Ma pan jeszcze żal do premiera, że odwołał pana ze stanowiska ministra aktywów państwowych i zostawił pan w MAP niedokończone projekty?
Praca i misja ministra to proces ciągły. Zawsze są projekty, które są w toku, więc – kiedy się odchodzi – pewne przedsięwzięcia, które chciało się doprowadzić do końca, pozostają niedokończone. I zawsze chciałoby się zrobić więcej i szybciej – bez względu na to, ile czasu się sprawowało funkcję i ile projektów się sfinalizowało.
Do dziś nie poznał pan powodów dymisji? Chodziło o nierealizowanie zadań nakreślonych przez premiera?
Tu już wchodzimy w politykę i to pytanie nie jest do końca do mnie.
Gdzie jest łatwiej kształtować politykę rozwojową Polski – w Ministerstwie Aktywów Państwowych, któremu pan szefował przez 14 miesięcy, czy w Banku Gospodarstwa Krajowego?
To są kompletnie różne instytucje, ale w obu polityka gospodarcza państwa bardzo silnie się przewija. Cenię sobie BGK, bo przez dużą część swojego życia pracowałem na pograniczu sektora publicznego i prywatnego, a BGK jest organizacją, która łączy cele państwowe z celami biznesowymi i ma w pewnym sensie hybrydową tożsamość. Z jednej strony nasza oferta jest w wielu aspektach podobna do oferty banków komercyjnych, więc działamy w tych samych standardach. Z drugiej strony projekty, które tu realizujemy, realnie wspierają polską gospodarkę oraz pozwalają zachować płynność finansów publicznych. Dzięki finansowaniu BGK powstają namacalne korzyści dla polskiej gospodarki – dziś dajemy kredyt na budowę fabryki, a jutro wychodzą z niej produkty, z czego duża część na eksport.
Dziś rola BGK jest jednak dużo szersza niż tylko wspieranie polskich przedsiębiorców. Bierzemy też udział w dużych państwowych projektach inwestycyjnych np. z obszaru transformacji energetycznej oraz odgrywamy kluczową rolę w finansowaniu programu zbrojeń i wzmacnianiu odporności państwa. Niedawno uruchomiliśmy Fundusz Bezpieczeństwa i Obronności o wartości 23 mld zł. To pieniądze, które będą wykorzystane na zadania związane z dual-use, dostępne zarówno dla samorządów, spółek komunalnych, jak i dla firm. Celem jest zwiększanie odporności państwa i to w bardzo różnych aspektach: od budowy bunkrów po cyberbezpieczeństwo.
BGK jest jedną z głównych agend rządowych, która ma pomagać firmom w ekspansji zagranicznej, w tym na Ukrainę. Pora pozbyć się złudzeń w kwestii kontraktów dla polskich przedsiębiorstw na Ukrainie?
Zacznijmy od tego, że polskie firmy już tam są. Łącznie mamy tam zarejestrowanych ok. 1100 przedsiębiorstw, których obroty za zeszły rok wyniosły ok. 10 mld zł. My tych przedsiębiorców już wspieramy tradycyjnymi instrumentami bankowymi jak kredyty, akredytywy czy gwarancje. Więc to nie jest tak, że odkrywamy nowy rynek przy okazji zbliżających się kontraktów na odbudowę Ukrainy. Natomiast oczywiście to będzie ten moment, kiedy zaangażowanie instytucji państwowych, takich jak BGK, będzie musiało być zintensyfikowane. Po zakończeniu wojny pojawią się nowe instrumenty finansowania, często współfinansowane z UE. Zresztą już dziś, w ramach instrumentów współpracy rozwojowej, w tym Ukraine Facility, współpracujemy z Komisją Europejską przy projektowaniu mechanizmów wsparcia dla inwestycji i aktywności przedsiębiorstw na Ukrainie. Logika zaangażowania UE i Polski na Ukrainie sprowadza się do hasła 3B: Build Back Better, czyli chcemy odbudowywać, ale w wyższym standardzie, niż to było przed wojną.
I nie ma pan dziś poczucia, że będą to robiły głównie firmy niemieckie czy francuskie, a nie polskie?
Oczywiście, że polskie firmy mają na to szansę i my staramy się kreować takie instrumenty finansowe, które będą to polskim firmom umożliwiały. Na razie jednak ten wielki program odbudowy jeszcze się nie rozpoczął, bo wciąż tam trwa wojna.
Czytaj więcej
W Rzymie trwa międzynarodowa konferencja „Rebuild Ukraine”, w której bierze udział ponad 100 krajów gotowych wziąć udział w tym projekcie. Pod hasł...
Po wojnie o kontraktach będą bardziej decydować względy polityczne, czy czysto biznesowe, czyli to, jaką ofertę na stole położą poszczególne firmy?
