Z tego artykułu dowiesz się:

  • Dlaczego kryzys w relacjach polsko-ukraińskich może eskalować w weekend,
  • Jak napięcia polityczne mogą wykluczyć polskie firmy z wartej miliardy odbudowy Ukrainy.
  • Dlaczego eksperci podejrzewają, że Ukraina zmienia strategię i rezygnuje z szybkiej integracji z UE.
  • Jaką rolę w nowej strategii Kijowa odgrywają interesy wewnętrzne i tworząca się grupa oligarchiczna.

Eksperci związani z polsko-ukraińskimi środowiskami gospodarczymi z niepokojem patrzą na najbliższą sobotę. Spodziewają się, że politycy mogą próbować wykorzystać obchody przypadającego 11 lipca Narodowego Dnia Pamięci o Polakach – Ofiarach Ludobójstwa dokonanego przez OUN i UPA – do gestów zwiększających ich widoczność w mediach. W tym roku święto będzie obchodzone w szczególnych okolicznościach zaostrzającego się konfliktu. Jego bezpośrednią przyczyną było nadanie przez prezydenta Wołodymyra Zełenskiego ukraińskiej jednostce wojskowej nazwy „Bohaterów UPA”.

Czytaj więcej

Wojciech Konończuk: Fala nienawiści wobec Polski w Ukrainie. „Nie tylko trolle”

W zależności od wydarzeń w sobotę kryzys może pogłębiać się do końca lipca. Dopiero wtedy „wszyscy się opamiętają i zaczną próbować naprawiać to, co zostało zepsute” – słyszymy od przedstawicieli polsko-ukraińskich kręgów gospodarczych. Jak dowiedziała się „Rzeczpospolita” w Instytucie Pamięci Narodowej, warszawskie obchody rozpoczną się od porannej mszy w Katedrze Polowej Wojska Polskiego. Następnie odbędą się apel pamięci i składanie wiązanek na Skwerze Wołyńskim.

Polsko-ukraiński kryzys może uderzyć w miliardowy biznes

Konflikt wybuchł w wyjątkowo niefortunnym momencie. Relacje polsko-ukraińskie mogły właśnie wejść w nowy etap rozwoju po zakończonej sukcesem Ukraine Recovery Conference w Gdańsku. Podpisano tam blisko 200 umów i listów intencyjnych. Orlen i ukraiński Naftohaz zawarły m.in. porozumienie dotyczące zwiększenia wolumenu handlu gazem LNG i rozwoju współpracy.

Na razie w biznesie szkód nie widać. Jakub Karnowski, prezes ukraińskiego KredoBanku, zauważa jednak, że politycy – zwłaszcza reprezentujący skrajne stanowiska – nie pomagają w rozwijaniu relacji, lecz je utrudniają. Tymczasem nawet niewielki udział w wartej kilkaset miliardów dolarów odbudowie Ukrainy oznacza rynek liczony również w miliardach dolarów. Polska nie chciałaby z niego wypaść, ale – zdaniem Karnowskiego – ryzyko takiego scenariusza rośnie. – Biznes jest racjonalny, długoterminowy. Na razie nie mamy żadnych sygnałów, by ta pogarszająca się atmosfera, także wspierana przez Rosję, coś już zepsuła. Ale w biznesie, gdzie dwóch się kłóci, tam trzeci korzysta. Polscy prawicowi politycy powinni o tym pamiętać – mówi Karnowski. Polska powinna więc pragmatycznie pilnować swoich interesów, aby jej miejsca nie zajęły firmy z Niemiec, USA czy innych państw mających lepsze relacje z Ukrainą.

Czytaj więcej

Obronność, energetyka, pieniądze i spory o przyszłość. Sukces URC w Gdańsku

Rozwój konfliktu może wymykać się spod kontroli tym, którzy próbowali wykorzystać go politycznie. Sprawa dotarła już zarówno do Polski, jak i do instytucji unijnych. – Jeśli ktoś na początku zakładał, że wywoła nieprzesadny efekt za granicą, a jednocześnie osiągnie lokalne korzyści, to się przeliczył – mówią rozmówcy „Rzeczpospolitej”. Kapitał wizerunkowy tracą zarówno Ukraina, jak i Polska.

– Dla Ukrainy to nie jest najlepszy moment na pogarszanie relacji z Polską. Ale to samo dotyczy Polski, choćby w kontekście narracji o naszym udziale w odbudowie Ukrainy – mówi Jerzy Jacek Szugajew, wiceprezes zarządu Banku BNP Paribas i były prezes KredoBanku w Ukrainie. Ukraina mogła tym gestem pogorszyć także swoją pozycję w Unii Europejskiej. W środę 8 lipca 2026 r. Parlament Europejski wyraził w rezolucji ubolewanie z powodu eskalacji wobec Polski ze strony Wołodymyra Zełenskiego i żal z powodu „niepotrzebnej i niesprowokowanej eskalacji”, zwłaszcza w kontekście niezachwianego wsparcia udzielanego Ukrainie przez Polskę. O tym wsparciu regularnie przypomina premier Donald Tusk. We wtorek podkreślał, że „nie trzeba kochać Ukrainy, ale każdy, kto ma odrobinę oleju w głowie i odrobinę przyzwoitości w sercu, wierzy, że w interesie Polski jest to, aby Ukraina nie przegrała tej wojny”.

