Glovo, firma specjalizująca się w szybkich dostawach, zyska dostęp do 8,5 tys. produktów z oferty marketu francuskiej sieci w Polsce. Jak tłumaczą w spółce, to bezprecedensowo szeroki asortyment dla tego typu platform e-commerce w naszym kraju (a właściwie q-commerce, czyli w branży dostaw błyskawicznych). Na początku internauci będą mogli zamawiać m.in. artykuły żywnościowe czy środki czystości i higieniczne z 20 sklepów w pięciu miastach (Warszawie, Wrocławiu, Krakowie, Gdańsku i Poznaniu), ale do końca roku w aplikacji Glovo znajdzie się nawet 100 placówek Carrefour w ponad 30 miejscowościach – dowiedziała się „Rzeczpospolita”.

Liczy się każda minuta

– Chcemy, aby zakupy były coraz szybsze i wygodniejsze. Jestem przekonana, że dzięki ogromnej liczbie produktów dostępnych w naszej aplikacji w Carrefour Market użytkownicy nie będą mieli problemu z zamówieniem artykułów do nawet najbardziej skomplikowanych wypieków czy obiadów. A wszystko będzie dostarczone w zaledwie kilkadziesiąt minut – komentuje Joanna Kurdziel, senior account manager w Glovo Polska.

Mateusz Lewandowski, specjalista ds. sprzedaży z Carrefour, podkreśla, że ten etap współpracy z Glovo to kolejny krok w realizacji strategii tzw. omnichannel (wielokanałowej). – Połączenie dostaw Glovo z oferowanymi przez nas produktami bardzo ułatwi proces robienia zakupów – przekonuje.

Czytaj więcej

Szybkie dostawy zaczęły zwalniać. Po boomie nie ma już śladu

W ramach oferty spożywczej użytkownicy Glovo dotychczas najchętniej zamawiali wodę i napoje gazowane, a także jogurty, banany i mleko. W spółce wskazują, że dzięki rozszerzeniu oferty Carrefour Market konsumenci zyskają szeroki wachlarz słodyczy, żywności dla zwierząt czy mięs, kiszonek i kosmetyków.

Dynamiczny rozwój e-zakupów spożywczych (tzw. e-grocery) przyszedł wraz z pandemią. Eksperci twierdzą, że to wciąż perspektywiczny rynek. Dziś nad Wisłą odpowiada on tylko za 1,5 proc. e-handlu. Jednak gdy spojrzeć na dane m.in. z W. Brytanii, gdzie stanowi aż 12 proc. e-commerce, widać potencjał. Według prognoz McKinsey do 2030 r. segment e-grocery w naszym kraju może urosnąć prawie czterokrotnie. Nic dziwnego, że o swój kawałek tortu – obok Glovo, Ubera czy Bolta – walczą Żabka (Jush), Lisek, czy powiązany z DPD operator Stuart. Ten ostatni w lipcu rozszerzył swój zasięg o Łódź (działa też w stolicy, Szczecinie, Krakowie i Katowicach). W firmie zaznaczają, że w przeciwieństwie do klasycznych modeli biznesowych z branży q-commerce Stuart nie posiada własnych tzw. dark store’ów (małe, lokalne magazyny), a całość usługi opiera się na łączeniu m.in. sklepów z kurierami już działającymi na terenie danej miejscowości. Spółka chwali się, że średni czas doręczenia przesyłki to 29 minut, ale tegorocznym celem jest skrócenie dostaw o 25 proc. – Podczas realizacji zamówienia klienta znaczenie ma dosłownie każda minuta – przekonuje Agnieszka Majewska, general manager w firmie Stuart.

Jeszcze we wrześniu do ofensywy ze swoją nową usługą Fresh chce przejść InPost. – Dużo dzieje się w tym temacie i wkrótce ujawnimy szczegóły – zapowiada Rafał Brzoska, prezes InPostu.

Kryzys w e-commerce

Od początku roku widać jednak spowolnienie w handlu internetowym. Ewa Wysocka, założycielka Tribe47, firmy działającej w branży e-commerce, zauważa, że klienci teraz będą bardziej rozważnie podejmować decyzje zakupowe. – Widać jednak otwartość na wszystkie rozwiązania w obszarze q-commerce. W pandemii ludzie szybko przyzwyczaili się do wygody zamawiania jedzenia, zakupów z dostawą do domu. Pracujemy z klientami z tego sektora i widzimy, jak rosną biznesy w tym obszarze – podkreśla.

Czytaj więcej

Kurierzy wożą powietrze, trując środowisko tysiącami ton zbędnego CO2

Świetnie radzi sobie lider rodzimego rynku KEP (kurier, ekspres, paczka), czyli InPost – rok do roku niemal podwoił przychody (w II kwartale br. sięgnęły one prawie 1,7 mld zł). – Pobiliśmy konsensus analityków na każdej linii, pomimo rynku, który wygląda ponuro. Wyniki spółki są rekordowe – mówi Brzoska. I tłumaczy, że w dobie szalejącej inflacji wartość sprzedaży nie jest jednak wskaźnikiem najlepiej obrazującym rynek i wyniki firm – tu papierkiem lakmusowym, pokazującym realny wzrost, jest liczba obsłużonych przesyłek. A w II kwartale InPost dostarczył ich niemal 180 mln, czyli o 73 proc. więcej niż rok wcześniej. Co ciekawe, spółka rosła na rynku francuskim, gdzie sprzedaż internetowa runęła o 24 proc. – zwiększyła tam wolumeny o 7 proc. Na rynku brytyjskim, który skurczył się o 7 proc., firma Brzoski skoczyła o 225 proc. (choć w tym przypadku był to efekt tzw. niskiej bazy). Z kolei w Polsce, gdzie dynamika e-commerce spadła do +7 proc., InPost osiągnął wzrost aż o jedną piątą.

Łukasz Łukasiewicz, operations manager, SwipBox Polska

Sektor e-commerce na przestrzeni ostatnich dwóch lat radził sobie doskonale. Jeszcze w br. przewidywano dwucyfrowe wzrosty, mimo galopującej inflacji i rosyjskiej agresji na Ukrainę. Optymizm został jednak przyhamowany. Po okresie niemal niekończącej się hossy pojawiły się pierwsze spadki związane z przychodami. Są one szczególnie wyraźne w Europie. Spada siła nabywcza, co przekłada się na wydatki online – mniej towarów u mniejszej liczby sprzedawców. Dodatkowo koszty logistyki poszły w górę. 

Jak kryzys, to do internetu

Galopująca inflacja i zbliżający się kryzys gospodarczy sprawiają, że swoje zachowania zakupowe zmieniło prawie 80 proc. Polaków badanych przez Izbę Gospodarki Elektronicznej. Dane wskazują, że aż dziewięciu na dziesięciu e-konsumentów wdraża obecnie w życie zupełnie nowe zasady kupowania i zamierza robić większe zakupy w sieci. – Polacy zaczynają martwić się o to, co stanie się jesienią. Największy lęk wzbudza inflacja, a także prawdopodobny powrót pandemii czy wojna w Ukrainie. Niepokoją nas ewentualne braki i przerwy w dostawie surowców oraz ograniczenia możliwości zakupu niektórych towarów. Dla wielu internet stanie się jedynym miejscem zakupowym. Ponad jedna trzecia respondentów zamierza kupować wszystko co możliwe tylko online – komentuje wyniki raportu Patrycja Sass-Staniszewska, prezes e-Izby.