Pan pyta o politykę i to nawet nie bieżącą, a o przyszłą. Nie chciałbym zagłębiać się w kwestie polityczne, bo nie leży to w moich kompetencjach. To, co mogę powiedzieć, to, że jako BGK jesteśmy gotowi, żeby już teraz finansować polskie firmy – czy to sami, czy to z programów współfinansowanych z UE. Wiele zależy też od polskich firm, bo to one będą musiały przygotować oferty i projekty, z którymi do nas przyjdą po pieniądze, oraz właściwie ocenić ryzyka inwestycyjne wraz z potencjalnymi zyskami. Naszą rolą jest nie tyle kreacja projektów inwestycyjnych, co ich finansowanie lub współfinansowanie, a także ograniczanie ryzyka inwestycyjnego.
Tutaj będzie rywalizacja między wami a innymi bankami rozwojowymi z Niemiec, Hiszpanii i Francji o to, kto mądrzej wesprze swoich przedsiębiorców?
Nie sądzę, żeby to była rywalizacja, raczej współpraca. Dobrym przykładem jest European Flagship Fund for the Reconstruction of Ukraine, który tworzymy wspólnie z innymi europejskimi bankami rozwoju, m.in. z Francji, Niemiec i Włoch, przy wsparciu Komisji Europejskiej. Jako banki rozwoju wiele się od siebie uczymy i współpracujemy. Także na poziomie UE. I widzę też polskie przewagi: mamy bardzo mocny ekosystem sześciu polskich instytucji rozwoju – BGK, KUKE, PFR, ARP, PARP i PAIH – zgrupowanych na platformie Team Poland. PAIH, BGK i KUKE są obecne na Ukrainie, co stanowi naszą przewagę. To jest bardzo silna karta, bo te instytucje już tam są i działają z korzyścią dla polskich firm. Pieniędzy na finansowanie polskiej obecności na Ukrainie też nie zabraknie. Absolutnie nie musimy mieć kompleksów względem Niemiec czy Francji, BGK jest bardzo dobrze przygotowany do wspierania polskich firm przy ukraińskich kontraktach.
W lutym 2025 r. BGK otworzył w Kijowie swoje przedstawicielstwo. To jedynie symboliczna obecność, włożenie stopy w drzwi, czy przez ten rok biuro działa już w pełni operacyjnie?
Od samego początku biuro aktywnie współpracuje z polskimi i ukraińskimi firmami. Z założenia ma to być pierwsze miejsce kontaktu dla przedsiębiorców z obu krajów oraz przedstawicieli sektora samorządowego, którzy szukają finansowania do realizacji swoich projektów inwestycyjnych. Biuro odegrało też dużą rolę w uzgodnieniu i finalizacji umowy, dzięki której BGK posiada na Ukrainie specjalny status prawny. Jesteśmy wyłączeni z ukraińskiego prawa zamówień, co bardzo ułatwia nam działanie w tym kraju. Mamy też możliwość nieograniczonego transferowania środków między jednym a drugim krajem, co w innym wypadku w czasie wojny byłoby niemożliwe.
Co to znaczy, że jesteśmy wyłączeni spod prawa zamówień?
Chodzi o to, że my nie musimy kreować naszych umów pod prawem ukraińskim, tylko możemy korzystać z prawa polskiego i unijnego, dzięki czemu mitygujemy w pewnym zakresie ryzyko prawne. To korzystniejsze dla BGK i polskich spółek, bo korzystamy z zapisów regulacyjnych, które doskonale znamy z polskiego podwórka.
Czytaj więcej
Obecności Polski w Antybalistycznej Koalicji Rakietowej nie chciała Ukraina, ale stronie polskiej zabrakło też determinacji, by starać się o członk...
Jakie narzędzia wsparcia zaoferuje BGK polskim firmom dzień po zakończeniu działań wojennych na Ukrainie?
Trudno dziś przesądzać o szczegółach, bo wiele będzie zależało od sytuacji na Ukrainie i architektury międzynarodowego wsparcia. Jestem jednak przekonany, że będą to instrumenty elastyczne i dostosowane do potrzeb przedsiębiorców. BGK ma doświadczenie w budowaniu rozwiązań odpowiadających na zmieniające się warunki rynkowe, dlatego niezależnie od ostatecznego kształtu programów naszym celem będzie skuteczne ograniczanie ryzyka i ułatwianie polskim firmom udziału w odbudowie Ukrainy.
Jak mocno napięcia polityczne między Warszawą a Kijowem wpływają na codzienne zainteresowanie polskich firm usługami BGK na Ukrainie?
