Decyzja prezydenta Wołodymyra Zełenskiego o nazwaniu elitarnej jednostki wojskowej imieniem UPA mówi więcej o stosunkach polsko-ukraińskich czy o ukraińskiej polityce?
Mówi o jednym i o drugim. Wołodymyr Zełenski zdawał sobie sprawę z tego, jak jego decyzja zostanie przyjęta w Polsce. I zlekceważył to.
Prezydent Ukrainy kierował się wewnątrzpolitycznymi celami. Użył polityki historycznej jako narzędzia mobilizacji ukraińskiego społeczeństwa wokół własnej osoby i odciągnięcia uwagi opinii publicznej od problemów wewnętrznych. Okazało się to niezwykle skuteczne.
Czytaj więcej
Mamy „zielone światło" dla stałej obecności wojsk USA w Polsce - powiedział szef Biura Polityki Międzynarodowej w Kancelarii Prezydenta RP Marcin P...
O jakie problemy wewnętrzne chodzi?
Zełenski potrzebuje zwiększyć swoje poparcie w środowiskach nacjonalistycznych, które nie oceniają go najlepiej oraz wiarygodność w kręgach wojskowych. Bez tego nie ma co liczyć na sukces w przyszłych wyborach.
Zełenski potrzebował również przykryć niewygodny dla niego temat korupcji na szczytach władzy. Taśmy Timura Midnicza (przyjaciela prezydenta i jego byłego partnera biznesowego – red.) pośrednio uderzają w samego Zełenskiego, którego chroni immunitet, ale nie jest wykluczone, że w przyszłości będzie mieć w tej sprawie postawione zarzuty.
Po drugiej stronie nie ma praktycznie żadnej refleksji, że Polacy mogą mieć rację i heroizowanie totalitarnej organizacji nie jest dobrym pomysłem.
A banderyzm w Ukrainie to masowe zjawisko?
Zależy, jak rozumieć banderyzm. Warto pamiętać, że ten termin wymyślili Sowieci, aby zdyskredytować ukraińskie podziemie. Raczej bym mówił o bezkrytycznym gloryfikowaniu UPA. Ukraińcy koncentrują się na jej działaniach po 1944 r., kiedy przez kolejne kilka lat walczyła z Sowietami. Partyzanci UPA są dla nich niezłomnymi bohaterami, ponieważ stawiali opór okupacji sowieckiej, a nie dlatego, że mordowali polskich cywili, o czym wiedza jest tam niewielka. Po 2014 r. zauważalny jest szybki pochód narracji ukształtowanej w ukraińskiej Galicji, gdzie UPA otoczona jest kultem, do reszty kraju. Trafiła do podręczników.
Skoro UPA to symbol walki z Rosją, może należałoby dać spokój?
Ale otwiera się pytanie o to, jakie wartości na sztandarach chce mieć Ukraina. Programem UPA było państwo wręcz totalitarne. Formacja i jej przywódcy zaplanowali czystkę polskiej ludności oraz kolaborowali z Niemcami – Roman Szuchewycz stał na czele kompanii, która w 1942 r. będąc częścią 201. Batalionu Schutzmannschaft mordowała Żydów i pacyfikowała ludność cywilną na Białorusi, a potem współorganizował czystkę etniczną na Wołyniu i w Galicji Wschodniej.
Czytaj więcej
Publiczne chwalenie idei, zgodnie z którą Ukraina miała być „czysta jak złoty łan pszenicy bez jednego chwasta”, wolna od Polaków, Rosjan, Żydów, n...
O jakim państwie w ogóle rozmawiamy? Dodajmy, że w piątym roku wojny. A właściwie dwunastym, zaczynając od 2014 roku.
O państwie, dla którego głównym celem jest nieprzegranie wojny. Zwycięstwo Ukrainy, rozumiane jako zachowanie suwerenności, choć pewnie w innych granicach niż te z 2014 r., uważam zresztą za kwestię czasu. Wszystkie inne kwestie – w tym spór z Polską – nie mają dla Kijowa większego znaczenia.
Stąd m.in. beztroska prezydenta Zełenskiego w realizacji celów polityki wewnętrznej bez oglądania się na Polskę. Jego priorytet to polityka obronna i konsolidacja społeczeństwa. Przyjął, że Polska nie jest dla Ukrainy niezbędna, a koszt kryzysu w relacjach polsko-ukraińskich jest w sumie dla niego niewielki.
Ale to przez Polskę idzie potrzebny Ukrainie sprzęt.
Czy Polska w latach 90., integrując się z NATO i Unią Europejską mogła sobie pozwolić na złe relacje z Niemcami? Nie, bo wówczas nasz proces akcesji by się zapewne mocno wydłużył. Jeśli Ukraina jest przekonana o tym, że mając złe relacje z Polską, proces jej integracji z Unią Europejską będzie przebiegał gładko, myli się.