Czytaj więcej

Wybory w Ukrainie coraz bliżej? Kto może zastąpić Wołodymyra Zełenskiego

Ukraina zwalnia w drodze do UE? Eksperci widzą zmianę strategii

Część ekspertów widzi jednak w obecnym konflikcie sygnał dyskretnej zmiany ukraińskich priorytetów, która może mieć dalekosiężne konsekwencje. – Po lekturze wypowiedzi Kyryła Budanowa, byłego szefa wywiadu wojskowego, który stawia bardziej na współpracę z Białorusią, zaczynam się zastanawiać, czy po stronie rządzącej w Ukrainie nie zapadła już decyzja, która stawiałaby dzisiejszą sytuację do góry nogami: skoro nie wejdą do UE w dającej się przewidzieć przyszłości, to być może ten proces sobie odpuszczają – mówi „Rzeczpospolitej” Wojciech Warski, ekspert Team Europe Direct, członek Rady PISM i SEA oraz były wiceprezes BCC. – Skoro uznali, że akcesja do UE jest mirażem i nie osiągną celu strategicznego, to konsekwentnie grają krótkoterminowo na izolacjonizm. To bardzo dobrze współgra z wypowiedziami Budanowa. Niedawne otwarcie klastra akcesyjnego jeszcze o niczym nie świadczy. Oczywiście nie poinformują też, że odpuszczają sobie akcesję. Perfidia tej sytuacji polega na tym, że negocjacje będą się przeciągać, a grupa trzymająca władzę, która może zostać poszerzona lub zastąpiona przez klan wojskowych, będzie zrzucać winę na polskie i europejskie wymogi – uważa Warski.

Tą możliwą zmianą strategii ekspert tłumaczy celowe podsycanie konfliktu. W jego ocenie ukraińskie władze mogą dążyć do tego, aby powojenna Ukraina rządziła się własnymi prawami, balansując między Wschodem a Zachodem. Zdaniem Warskiego wokół prezydenta Zełenskiego powstała też nowa grupa oligarchiczna, mimo że jednym z jego początkowych celów było odsunięcie „starych” oligarchów. Także oligarchowie rolni – zdaniem eksperta – nie muszą, wbrew europejskim oczekiwaniom, naciskać na dalszą integrację z UE. Ich główne rynki zbytu znajdują się nie w Europie, lecz na Bliskim Wschodzie i w Afryce.

Czytaj więcej

Bonikowska: Polska spadła na cztery łapy w Gdańsku. Ale skłócona z Ukrainą gra poniżej swojego potencjału

Konflikt z Polską może natomiast posłużyć do tłumaczenia braku postępów w negocjacjach z UE rzekomo złymi intencjami Warszawy. Z drugiej strony nastroje społeczne w kraju, który od czterech lat prowadzi wojnę, mogą być trudne do zrozumienia dla obserwatorów z zewnątrz. – Suche fakty świadczą jednak o tym, że akcesję po cichu przesunęli sobie na okres po 2040 r. Dlatego budują sobie taką pozycję wyborczą. Budanow powiedział, że kulminacja ma nastąpić we wrześniu. Nie wiadomo, co miał na myśli – mówi Wojciech Warski. W Polsce nie brakuje głosów zdziwienia, że Ukraina przyjęła od Polski ogromną pomoc, a teraz prowadzi tak ostrą grę.

Zdaniem Jerzego Jacka Szugajewa jest to jednak przede wszystkim pragmatyczne myślenie o własnym interesie. – Po stronie Ukrainy mamy chłodną kalkulację, brak tak istotnego dla nas sentymentu związanego z udzieloną pomocą i skupienie się bardziej na perspektywie długoterminowej, także w kontekście budowania pozycji Ukrainy po wojnie. Powinniśmy brać tę perspektywę pod uwagę – mówi wiceprezes BNP Paribas. Jak dodaje, jeśli chodzi o spadek entuzjazmu wobec szybkiej akcesji Ukrainy do UE, warto zauważyć, że już pierwszy klaster negocjacyjny jest trudny, ponieważ dotyczy kwestii systemowych. – Ale nie jest trudniejszy niż klaster dotyczący rolnictwa. To wymaga praktycznie napisania od nowa polityki rolnej, także po stronie UE – wskazuje Szugajew.

Kryzys niewątpliwie może zaszkodzić poczuciu bezpieczeństwa biznesu i działać jako czynnik chłodzący rozwój relacji gospodarczych. Zdaniem Wojciecha Warskiego małemu biznesowi nie musi jednak poważnie zaszkodzić, bo ten opiera się przede wszystkim na bezpośrednich relacjach, a nie na polityce. Inaczej wygląda sytuacja dużych projektów. – Małemu biznesowi ta polityka nie zaszkodzi, a w dużym i tak nie mamy w Ukrainie wiele do zaoferowania. Nie będziemy brali udziału w największych konsorcjach, bo nie możemy położyć na stole ani technologii, ani pieniędzy, ani siły roboczej. Z tego, co wiem, poza Polską trwają teraz „rozmowy o rozmowach” dotyczące biznesu. Są jednak oparte na założeniu finansowania ze strony Zachodu lub z zamrożonych rosyjskich funduszy, do których polskie firmy i tak nie uzyskają dostępu – podsumowuje Wojciech Warski.