Bonikowska, która była w Gdańsku, przyznaje, że na początku było bardzo nerwowo, bo stawką była powaga całej inicjatywy i powaga polskiego państwa. Przypomina przy tym, że gdańskie spotkanie to nie jest konferencja polska, lecz doroczna konferencja G7 i darczyńców – wcześniej odbywała się w Lugano, Berlinie i Rzymie, a w przyszłym roku zaplanowano ją w Tallinnie. Dla Polski, jak podkreśla rozmówczyni, była to ogromna szansa, by pokazać się jako państwo poważne i dobrze zorganizowane, przyjmujące topowych liderów światowych – nie tylko europejskich, ale też przedstawicieli G7, w tym delegacje japońską i kanadyjską oraz czołowe środowiska biznesowe.
Czytaj więcej
„Oddaję Order Księcia Jarosława Mądrego do Muzeum Pamięci Ofiar Rzezi Wołyńskiej w Chełmie” – napisał były premier na platformie X.
Cień na wydarzenie rzuciła jednak sprawa orderów i podwójna nieobecność – zabrakło zarówno prezydenta Ukrainy, jak i prezydenta Polski. Zdaniem Bonikowskiej to niedobrze, że Polska pokazała się światu jako kraj skłócony wewnętrznie. Ekspertka zaznacza, że kohabitacja zdarza się także w innych państwach, jak Francja czy Czechy, ale – jak mówi – nigdy nie słyszała, by we Francji prezydent i premier nie dogadali się w imię interesu państwa w sprawach zagranicznych. To już nie są bowiem interesy poszczególnych partii, lecz interes państwa.
„Spadliśmy na cztery łapy”, ale zabrakło Zełenskiego
Według rozmówczyni świat patrzył na polsko-polski spór ze zdumieniem, a pojawiały się komentarze pytające wprost, co właściwie dzieje się między obydwoma obozami. Mimo to, jak ocenia Bonikowska, konferencja została przeprowadzona dobrze, a jej skutki polityczne i gospodarcze są poważne; nie udało się – co, jak przypuszcza, mogło być zamiarem części obozu prezydenckiego – utrącić całego wysiłku. Zarazem brak Zełenskiego uznaje za stratę, bo obecność lidera Ukrainy podniosłaby rangę wydarzenia. Rozumie jednak kalkulację obu stron: przyjazd prezydenta Ukrainy mógł oznaczać więcej emocji, protestów i zamętu.
Czytaj więcej
Powstało konsorcjum trzech dużych polskich firm - Budimex, Polimex Mostostal i Sinevia, które będzie aplikowało o duże kontrakty odbudowy. Ale taki...
Bonikowska zwraca uwagę, że pierwszy ruch w całej sprawie wykonała strona ukraińska – to Zełenski podpisał nominację nadającą oddziałowi imię związane z UPA. Ukraińskie tłumaczenie, jakoby był to jeden z wielu automatycznie podpisanych dokumentów, uznaje za mało prawdopodobne. Jej zdaniem bardziej wiarygodne jest, że prezydent Ukrainy nie docenił skali reakcji w Polsce, a sam gest był obliczony na rynek wewnętrzny – na scalenie emocji wokół przywództwa w obliczu problemów z poborem i niepewnej perspektywy wyborów. Podobnie, jak dodaje, decyzję prezydenta Nawrockiego o odebraniu orderu odczytuje jako kalkulację nakierowaną na krajową politykę.
Biznes abstrahuje od sporów
Paradoksalnie, zdaniem ekspertki, nieobecność Zełenskiego uspokoiła całą historię: wojna narracji przestała być tematem dominującym, a na pierwszy plan wyszedł wymiar biznesowy. Podpisywano kontrakty, rozmawiało wiele spółek – publicznych i prywatnych – a obecność czołowych postaci Europy, m.in. Antónia Costy, Ursuli von der Leyen i kanclerza Merza, oraz przywódców regionu i krajów kandydujących stworzyła grunt do rozmów o perspektywie rozszerzenia. Jak zauważa Bonikowska, biznes abstrahuje od politycznych sporów; napięcie było widoczne wyłącznie w warstwie politycznej.