Nie odczuwamy tego, by zainteresowanie było mniejsze. Wymiana handlowa między Polską a Ukrainą rośnie, kwestie napięć politycznych nie wpływają na relacje ekonomiczne. Pamiętajmy, że w relacjach z Ukrainą utrzymujemy znaczącą nadwyżkę handlową – według najnowszych danych wynosi ona ponad 9 mld euro, a polski eksport na Ukrainę wzrósł od końca 2020 r. z ok. 5 mld do ponad 13 mld euro. To pokazuje, jak silne są gospodarcze fundamenty tych relacji. Dlatego kluczowe jest, by dbać o relacje biznesowe i nie zamykać się na Ukrainę. Relacje z Ukrainą musimy opierać na dwóch filarach – bezpieczeństwa i gospodarki. W naszym interesie jest, żeby Ukraina pozostała wolna, demokratyczna i niepodległa. Jednocześnie jako BGK działamy w ramach swojego mandatu, promując ekspansję polskich firm na Ukrainę.
Mówiąc o ekspansji zagranicznej – dlaczego wciąż nie potrafimy przebić się na rynki afrykańskie? Mimo że kolejne rządy promują ten kierunek, to udział państw afrykańskich w naszym eksporcie od lat pozostaje na poziomie ok. 1 proc. ogółu sprzedaży zagranicznej.
To faktycznie niewielki udział, ale możemy też odwrócić tę logikę i powiedzieć, że polskie firmy są tak silne i sprawne, że przez lata skutecznie zdobywały bardzo wymagający i nasycony rynek europejski. Afryka czy Azja to rynki podwyższonego ryzyka, dlatego wielu przedsiębiorców koncentrowało się przede wszystkim na Europie. Dziś jednak coraz częściej dostrzegają, że dotychczasowy model wzrostu oparty wyłącznie na rynkach europejskich przestaje być wystarczający i że dalszy rozwój wymaga szukania nowych możliwości także poza Europą. Wychodzenie na Afrykę stopniowo postępuje. Jako BGK wspomagaliśmy niedawno projekt firmy Asseco w Togo, jesteśmy też obecni w Rwandzie czy Tanzanii. Rwandyjskiemu rządowi udzieliliśmy kredytu na 23 mln euro, aby mógł kupić polski sprzęt do schładzania mleka, który w ich klimacie jest niezbędny. W Tanzanii natomiast wspieraliśmy projekt kolejowy, który jest częścią inwestycji o łącznej wartości 2,33 mld dol. Finansowanie wspierające polski eksport zapewniło międzynarodowe konsorcjum banków, w którym udział BGK wyniósł 76,5 mln dol., a cała transakcja objęta wsparciem KUKE przekroczyła 347 mln dol. To projekt budowy blisko 430 km zelektryfikowanej linii kolejowej, kluczowej dla rozwoju Tanzanii i całej Afryki Wschodniej, a jednocześnie tworzący konkretne możliwości dla polskich dostawców i podwykonawców.
I jaką korzyść z tego ma Polska?
To nie jest tylko tak, że my pożyczamy pieniądze i czekamy na zwrot z odsetkami. Te umowy gwarantują, że rząd rwandyjski zakupi sprzęt od polskiego dostawcy, a w przypadku projektu w Tanzanii jest zapis, że część kontraktu musi być zrealizowana przez polskie firmy lub z wykorzystaniem polskich towarów.
Czytaj więcej
Polsko-ukraiński konflikt może w najbliższych dniach ponownie eskalować i przez całe wakacje chłodzić relacje gospodarcze. Część ekspertów uważa, ż...
BGK ma trzy biura zagraniczne: w Kijowie, Brukseli i Frankfurcie. Nie jest symboliczne, że nie macie przedstawicielstwa właśnie w Afryce?
Dosyć skrupulatnie przyglądamy się kosztom i nie ukrywam, że było wiele dyskusji na poziomie zarządu BGK na temat tego, czy i ile tych przedstawicielstw powinniśmy mieć. Natomiast akurat biura w Niemczech, Belgii i na Ukrainie są dla nas kluczowe ze względu na charakter i zakres geograficzny działalności BGK. W Afryce polski biznes i polska polityka są reprezentowane przez PAIH oraz polskie placówki dyplomatyczne. Nie sztuką jest, żeby każda agencja rządowa miała swoje przedstawicielstwo w danym kraju. Byłoby to jednak marnowanie publicznych pieniędzy i zasobów. Naszym celem w ramach Team Poland jest rozwijanie filozofii One Stop Shop, czyli rozwiązania, w którym przedsiębiorca uzyskuje całkowite wsparcie w jednym okienku w ramach tych sześciu instytucji. Oknem na Afrykę w przypadku Team Poland jest PAIH, ale można też spojrzeć na to szerzej jako część systemu polskiej dyplomacji gospodarczej.
Tuż po otwarciu biura BGK w Londynie w 2020 r. ówczesny zarząd banku planował kolejną placówkę w Singapurze.
W tej chwili nie ma planów, żeby powiększać liczbę przedstawicielstw. Chcemy się skupić na tym, żeby zacieśnić współpracę z Zagranicznymi Biurami Handlowymi PAIH, a także z naszymi ambasadami. Koncepcja jest taka, żeby konsolidować te instytucje i jak lodołamacz torować drogę polskiemu biznesowi na rynkach pozaeuropejskich.