Korzysta pan ze sztucznej inteligencji?
Korzystam, nie w pracy, ale prywatnie oczywiście korzystam. Poznaję ją, uczę się jej. Sam Trybunał Sprawiedliwości UE jest na etapie tworzenia systemów zamkniętych. Dla nas największą obawą jest bowiem, że korzystając ze sztucznej inteligencji dzielimy się informacjami.
A prywatnie do czego pan używa AI?
Jak każda osoba, mam w sobie ciekawość świata, mam swoje zainteresowania i często korzystam właśnie w tym zakresie. Ale także gdy np. piszę jakieś opracowania na tematy niezwiązane bezpośrednio z wykonywanym zawodem. Dajmy na to, gdy piszę jakiś pomysł rekomendacyjny w obcym języku, to szlifuję go za pomocą sztucznej inteligencji.
Zacząłem naszą rozmowę od sztucznej inteligencji, bo to jeden z gorętszych w tej chwili tematów na forum europejskim. Dostawcy AI uważają, że prawo UE jest przeregulowane i zostajemy w tyle za USA i Azją, aktywiści chcieliby jeszcze ostrzejszych regulacji, a Komisja Europejska stoi jakby w rozkroku, bo ostatnio odroczyła wejście w życie części przepisów. A pan po której jest stronie?
Nie mogę na ten temat się wypowiadać, bo biorę udział w rozstrzyganiu spraw dotyczących sztucznej inteligencji. Mogę natomiast powiedzieć, że ja nie boję się regulacji. Podam przykład internetu. Rzeczywistość pokazała, że jakaś forma regulacji internetu jest potrzebna. W początkowym okresie jego istnienia pojawiły się pomysły, żeby pozostawić ten obszar nieuregulowany, na zasadzie swobody mórz Grocjusza. Dzisiaj widzimy, że wszyscy korzystający z internetu muszą jakimś regulacjom podlegać.
Podobnie jest ze sztuczną inteligencją, która przecież może być – na wiele sposobów – wykorzystana do podejmowania działań bezprawnych. Musimy sobie choćby zadać pytanie, kto będzie za nie ponosił odpowiedzialność?
Czytaj więcej
Nie można wymagać od przedsiębiorców pełnego dostosowania się do skomplikowanych obowiązków, jeśli Komisja Europejska wciąż nie wydała wytycznych p...
A to nie jest oczywiste? AI jest przecież tylko narzędziem.
Ale wykorzystywanym przez wiele osób. Mamy tych, którzy ją tworzą, mamy tych, którzy z niej korzystają. To typowy przykład potencjalnego konfliktu o to, kto i za co ponosi odpowiedzialność.
Jakie są pana zdaniem największe wyzwania związane ze sztuczną inteligencją?
Na pewno jest potrzeba przemyślenia samej koncepcji ochrony własności intelektualnej, która dzisiaj w większości jest oparta na takiej quasi-własności autora w stosunku do utworu.
Pojawiają się już głosy w doktrynie, to jest zresztą pytanie bardziej filozoficzne, czy ochrony dóbr intelektualnych nie uzależnić od wkładu pracy twórcy. Podam przykład – jeśli zrobię w tej chwili swoim telefonem zdjęcie Pałacu Kultury i Nauki (rozmawiamy w miejscu z widokiem na PKiN; red.) czy mogę powiedzieć, że to jest moje dzieło, które odzwierciedla moją osobowość i powinno być chronione? Tutaj jest jakaś wątpliwość, prawda? Kiedyś każde zrobienie zdjęcia miało w sobie znamiona działalności twórczej. Czy dzisiaj nadal tak jest?
Czytaj więcej:
Od 2 lutego 2025 r. unijne rozporządzenie o sztucznej inteligencji stało się częścią obowiązującego porządku prawnego. Nie jest już projektem ani z...
Pro
Nasza noblistka, Olga Tokarczuk, zdradziła ostatnio, że przy pisaniu najnowszej książki korzysta z AI. Powinna mieć do niej prawa autorskie?
