Japoński koncern Kirin, jeden z największych producentów piwa na Japonii, zdecydował o wycofaniu się ze swoich inwestycji w Mjanmie (Birmie). Kirin ma w tym kraju spółkę joint venture z Myanmar Economic Holdings, spółką nad którą czuwa generał Min Aung Hlaing. W ramach tej współpracy koncern z Japonii miał ponad połowę udziałów w browarach Myanmar i Mandalay. Poniedziałkowy pucz w Mjanmie przeprowadzony przez wojsko sprawił jednak, że Japończycy nie chcą już prowadzić interesów w tym kraju.
- Biorąc pod uwagę obecne okoliczności, nie mamy innego wyjścia niż zakończenie naszej współpracy z Myanmar Economic Holdings Publick Company Limited. Pilnie podejmujemy działania mające na celu wprowadzenie tego w życie – stwierdza japońska firma w oświadczeniu cytowanym przez BBC.
Koncern Kirin w oświadczeniu stwierdził też, że zainwestował w Birmie w 2015 roku wierząc w możliwość „pozytywnego wpłynięcia" na kraj przechodzący demokratyczne przemiany. Firma jednak już przed puczem była pod presją ze strony działaczy praw człowieka, gdyż jej współpraca z MEH przynosiła korzyści birmańskiej armii. Tymczasem misja ONZ badająca sprawę prześladowania ludu Rohingya w 2018 roku stwierdziła, że prowadzenie interesów z tą spółką oznacza „wysokie ryzyko przyczyniania się" do łamania praw człowieka. Decyzję o wycofaniu się Japończyków z Mjanmy docenili działacze organizacji humanitarnych.
- Doceniamy fakt, że Kirin w końcu wysłuchał głosu mieszkańców Birmy i podjął właściwą decyzję wycofując się z interesu. Teraz wzywamy Kirin do zachęcenia innych firm, by poszły w jego ślady – stwierdził rzecznik organizacji Justice For Myanmar Yadanar Maung.
Japoński koncern Kirin z powodzeniem działa na rynkach piwa poza Japonią. Należące do niego marki są popularne w Australii, Singapurze czy na Filipinach. Firma inwestuje także w browary rzemieślnicze w USA czy Wielkiej Brytanii.