Kiepski pomysł rządu na niedziele handlowe

Stary rząd na koniec chce wprowadzić dziwne pomysły na niedziele handlowe w grudniu. Nowy chce zakaz zlikwidować.

Publikacja: 14.11.2023 03:00

Kiepski pomysł rządu na niedziele handlowe

Foto: Adobe Stock

Dość nieoczekiwanie rząd Mateusza Morawieckiego ogłosił założenia do ustawy zmieniającej ograniczenia handlu w niedzielę. Zaproponował, by niedzielę handlową za tę przypadającą w Wigilię przenieść na 10 grudnia. Jednak aby nie było za prosto, rząd uznał, że sklepy powinny być otwarte tego dnia tylko do godziny 14.

Front przeciwników

Sklepom się to zupełnie nie podoba. – Pomysł jest przede wszystkim spóźniony. Poza kwestią zgłoszenia projektu, następnie uchwalenia ustawy przez Sejm, Senat i podpisania przez prezydenta jest też potrzebny czas, by handel mógł się przygotować na taką zmianę – mówi Krzysztof Poznański, dyrektor zarządzający Polskiej Rady Centrów Handlowych. – To nie tylko konieczność ustalenia nowych planów pracy i zaopatrzenia sklepów, ale również promocji czy czasu reklamowego, a ten kupuje się z wyprzedzeniem. Przede wszystkim to jednak kolejne zamieszanie w przestrzeni publicznej, na dodatek z niezrozumiałym pomysłem ograniczenia otwarcia sklepów 10 grudnia do godziny 14 – dodaje.

Czytaj więcej

Dużo gospodarki w umowie koalicji

Z niedawnych badań dla „Rzeczpospolitej” wynikało jasno, że ponad trzy czwarte Polaków chciałoby dwóch niedziel handlowych w grudniu, ponieważ w tym okresie to ogromne ułatwienie dla wielu gospodarstw domowych. – Niedziele handlowe są potrzebne klientom w okresie świątecznym. To konieczne, aby zrealizować większe zakupy. Oczekuje ich większość Polaków, co jasno wynika z badań, to też tradycja grudniowa od wielu lat – mówi Renata Juszkiewicz, prezes Polskiej Organizacji Handlu i Dystrybucji. – Jednak otwieranie sklepów do godziny 14 w taki dzień nie ma sensu. Zgodziliśmy się jako sektor na skrócenie czasu pracy w Wigilię, ponieważ to dzień szczególny. Dla niedziel handlowych takie ograniczenie nie ma sensu – dodaje.

Zakaz do śmietnika?

Temat budzi emocje, partie opozycyjne, które wygrały wybory, zapowiedziały w kampanii odejście od zakazu, choć chcą zagwarantować pracownikom prawo do przynajmniej dwóch wolnych niedziel w miesiącu. Do tego praca w tym dniu będzie wiązała się ze znacząco wyższym wynagrodzeniem.

W związku ze spóźnioną propozycją należałoby pozostawić możliwość handlu 24 grudnia, natomiast docelowo niezmiennie opowiadamy się za przywróceniem możliwości handlu w niedziele – mówi Krzysztof Poznański.

Sieci mniejszych sklepów podchodzą do tego ostrożniej. – W przypadku większości mniejszych sklepów to właściciel decyduje, czy otwierać się w niedzielę, czy nie. Stąd z perspektywy naszych firm członkowskich temat niedzieli handlowej 10 grudnia nie budzi specjalnych emocji i na razie nie pojawił się nawet w dyskusjach – mówi Maciej Ptaszyński, prezes Polskiej Izby Handlu.

Czytaj więcej

Za sklepy zamknięte w Wigilię rząd daje pół niedzieli handlowej. Jest projekt

Już po powołaniu nowego rządu temat ponownie wróci do dyskusji. Partie opozycyjne zapowiadały odejście od zakazu handlu w niedzielę. Sprawa jest jednak skomplikowana.

W kontekście debaty publicznej nt. zniesienia zakazu handlu w niedziele Polska Organizacja Handlu i Dystrybucji, reprezentująca międzynarodowe sieci handlowe, postuluje w swoim stanowisku, aby prawo było równe dla wszystkich podmiotów na rynku: firmy mogły działać na zasadach uczciwej konkurencji, a pracownicy nie byli dyskryminowani.

– Biznes potrzebuje stabilności i przewidywalności prawa. Przywrócenie handlu we wszystkie niedziele wymaga analizy rynku. Na pewno trzeba wziąć pod uwagę czynniki takie jak: interes konsumentów i pracowników, zmiana nawyków zakupowych konsumentów, sytuacja na rynku pracy, dynamiczne zmiany w otoczeniu gospodarczym i geopolitycznym, inflacja, wysokie koszty prowadzenia działalności, spowolnienie konsumpcji – czytamy w komunikacie organizacji.

Jak podaje POHiD, szczegółowe stanowisko branży uzależnione będzie od konkretnych zapisów w projekcie ustawy i wyraża ona gotowość do udziału w konsultacjach projektów ustaw.

Sklepy mają pod górę

Skala wyzwań, z jakimi obecnie muszą się zmagać sieci handlowe, jest zdecydowanie bezprecedensowa. O tyle, że tempo wzrostu cen wyhamowało, przynajmniej chwilowo, co może przynajmniej nieco ograniczyć ostrą walkę konkurencyjną na promocje i różne akcje mające przyciągnąć uwagę konsumentów.

Niestety, nic nie wskazuje na to, by ceny przestały rosnąć. – To, co czeka naszą gospodarkę od 1 stycznia 2024 roku, spowoduje wzrost inflacji. Nie będziemy mogli spotkać się z obniżką cen produktów w najbliższych miesiącach – mówi dr Izabela Auguściak, ekonomistka, ekspertka Uniwersytetu WSB Merito. – Wzrost kosztów produkcji, surowców, materiałów, transportu, wynagrodzeń, cen energii i gazu będzie odczuwalny przez producentów, wytwórców i rolników. Ciężar poniesienia wyższych kosztów zostanie przerzucony na nabywców – dodaje.

Według badania UCE Research i Uniwersytetu WSB Merito w październiku dynamika wzrostu cen obniżyła się do 8,1 proc., po 10,1 proc. we wrześniu i sierpniowym 12 proc. Na podobnym poziomie może się utrzymać w kolejnych miesiącach.

Dość nieoczekiwanie rząd Mateusza Morawieckiego ogłosił założenia do ustawy zmieniającej ograniczenia handlu w niedzielę. Zaproponował, by niedzielę handlową za tę przypadającą w Wigilię przenieść na 10 grudnia. Jednak aby nie było za prosto, rząd uznał, że sklepy powinny być otwarte tego dnia tylko do godziny 14.

Front przeciwników

Pozostało 94% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Handel
Lidl z Biedronką zmuszają inne sieci do organizowania promocji
Handel
Polacy rzucili się na letnie wyprzedaże w internecie. Firmy narzekają na duże zwroty
Handel
Sprzedaż detaliczna wzrosła zaskakująco słabo. Co się dzieje?
Handel
Kreml uderza w import z „nieprzyjaznych krajów”. Najwyższe cła dostały towary z Polski
Materiał Promocyjny
Mała Księgowość: sprawdzone rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców
Handel
Na bazarach ubywa sprzedawców. Powód jest prosty