To, że wykorzystuje sztuczną inteligencję nie oznacza, że nie wkłada w to swojego wysiłku, inwencji, że nie tworzy. Ale rzeczywiście jest to pytanie fundamentalne – jaką wagę przykładamy do ludzkiej pracy. Czy coś stworzonego całkowicie przez system powinno podlegać ochronie z tytułu praw autorskich?
Czytaj więcej
Po niedawnej wypowiedzi Olgi Tokarczuk na temat wykorzystania sztucznej inteligencji w pracy twórczej, na noblistkę spadła fala krytyki. Pisarka wy...
Tylko jak sprawdzić, gdzie skończyła się praca komputera, a zaczęła praca człowieka?
To jest kolejne wyzwanie i ono nie dotyczy tylko sztucznej inteligencji, ale całego świata cyfrowego. Nie wiemy, jak dana informacja została stworzona i jak jest rozpowszechniana. Decydują o tym algorytmy, do których nie mamy dostępu. Dyskusja na temat jawności algorytmów toczy się przecież także w TSUE i widać ją w orzecznictwie. Przykładem mogą być platformy społecznościowe, takie jak X, Facebook czy TikTok.
Często mówi się, że zapewniają one wolność wypowiedzi, bo każdy użytkownik może zamieścić na nich swe informacje. Mówi się, że to wolność słowa. Tylko jak się bliżej temu przyjrzeć, czy jest to rzeczywiście wolność słowa użytkownika? Przecież on nie decyduje o tym, przez kogo jego wpis będzie widziany. To algorytm rządzi tym, że ktoś zobaczy jedną informację, a inną nie. Czyli paradoksalnie można powiedzieć, że to jest wolność słowa algorytmu a nie użytkownika.
Nawet TSUE nie może zmusić big techów, by zdradziły te algorytmy?
Ten problem pojawia się chociażby w toczącej się sprawie Like Company v. Google. Chodzi o wykorzystanie artykułu prasowego. Zagadnienie dotyczy tego, na ile ten artykuł pomógł trenować sztuczną inteligencję na wejściu i czy w związku z tym mamy do czynienia z potencjalnym naruszeniem praw wyłącznych, a na ile jest to naruszenie na podstawie wyniku, jeśli on na wyjściu dał wynik zbliżony do treści chronionej prawnie. I tu rzeczywiście jest pytanie, czy będziemy w stanie wymusić na wielkich gigantach nowych technologii podzielenie się przynajmniej wobec organów stosujących prawo informacjami o tym, jak dany system funkcjonuje. Należy przy tym pamiętać, że sądy działają na podstawie i w granicach prawa. Nie mogą one same sobie przyznawać określonych kompetencji.
Dotknął pan ważnej sprawy dla środowiska twórców. Uważa ono, że to dostawca AI powinien pytać o zgodę na wykorzystanie do jej trenowania twórczości objętej prawem autorskim (opt-in). Obecne prawo zakłada, że to twórca lub reprezentująca go organizacja musi zablokować możliwość wykorzystywania swych treści przez AI (opt-out).
Odnoszę wrażenie, że obecne instrumentarium prawne nie jest dostosowane do specyfiki sztucznej inteligencji. Wiem, że toczą się prace zmierzające do stworzenia pewnych mechanizmów pozwalających, by autor mógł decydować, czy w ogóle i przez jaki system sztucznej inteligencji jego utwór może być wykorzystywany.
Uważam i bardzo mi zależy, żeby to wybrzmiało w tym wywiadzie, że we wszystkich wyzwaniach związanych z nowymi technologiami, prawnicy, a także sądy, w tym sądy najwyższe, powinni być zawsze gotowi do tego, aby na nowo przemyśleć to, co zostało już wcześniej rozstrzygnięte. To jest taka dziedzina prawa, w której musimy być zawsze gotowi na przedefiniowanie tego, co orzekliśmy wcześniej.
Czytaj więcej
Prawo autorskie musi chronić twórców, ale nie powinno blokować rozwoju sztucznej inteligencji. Spór sprowadza się do pytania, czy twórca musi wyraz...
Czyli TSUE nie można traktować jako ostatecznej wyroczni?
