Wcześniej informowano o 1259 odnalezionych ciałach i szczątkach ludzkich przez nepalskich ratowników. Według piątkowego raportu urzędu ds. zarządzania kryzysowego (NDRRMA) zaledwie 96 ciał wydano bliskim, a los około 5083 osób pozostaje nieznany.

Ponad 500 osób zaginionych po tragicznej powodzi

Z kolei poprzedni, środowy bilans władz kontrolowanego przez Chiny Tybetu wskazywał na 21 zmarłych. Obecnie na liście zaginionych pozostaje 531 osób.

Jeszcze w piątek rano z terenu kataklizmu napłynęły obiecujące doniesienia o uratowaniu dwóch pracowników z zasypanego tunelu hydroelektrowni Upper Trishuli 3A, położonej na rzece Trishuli w dystrykcie Rasuwa, ok. 70 km na północ od Katmandu.

Radość z tego sukcesu szybko jednak przyćmiła ponura ocena sytuacji pod ziemią.

Czytaj więcej

Tragiczna powódź w Himalajach. Liczba ofiar przekroczyła tysiąc osób

„Oprócz dwóch uratowanych osób znaleźliśmy ciało jednego człowieka” – przekazał Ambar Mahat z nepalskiej policji (APF). Jak dodał, w przeszukanych sekcjach tunelu ratownicy nie słyszeli już żadnych innych głosów.

Jak relacjonuje dziennik „The Kathmandu Post”, w całym zalanym obiekcie pracowały 42 osoby, podczas gdy w sąsiednich – od kilkudziesięciu do kilkuset. Wobec braku śladów życia szef elektrowni zawnioskował o wstrzymanie operacji ratunkowej do czasu dodatkowej inspekcji z udziałem personelu.

Służby nepalskie dotychczas uratowały 13 093 osoby.

Chiny blokują dostęp do informacji o ofiarach

Tragedia na pograniczu Nepalu i Chin uwypukliła kontrast w dostępie do informacji po obu stronach granicy. W Nepalu władze regularnie publikują raporty, a zagraniczne media mają pełną swobodę relacjonowania akcji ratunkowej. Po stronie chińskiej panuje natomiast de facto blokada informacyjna, a obraz kryzysu kształtują wyłącznie państwowe media. Publikują one w mediach społecznościowych wręcz wyreżyserowane materiały wideo mające budować wizerunek pełnej kontroli i systemowego podejścia – pokazują m.in. żołnierzy skrupulatnie przeszukujących zgliszcza i dezynfekujących teren czy chińską flagę powiewającą w miejscu zmytego przez powódź błotną budynku przejścia granicznego Gyirong–Rasuwa.

Niezależna ocena rzeczywistej sytuacji po chińskiej stronie granicy jest jednak niemożliwa. W wydanym w piątek oświadczeniu Klub Korespondentów Zagranicznych w Chinach (FCCC) poinformował, że żaden z kilkunastu dziennikarzy ubiegających się o wjazd na tereny powodziowe w Tybecie nie otrzymał na to zgody.

„Dziennikarze nie byli w stanie w sposób niezależny prowadzić relacji po chińskiej stronie granicy. FCCC wzywa władze do przyznania zagranicznym korespondentom dostępu do tego regionu” – podkreślono w komunikacie. FCCC zwrócił uwagę, że powódź jest jednym z największych kataklizmów w historii regionu i zaapelował do władz w Pekinie o natychmiastowe umożliwienie niezależnym mediom pracy na miejscu.