Czytaj więcej
Minister kultury Marta Cienkowska, informując o zakończeniu kolejnego etapu poszukiwań ciał Polaków, zamordowanych w 1945 r. przez UPA w miejscowoś...
Czy Polska jest potrzebna Ukrainie do prowadzenia pełnoskalowej wojny?
Dziś Ukrainę wspierają głównie Wielka Brytania, państwa nordyckie, Niemcy, Francja. Ukrainie Polska okazała się potrzebna przede wszystkim w pierwszej fazie wojny. Choć znaczenie ukraińskiej suwerenności Polska rozumiała, zanim stało się to „modne” w innych europejskich stolicach.
Ale to Polska jest kluczowym i niemającym alternatywy zapleczem logistycznym walczącej Ukrainy. Jednak nie zamkniemy lotniska w Jasionce, nie wstrzymamy transportów idących przez nasze terytorium. Kijów jest więc przekonany, że nie musi się starać o polityczne wsparcie Polski i z tego wynika pozbawione szerszej wizji strategicznej postrzeganie wzajemnych relacji.
Czy Polska jest dla Ukrainy enigmatycznym krajem?
Ukraińcy uważają, że dobrze nas rozumieją, z czym bym mocno polemizował. Ich diagnozy dotyczące Polski to często stereotypowe, uproszczone czy wręcz nieprawdziwe opinie. Jestem też zaskoczony, że w wypowiedziach ukraińskich polityków – w mediach i sieciach społecznościowych – nie ma rozróżnienia pomiędzy polskim ośrodkiem prezydenckim a premierem.
Wojciech Konończuk, dyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich
A my znamy Ukrainę?
Odpowiedź zależy trochę od tego, czy chodzi o społeczeństwo, polityków itd. My też nie jesteśmy wolni od nieprawdziwych stereotypów czy uproszczeń. Ale gdybyśmy porównali polską historiografię i fachową ekspertyzę na temat Ukrainy i ukraińską na temat polskiej, to mamy dużą przewagę.
Natomiast na poziomie społecznym, Ukraińcy pewnie znają nas lepiej, ponieważ mieszka ich w Polsce ponad półtora miliona.
Czy polityka ma wpływ na relacje międzyludzkie?
Obecnie ogromny. Jestem zaskoczony stopniem nastrojów antypolskich w Ukrainie: zajmuję się stosunkami dwustronnymi od 20 lat, ale nigdy wcześniej niczego podobnego nie widziałem – zarówno w mediach, jak i sieciach społecznościowych widać falę wręcz nienawiści wobec Polski.
Tylko część z tych opinii to rosyjskie trolle. Pamiętajmy zresztą, że np. Facebook i Telegram mają w Ukrainie ogromne znaczenie dla debaty publicznej, co wynika ze słabości mediów tradycyjnych; nie wychodzi tam żaden ogólnokrajowy dziennik papierowy.
Czytaj więcej
Eksperci nie mają wątpliwości, że spór o historię UPA, a także odebranie prezydentowi Ukrainy Wołodymyrowi Zelenskiemu Orderu Orła Białego ma wpływ...
W jakim miejscu historycznego sporu znaleźliśmy się po 26 maja?
W kilka tygodni cofnęliśmy się o długie lata. Po 1991 r. tak źle nigdy nie było. Obecny wybuch miał jednak swoją prehistorię. Ukraińskie zgody na polskie ekshumacje zostały wydane po siedmiu latach – ich zablokowanie było błędem strony ukraińskiej. Moim zdaniem Ukraińcy wiele przegrali, wstrzymując prace i nie zgadzając się na ich wznowienie wcześniej.
Ukraińcy uważają, że UPA to ich bohaterowie, a ponieważ walczyli z Sowietami, nie ma potrzeby rozliczać ich z innych działań. Wcześniej postawa heroizująca UPA przyjęta była w ukraińskiej Galicji oraz w środkowej części kraju, w ostatnich latach zawładnęła resztą Ukrainy.
Czytaj więcej
Polska musi przekonać do swoich racji i wrażliwości międzynarodową opinię publiczną. Po to są właśnie dyplomacja i polityka historyczna oraz soft p...
Poważnym problemem jest to, że nie pisze się krytycznej historii Ukrainy. Przed aneksją Krymu taka idea kiełkowała, ale dziś takich głosów w ogóle nie słychać.