Powiem tak – nie wykluczam, że gdybyśmy spotkali się rok później, to w rozmowie z panem powiedziałbym co innego. Po prostu nie jesteśmy dzisiaj w stanie sobie wyobrazić wyzwań, jakie stawiają nam nowe technologie.
Podam przykład podpisu elektronicznego. Stworzono całe instrumentarium prawne służące identyfikacji tożsamości osoby składającej oświadczenie w formie cyfrowej. Czas pokazał, że są o wiele łatwiejsze, mniej kosztowne sposoby identyfikacji niż ten system, w który zainwestowano dużo pieniędzy.
Skoro już pojawił się wątek prawa autorskiego, to muszę zapytać o opłatę reprograficzną od smartfonów. Polska właśnie zdecydowała się na jej wprowadzenie. Krytycy zwracają uwagę, że muzykę czy filmy odtwarzamy dzisiaj raczej z serwisów streamingowych, które nie podlegają opłacie reprograficznej, nawet gdy pozwalają na odtwarzanie offline. W opinii, w której wyraził pan ten pogląd, użył pan obrazowego porównania, że jeżeli się ma młotek, to wszystko wygląda jak gwóźdź.
Kopia zachowana na smartfonie nie należy do użytkownika prywatnego, to jest kopia, nad którą wciąż kontrolę sprawuje uprawniony, który nabył prawa autorskie. Nie można więc mówić o dozwolonym użytku prywatnym, a więc i rekompensacie za straty z tego tytułu.
Co ciekawe, w komentarzach na temat mojej opinii zarzuca się, że jest ona niekorzystna dla twórców. Tymczasem ja w tej opinii wyraźnie stwierdziłem, że streaming offline to zupełnie odrębna usługa, za którą twórcy powinni otrzymywać odrębne wynagrodzenie.
Czytaj więcej
Możliwość zachowywania udostępnianej w ramach streamingu muzyki czy filmów na własnych urządzeniach nie powoduje, że taka usługa podlega opłacie re...
Zapytam wprost – w dzisiejszym świecie, w którym korzystamy z utworów w modelu streamingu, za który i tak płacimy, opłata reprograficzna od smartfonów jest uzasadniona?
Państwa członkowskie mają w tym zakresie dużą swobodę. Nie można wykluczyć, że takie czy inne rozwiązanie przyjęte przez Polskę dałoby się wybronić z punktu widzenia prawa europejskiego. Ustalanie, od jakich urządzeń czy nośników będzie pobierana opłata reprograficzna to raczej kwestia polityczna, decyzja co do sprawiedliwościowego dzielenia dochodów. Pamiętajmy, że opłata reprograficzna nie jest związana z faktycznym kopiowaniem, tylko z obowiązywaniem wyjątku prywatnego użytku, a więc teoretycznie może obejmować wszystko to, co służy do kopiowania.
Czytaj więcej
Prawomocne już orzeczenie otwiera drogę dla kolejnych powództw ze strony, już nie jednej, ale wszystkich organizacji, które są uprawnione do pobier...
Niedawno obchodziliśmy ósmą rocznicę stosowania RODO. Pana zdaniem jego przepisy sprawdziły się?
Odpowiem nie jako prawnik, tylko jako użytkownik internetu, który też coś tworzy i działa w jakichś stowarzyszeniach. I z tej perspektywy RODO po prostu skomplikowało mi życie. Muszę za każdym razem w coś klikać, zgadzać się, dokładnie nie wiedząc nawet, na co. Dla działalności organizacji pozarządowych RODO jest dzisiaj bardzo dużym wyzwaniem.
Więc powtórzę – musimy zawsze być gotowi, żeby pewne rzeczy przedefiniować, zweryfikować, czy dzisiaj zagrożenia związane z ochroną prywatności nie są inne, aniżeli te, które przyświecały twórcom RODO. Nie mam wątpliwości, że UE musi być swego rodzaju latarnią w świecie, gdy chodzi o ochronę prywatności. Tyle że systemy sztucznej inteligencji często nie są zainteresowane w śledzeniu konkretnej osoby, jej preferencji, jej życia prywatnego, ale raczej w dostrzeganiu pewnych trendów. I tu widzę wyzwanie – jak pogodzić to, co jest niewątpliwie użyteczne dla tworzenia nowych technologii wykorzystujących dane osobowe do dostrzegania pewnych zjawisk w sensie globalnym z ochroną prywatności poszczególnych użytkowników.
