Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, pokazując obrazy Edwarda Dwurnika, i to nie te poświęcone miastu jako takiemu, ale jego konkretnym mieszkańcom – robotnikom, niejako bezgłośnie rozlicza się z dziedzictwem elitarności, którym obrosły tego typu instytucje – wystawiające sztukę zbyt trudną dla przeciętnego Kowalskiego.
Zamiast enigmatycznych rzeźb i abstrakcyjnych obrazów dostajemy, oczywiście nie po raz pierwszy (Dwurnik jest przecież artystycznym celebrytą od dziesięcioleci), spracowane dłonie, brzydkie twarze, znużone oczy robotników i innych przedstawicieli społecznego marginesu. Muzeum, atakowane przez skrajnie prawicowe środowiska za „oderwanie od rzeczywistości”, w końcu do niej powraca.