Punktem wyjścia rozmowy jest Konferencja Odbudowy Ukrainy w Gdańsku. Michał Szułdrzyński zwraca uwagę, że Donald Tusk w swoim wystąpieniu próbował przenieść ciężar z konfliktu historycznego na wspólnotę Zachodu wobec rosyjskiej agresji. premier mówił o Gdańsku jako mieście odbudowanym po zniszczeniach wojennych i przekonywał, że podobnie można odbudować Ukrainę – pod warunkiem zachowania jedności.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Premier Ukrainy do Polaków: Dziękuję za pomoc, gdy była najbardziej potrzebna

Zdaniem Michała Kolanki Tusk ustawia się w roli mediatora. To kontynuacja wcześniejszego przekazu premiera po sporze o Order Orła Białego: nie dać się podzielić, nie eskalować, utrzymać wspólny front wobec Rosji. Z punktu widzenia rządu najważniejsze jest teraz, by konferencja nie została przykryta sporem historycznym, ale wybrzmiała jako wydarzenie gospodarcze, infrastrukturalne i polityczne. Nieobecność Wołodymyra Zełenskiego obniża rangę wydarzenia, ale – jak zauważa Kolanko – może być dla Tuska także politycznie wygodna. Obecność prezydenta Ukrainy po demonstracyjnym odesłaniu orderu mogłaby wywołać kolejne napięcia. Tymczasem przyjazd premier Ukrainy pozwala stronie ukraińskiej i polskiej zachować pragmatyzm: spory historyczne sporami historycznymi, ale interesy, odbudowa, energetyka i infrastruktura mają się toczyć dalej.

Szpital Południowy: już nie trzy afery, ale cała puszka Pandory

Druga część odcinka dotyczy Szpitala Południowego. Tydzień wcześniej Kolanko mówił, że są to „trzy afery w jednej”: sprawa byłego radnego-lekarza Dawida Kacprzyka, systemowy problem zarobków i kontraktów lekarskich oraz wątek samorządowo-polityczny związany z Warszawą. Teraz, po wystąpieniu doktora Emila Jędrzejewskiego w Kanale Zero i reakcji prokuratury, sprawa zaczęła żyć jeszcze mocniej.

Czytaj więcej

Afera w Szpitalu Południowym. Minister zdrowia: Trzeba spokoju i oceny autorytetów

Kolanko podkreśla, że najgroźniejszy dla KO jest nie tylko wątek personalny, ale właśnie jego połączenie z szerszą percepcją społeczną. W badaniach fokusowych CBOS lekarze pojawiają się jako część elit dbających przede wszystkim o własny interes, a nie dobro wspólne. Afera byłego radnego nadała tej percepcji twarz – i to twarz politycznie związaną z Koalicją Obywatelską.

Do tego dochodzi warstwa samorządowa. Zapowiedziana akcja referendalna w Warszawie pod hasłem SOR – Społeczna Operacja Referendalna – pokazuje, że sprawa może zostać wykorzystana przeciw Rafałowi Trzaskowskiemu i stołecznej KO. W tle są też rady nadzorcze szpitali, spółki miejskie, politycy w miejskich instytucjach oraz pytanie, czy deklaracja o usunięciu polityków z rad nadzorczych nie otworzy kolejnych pytań o cały system powiązań w samorządzie.

Tusk może chcieć zamknąć kominy płacowe, ale systemu tym nie naprawi

W końcowej części rozmowy Szułdrzyński pyta, czy Donald Tusk będzie musiał zaproponować głębszą reformę ochrony zdrowia. Kolanko odpowiada, że najbardziej prawdopodobna jest próba zamknięcia kominów płacowych i większej kontroli wynagrodzeń lekarzy, m.in. poprzez rozwiązania pozwalające analizować zarobki po numerze PESEL, które niedawno przyjął Senat. To politycznie najprostszy ruch, bo daje rządowi konkret, który może pokazać wyborcom.

Czytaj więcej

Nowy sondaż CBOS ws. poparcia rządu. Większość badanych przeciwko Donaldowi Tuskowi

Problem polega na tym, że sama walka z kominami płacowymi nie rozwiąże systemowego kryzysu szpitali. Nadzwyczajne zarobki części lekarzy są politycznie nośne i wizerunkowo zabójcze, ale nie tłumaczą całego problemu finansów ochrony zdrowia. Większość budżetów szpitali pochłaniają koszty pracy szerzej, nie tylko ekstremalne kontrakty kilku tysięcy osób.

Dlatego dla Tuska to może być kryzys bez łatwego zwycięstwa. Wojna ze środowiskiem lekarskim mogłaby dać premierowi wygodnego przeciwnika, ale byłaby też ryzykowna, bo duża część tego środowiska należy do społecznego zaplecza obecnej koalicji. Bez realnego działania sprawa Szpitala Południowego zostanie jako kolejny kamyk w ogródku demobilizacji „Jagodna”: niekoniecznie odbierze KO wyborców już dziś, ale może utrudnić ich mobilizację wtedy, gdy premier Tusk będzie jej najbardziej potrzebował – w 2027 r.