To zresztą wiąże się również z jakością debaty publicznej.
W jakim sensie?
Myślę, że każdy system demokratyczny jest oparty na jakości debaty publicznej. Jeżeli ton tej debacie nadaje sztuczna inteligencja i algorytmy, to należy sobie zadać pytanie o sens takiej debaty.
Kiedyś prowadziłem panel na temat nowych technologii i prowokacyjnie zadałem pytanie pewnemu wysokiego szczebla urzędnikowi Komisji Europejskiej o to, czy żeby ratować demokrację, nie trzeba wprowadzić pewnej ingerencji w debatę, bo nie chcę użyć słowa „cenzura”. Oczywiście odpowiedział, że nie. Ja zaś zastanawiam się, czy jawność debaty nie wymaga jednak możliwości przypisania danego poglądu konkretnej osobie. Nieprzejrzyste korzystanie z nowych technologii powoduje, że demokracje stają się bardzo wrażliwe i łatwe do manipulowania z zewnątrz.
Myślę, że jawność algorytmów jest w tej chwili kluczowa dla jakości debaty publicznej. Nie trzeba wprowadzać cenzury, ale stwierdzić wprost, że wolność wypowiedzi na platformie społecznościowej to jest nie tylko wolność użytkownika, ale także to jest wolność platformy. I z tego powodu ona powinna ujawnić wszystkie mechanizmy, które decydują o jej funkcjonowaniu.
W Polsce modna ostatnio zrobiła się deregulacja. Zresztą i na poziomie unijnym też widać takie tendencje. Pan dostrzega potrzebę deregulacji?
Często jako główny element wzrostu gospodarczego UE wskazuje się małą i średnią przedsiębiorczość. I właśnie tu dostrzegam pewne problemy. Te same regulacje mogą bowiem uprzywilejowywać wielkie koncerny kosztem małych i średnich firm.
Podam przykład dotyczący praw konsumentów. Przepisy wprowadziły możliwość bezpłatnego zwrotu towaru zakupionego przez internet. Ta sama regulacja jest zupełnie innym obciążeniem dla giganta takiego jak Amazon, a innym dla małego sklepikarza. Potrzebę deregulacji widziałbym właśnie na poziomie większego różnicowania sytuacji takich podmiotów.
Na koniec spróbuję zapytać o pana ocenę sytuacji sądownictwa w Polsce. Zechce się pan nią podzielić?
Na pewno mogę powiedzieć jedno – ta sytuacja bardzo mnie boli. Problemy dotyczące praworządności nie wzięły się znikąd. I nie jest też tak, że instytucje europejskie się na Polskę uwzięły. To, co się wydarzyło po 2015 r. wywołało niepokój w całej UE.
Moje przesłanie jest takie – system wymiaru sprawiedliwości jest niezwykle wrażliwy, bardzo łatwo go zniszczyć, a niezwykle ciężko odbudować. To, co się w 2015 r. wydarzyło, wywołało wątpliwości co do praworządności w Polsce wśród sędziów innych państw członkowskich. A wiadomo, że Unia jest oparta na wzajemnym uznawaniu i wykonywaniu orzeczeń.
Widzi pan szanse na wyjście z tego kryzysu praworządnościowego?
Dziś nie widzę. Natomiast mam nadzieję, że prędzej czy później dojdziemy do takiego momentu politycznego, gdy rzeczywiście będzie wola szukania wyjścia z tej sytuacji. Wówczas będziemy musieli pamiętać o aspekcie wizerunkowym. Wszelkie działania zmierzające do naprawy wymiaru sprawiedliwości trzeba zrobić tak, by dla podsądnych, dla obywateli, dla innych państw członkowskich i dla sędziów z tych państw było jasne, że zapewniamy praworządność, a sądy w Polsce są niezależne.