Czytaj więcej
Rada Najwyższa Ukrainy uchwaliła ustawę o utworzeniu Panteonu Narodowego, który ma upamiętniać osoby szczególnie zasłużone dla państwa i walki o je...
Ukraina potrzebuje Polski i odwrotnie
Rozmówczyni przypomina, że rozszerzenie Unii wymaga jednomyślności wszystkich państw członkowskich, w tym Polski – co jest, jak mówi, bardzo ważnym sygnałem dla Kijowa, że nie opłaca mu się konfliktować z żadnym państwem, a zwłaszcza z najbliższym geograficznie sąsiadem. Polska przeszła proces akcesyjny niedawno i jest już kontraktowana do pomocy doradczej (tzw. twinningowej) dla Ukrainy; aktywni są tu również Litwini. Bonikowska stawia tezę, że paradoksalnie to Putin, zamiast przyciągnąć Ukrainę, stracił ją na zawsze – dziś jej alternatywą wobec Rosji jest wyłącznie kierunek zachodni.
Rozmówczyni ostrzega jednak przed popadaniem ze skrajności w skrajność. Wołyń, jak podkreśla, to sprawa, której Polska nie może odpuścić i którą trzeba wyjaśniać, a policzków ze strony ukraińskiej nie należy akceptować. Zarazem przyszłość jest do zbudowania, a konglomerat współpracujących Polski i Ukrainy – także w ramach UE – byłby, jej zdaniem, ogromną siłą. Potrzeby odbudowy Ukrainy szacuje się na setki miliardów dol., a Polska chciałaby być obecna w tych kontraktach.
Czytaj więcej
Czy konferencja odbudowy Ukrainy w Gdańsku pozwoli rządowi przykryć polityczne skutki awantury o Order Orła Białego i bohaterów UPA? Dlaczego brak...
Polska gra poniżej potencjału
Najostrzejsza diagnoza dotyczy jednak samej Polski. Bonikowska ocenia, że Ukraińcy grają swoją grę umiejętniej – przestawili przemysł na zbrojenia, produkują i testują w boju najtańsze i najsprawniejsze drony świata, a Zełenski oferował to know-how nawet krajom Zatoki Perskiej. Ukraina, jak mówi ekspertka, stała się pełnoprawnym podmiotem stosunków międzynarodowych. Polska tymczasem, jej zdaniem, gra poniżej swojego potencjału: jest „sektorowa”, nie potrafi złożyć spójnej oferty, a gospodarka i obronność idą w różne strony. Przywołuje ukraińskie opinie z konferencji, według których liderami we wspólnych projektach są Niemcy i Dania, bo kładą na stole najlepiej przemyślane propozycje – podczas gdy Polacy mają poczucie, że „należy im się” duża część tortu, nie przedstawiając równie dopracowanych ofert.
Bonikowska odnosi się też do dwóch świeżych informacji przywołanych przez Chrabotę: braku przekazania polskich migów Ukrainie po fiasku rozmów o transferze technologii dronowej oraz słów wicepremiera Władysława Kosiniaka-Kamysza, że „Ukraina banderowska” do Unii nie wejdzie. Jej recepta pozostaje ta sama: odsunąć emocje i symboliczne gesty, a szukać pragmatycznych ruchów po obu stronach. Jak podsumowuje, obie stolice powinny wyciszyć emocje, popatrzeć na interesy i rozgrywać profesjonalnie – bo Polska nie może pozwolić sobie, by z adwokata sprawy ukraińskiej stać się jej hamulcowym.
Zachęcamy również do wysłuchania i obejrzenia innych odcinków podcastu: