Wołodymyr Zełenski, UPA i Mykoła Łebed. Jak historia znów dzieli Polskę i Ukrainę
W ciągu miesiąca powiedziano już wszystko, a nawet dużo więcej, na temat nazwania przez prezydenta Zełenskiego jednego (z bardzo wielu) oddziałów wojskowych imieniem „Bohaterów UPA”. To są, skądinąd, gdyby ktoś zapomniał, oddziały, które nie defilują na paradach, a walczą i giną już piąty rok na frontach jak najprawdziwszej wojny. Oczywiście, prezydent Zełenski nie musiał podpisywać dekretu o takiej właśnie nazwie. Ale podpisał. Reakcja na ten podpis była taka, jakby nazwał tym imieniem całą armię ukraińską i wycofał ją ze wschodnich linii frontu i skierował na Wołyń.
W tym samym miesiącu, gdy Polska żyła tą nazwą i odebraniem prezydentowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego, Ukraina odnosiła największe jak dotąd zwycięstwa nad Rosją. Jeśli ktoś przegapił to w zawierusze emocji, uprzejmie informuję, że Krym, okupowany w 2014 r. i uważany za perłę w rosyjskim podboju Ukrainy stał się odciętym od Rosji balastem, a łuny nad Moskwą i Petersburgiem zamieniły się w tumany czarnego ciężkiego dymu z płonących rafinerii i zbiorników paliwa. Każdy Polak (i Polka) powinien tańczyć z tego powodu hopaka, ale nikt tego nie robi.
Pozostało jeszcze 87% artykułu
Zabookuj najlepsze treści na wakacje!
Skorzystaj z promocji wakacyjnej i zyskaj dodatkowe drukowane magazyny: Nauka i Historia.
Twoje rzetelne i obiektywne źródło najważniejszych informacji z Polski i ze świata.