadając o gdyńskim modernizmie polemizuje pan z mitem „białego miasta”.

Modernistyczna Gdynia jest biała może w słońcu, widziana z daleka od strony Zatoki lub w kontraście do Gdańska. Ale kolory tynku były delikatniejsze, bardziej naturalne: piaskowe, beżowe, pastelowe, a czysta biel zdarzała się rzadko.

Nieporozumienie wokół pojęcia „Biała Gdynia” widać wyraźnie w budowanych dzisiaj apartamentowcach czy blokach, bo w dobrej wierze projektuje się je zwykle białe, no bo się wszystkim wydaje, że przedwojenna Gdynia była biała, a nie była.

Oceny modernizmu zmieniają się, od entuzjazmu w okresie jego rozwoju, przez fale krytyki w drugiej połowie XX wieku, prowadzącą nawet do wyburzeń obiektów wyrastających z tradycji Le Corbusiera. A teraz odkrywamy i doceniamy jego wartość na nowo skoro otacza się go ochroną.

Modernizm, mimo popełnianych błędów, dziś jest częścią historii, jest stylem historycznym, jak wcześniej gotyk czy barok. A specyfiką modernizmu Gdyni, co UNESCO też dostrzegło, jest towarzysząca mu niesamowita energia społeczna.

Modernizm w Polsce

Czy w Polsce spotykamy podobne nasycenie modernizmem w innych miastach?

W wielu polskich miastach modernizm odcisnął wyrazisty ślad – w centrum Katowic, na Żoliborzu w Warszawie, czy w Łodzi, gdzie są nie tylko luksusowe modernistyczne kamienice, ale też niesłychanie ciekawe osiedle Montwiłła-Mireckiego, przykład taniego budownictwa mieszkaniowego.

W Katowicach jest wiele kamienic, naprawdę bardzo dobrze zaprojektowanych, które robią wrażenie, na pewno nie ustępują gdyńskim.

Grzegorz Piontek

Polski modernistyczny szlak w Katowicach budzi bardzo żywe zainteresowanie, to może warto by podjąć starania także o jego wpis na listę UNESCO?

W Katowicach jest wiele kamienic, naprawdę bardzo dobrze zaprojektowanych, które robią wrażenie i na pewno nie ustępują gdyńskim. Trudno jednak typować, co jeszcze warto z modernizmu w Polsce wpisać na listę UNESCO, bo gdyńska historia jest zupełnie wyjątkowa przez swoją wielowymiarowość. Ciekawa nie tylko z punktu widzenia architektury i historii, ale także otoczona lokalnym patriotyzmem. W Gdyni to jest niesamowite, że modernistyczne dziedzictwo doceniają nie tylko eksperci, ale wspiera je także oddolna energia społeczna. Mieszkańcy są dumni z przedwojennej Gdyni i tutaj chyba nigdy przerwy w miłości do architektury modernistycznej nie było. I w latach powojennych traktowano ją jako specyfikę lokalną i nawet dzisiaj deweloperzy w Gdyni starają się nawiązywać do modernizmu, przynajmniej estetycznie.

Czytaj więcej

Anda Rottenberg: Artyści w pustych kościołach