Pamiętajmy jednak, że ukraińska elita intelektualna jest zupełnie inna niż polska, gdzie mamy nieustanny spór polsko-polski. O ciemnych rozdziałach naszej historii napisali polscy historycy. Badamy je sami, dyskutując i spierając się, co naturalne. W polskich księgarniach są liczne książki o akcji „Wisła” czy stosunkach polsko-żydowskich w okresie II wojny światowej. To nie są tematy tabu, są w głównym nurcie debaty publicznej. 20 lat temu Polska przeszła przez bardzo głęboką debatę o Jedwabnem. Nic podobnego nigdy nie wydarzyło się w Ukrainie, choć Ukraińcy, w tym UPA, zaangażowani byli w przemoc wobec Żydów mocniej niż Polacy, o kwestiach kolaboracji z Niemcami nie mówiąc.
Jednak w Ukrainie nie ma na tyle odważnych ukraińskich intelektualistów, którzy chcieliby wokół tych spraw rozpocząć debatę publiczną. Nie ma też przyzwolenia ukraińskiego mainstreamu – medialnego i politycznego. Nie pamiętam, aby w okresie siedmiu lat, kiedy blokowane były ekshumacje, jakakolwiek grupa ukraińskich intelektualistów napisała list do opinii publicznej i władz, komunikując, że to nieetyczne. Tak, jak teraz, nie znaleźli się ukraińscy intelektualiści, którzy przyznaliby, że UPA dokonała strasznej zbrodni, a jej „największym sukcesem” była czystka etniczna na Wołyniu i w Galicji Wschodniej. Nie słychać takich głosów. Co najwyżej ukraińscy intelektualiści mówią, że Dmytro Kłaczkiwski (szef OUN i UPA, jeden z głównych inicjatorów i wykonawców ludobójstwa na Wołyniu – red.) nie powinien być w ukraińskim panteonie, ale bez dyskusji są w stanie zaakceptować w nim Romana Szuchewycza.
Czytaj więcej
Dlaczego Ukraińcy patrzą na UPA zupełnie inaczej niż Polacy? W najnowszym podręczniku historii Ukrainy temat „tragedii wołyńskiej” zamknięto w trze...
W polskich mediach – od „Rzeczpospolitej” do „Gazety Wyborczej” i licznych portalach – mamy znacznie większy pluralizm, obecne są najróżniejsze głosy, łącznie z tym, że cały obecny spór to nasza wina. Po drugiej stronie nie ma praktycznie żadnej refleksji, że Polacy mogą mieć rację i heroizowanie totalitarnej organizacji nie jest dobrym pomysłem. Zawsze jest tendencja do symetryzowania i usprawiedliwiania Ukrainy – wojną, wcześniej rewolucją, czy trudną sytuacją gospodarczą.
”Rozwiązania?
Sprawa jest trochę beznadziejna. W dającej się przewidzieć przyszłości jesteśmy skazani na zderzenie konfliktu różnych pamięci historycznych.
W tej sprawie polska opinia publiczna jest pluralistyczna, ukraińska – niemal wcale. Śledząc przyjmowaną w Ukrainie narrację o AK czy Józefie Piłsudskim, można dojść do wniosku, że tamtejsze media więcej niż symetryzują. Z jednej strony, wynika to z niewiedzy, z drugiej – społeczeństwo ukraińskie w swojej aktywnej części tak uważa. Moim zdaniem jest to wina ukraińskich intelektualistów, którzy przez te wszystkie lata nie rozpoczęli jakiejkolwiek szerszej dyskusji o tym, co leży na narodowym sumieniu.
Jest jeszcze jeden problem, którego mało kto w Polsce jest świadomy: w warunkach wojny ukraińska polityka informacyjna jest scentralizowana, jej głównym ośrodkiem jest biuro prezydenta. Niepokornego dziennikarza można przywoływać do porządku – jeśli to mężczyzna, wystarczy postraszyć go wysłaniem na front. Niektórzy z nich pozostają na usługach służb. Pluralizm w kluczowych mediach na Ukrainie nie istnieje. Także dlatego szybko nie dojdzie do porozumienia z Polską. Nie zostanie ono osiągnięte, dopóki w Kijowie nie zacznie pisać się historii krytycznej i nie będzie na nią przyzwolenia.
Może jakimś rozwiązaniem jest postawienie tego problemu na forum europejskim?
Odpowiednia rezolucja Parlamentu Europejskiego mogłaby zrobić na Ukraińcach wrażenie.
Jasno należy powiedzieć, że w Europie po 1945 r. umówiliśmy się na to, iż nie honorujemy postaci nazistowskich kolaborantów, nie czcimy osób odpowiedzialnych za masowe zbrodnie. Kłopot polega na tym, że Ukraińcy chcą pamiętać tylko to, co UPA robiła po 1944 r. W ten sposób, to ukraińska strona daje paliwo tym wszystkim, którzy chcą upolityczniać temat. Mamy w Polsce problem ze zbyt emocjonalnym stosunkiem do niektórych działań Ukrainy, ale to, że część polskich sił politycznych wykorzystuje Wołyń politycznie, po części jest konsekwencją działań ukraińskich.