Komisja Europejska (KE) uznała obowiązujący od 1 września podatek od sprzedaży detalicznej za zakazaną formę pomocy publicznej i zaleciła zawieszenie stosowania ustawy do zakończenia dochodzenia. Decyzję ogłosiła w poniedziałek. O tym, że stanowisko KE będzie niekorzystne dla rządu, jako pierwsza napisała wczoraj „Rzeczpospolita".

Jak informowaliśmy, KE nie ma zastrzeżeń do podatku jako takiego, ale do jego progresywnej struktury. Według ustawy firmy odprowadzałyby miesięczną daninę na rzecz państwa na podstawie obrotów ze sprzedaży detalicznej według trzech różnych stawek: 0 proc. od części miesięcznych przychodów poniżej 17 mln zł, 0,8 proc. od części miesięcznych przychodów od 17 mln do 170 mln zł i 1,4 proc. od miesięcznych przychodów powyżej 170 mln zł.

„Komisja ma obawy, że zastosowanie progresywnych stawek podatku opartych na wielkości przychodów przynosi selektywną korzyść przedsiębiorstwom o niższych przychodach i w związku z tym stanowi pomoc państwa w rozumieniu przepisów UE. Taka struktura progresywnych stawek skutkuje tym, że przedsiębiorstwa o niskich przychodach albo nie płacą podatku od sprzedaży detalicznej, albo płacą znacznie niższą jego średnią stawkę niż przedsiębiorstwa o wysokich przychodach" – napisała KE w komunikacie.

Jak informuje Ricardo Cardoso, rzecznik KE, Polska powinna była notyfikować ustawę do Komisji, tak aby ta mogła z wyprzedzeniem sprawdzić, czy pomoc państwa jest zgodna z prawem UE. Rząd tego nie zrobił, KE sama rozpoczęła analizy kilka miesięcy temu na podstawie doniesień medialnych, a w sierpniu dostała skargę na ustawę. W najbliższych dniach informacja o wszczęciu dochodzenia zostanie ogłoszona w Dzienniku Urzędowym UE. Od tej chwili Polska dostanie miesiąc na uwagi. Po ich otrzymaniu KE wyda ostateczną decyzję. Do tego czasu Polska jest zobowiązana zawiesić podatek.

Ministerstwo Finansów spodziewało się stanowiska KE w sprawie podatku od kilku tygodni. „Trwała wymiana korespondencji, otrzymywaliśmy informacje na ten temat od UOKiK i naszego przedstawicielstwa w Brukseli" – podaje biuro prasowe MF. Resort brał pod uwagę zarówno wariant pozytywny, tj. zaprzestanie postępowania przez KE, jak i negatywny. „Jest przygotowany plan działań na tę drugą okoliczność. Plan zostanie zakomunikowany opinii publicznej we wtorek podczas konferencji prasowej" – głosi komunikat.

Dlatego firmy na razie nie wiedzą, jak na decyzję zareagować. Przekroczenie 17 mln zł miesięcznych obrotów, do jakiego sprzedaż jest z podatku zwolniona, to dla dużych sieci kwestia dni, a danina obowiązuje już od 1 września. – Nie wiemy, co robić, a konsekwencje zignorowania ustawy poniesiemy my, a nie ministerstwo – mówi nieoficjalnie prezes jednej z dużych sieci.

– Ostrzegaliśmy rząd i posłów, że podatek w proponowanym kształcie jest niezgodny z unijnymi przepisami. Progresywny podatek jest wymierzony w największe sieci zagraniczne. Ale uderza też w nasze krajowe sieci handlowe. Zwolnienie z niego mniejszych przedsiębiorców jest równoznaczne z ich uprzywilejowaniem – mówi Jeremi Mordasewicz z Konfederacji Lewiatan.

Polskie sieci boją się, że po decyzji KE rząd nie ugnie się i chcąc podatek wprowadzić, wróci do wersji stawki liniowej. – Wtedy zapłacą go wszystkie firmy niezależnie od wielkości obrotów, zatem plan urealnienia konkurencji polskich sieci i zagranicznych znowu nie zostałby zrealizowany – dodaje inny przedstawiciel branży.

Polska jak Węgry

Autopromocja
RADAR.RP.PL

Przemysł obronny, kontrakty, przetargi, analizy, komentarze

CZYTAJ WIĘCEJ

Komisja Europejska w komunikacie odniosła się do decyzji z lipca uznającej podobny podatek na Węgrzech za nielegalną pomoc państwa. Decyzja zapadła po trwającym rok dochodzeniu. W tej sytuacji werdykt w sprawie Polski był oczywisty, bo polska ustawa jest zbliżona do węgierskiej: przewiduje różne stawki zależnie od przychodów. Węgry w reakcji zniosły progresję i wprowadziły podatek liniowy dla sieci spożywczych. Zresztą próbowały stosować progresję w innych podatkach: od wyrobów tytoniowych i firm reklamowych. Celem była dyskryminacja firm zagranicznych, które dominują na tych rynkach. Za każdym razem KE uznawała przepisy za niezgodne z prawem UE i równoznaczne z pomocą państwa.