Prezes GUS: Teza o jakichś manipulacjach przy liczeniu inflacji to absurd

– Jako GUS nie badamy przyczyn zmian cen, tylko to, ile konsument płaci za określoną usługę lub towar. W gospodarce istnieje sporo cen, które są w ten czy inny sposób ustalane poza rynkiem – mówi prezes Głównego Urzędu Statystycznego Dominik Rozkrut.

Publikacja: 13.10.2023 03:00

Prezes GUS: Teza o jakichś manipulacjach przy liczeniu inflacji to absurd

Foto: PAP, Paweł Supernak

Jaka była prawdziwa inflacja we wrześniu?

Prawdziwa inflacja to jest pojęcie stworzone przez komentatorów, którzy nie rozumieją, że inflacja to złożone zjawisko, które można różnie mierzyć i interpretować. Najczęściej stosowaną miarą inflacji, publikowaną przez GUS i większość innych urzędów statystycznych na świecie, jest wskaźnik cen konsumpcyjnych (CPI), który pokazuje zmiany cen koszyka towarów i usług nabywanego przez przeciętnego konsumenta. Tak mierzona inflacja według wstępnego szacunku wyniosła w Polsce we wrześniu 8,2 proc. rok do roku. Oczywiście, w szerszej definicji inflacja to każdy proces wzrostu cen – np. cen producentów. Prawdą jest też, że każdy uczestnik życia gospodarczego doświadcza nieco innej inflacji, bo każdy ma inną strukturę wydatków. Ale CPI wyraża „prawdziwą inflację” według przyjętej powszechnie definicji. To jest bardzo użyteczny wskaźnik, bo pozwala porównywać zmiany cen w czasie, ale też między krajami.

Czytaj więcej

Balcerowicz: PiS to ekipa pseudoprawicowych bolszewików

Wątpliwości w debacie publicznej, czy GUS pokazał ostatnio prawdziwą inflację, wzięły się stąd, że we wrześniu doszło do kilku interwencji rządu i spółek skarbu państwa, które miały wpływ na ceny. Rozszerzony został program darmowych leków, obniżone zostały ceny energii – i to z mocą wsteczną, podwyższony został limit zużycia, do którego te obniżone ceny obowiązują, a do tego Orlen obniżył ceny paliw wbrew tendencjom na rynku ropy naftowej. W jakim stopniu wpłynęło to na inflację?

Warto podkreślić, że w badaniu cen i obliczaniu wskaźnika CPI, GUS nie analizuje procesów cenotwórczych. Nie badamy przyczyn zmian cen, tylko to, ile konsument płaci za określoną usługę lub towar. W gospodarce istnieje sporo cen, które są w ten czy inny sposób ustalane poza rynkiem. Dotyczy to na przykład leków. My zawsze do CPI włączamy takie ceny, jakie w danym miesiącu są obowiązujące dla konsumentów. Nie przeliczamy więc cen z poprzednich miesięcy, jeśli zmiany jakichś taryf obowiązują z mocą wsteczną.  

A jak wygląda to w przypadku promocji, które nie są powszechne, tzn. są dostępne tylko dla niektórych konsumentów, tak jak było w przypadku paliw na Orlenie w sierpniu.

Powszechnie obowiązujące promocje uwzględniamy. Wiemy, ile konsumentów korzysta z obniżonych cen, a więc znamy średnią cenę, jaka obowiązywała w danym okresie. Nie bierzemy natomiast pod uwagę takich promocji, które mają formę rekompensaty lub subsydium. To jest przychód gospodarstw domowych, a nie wydatek. Może wpłynąć na inflację w przyszłości o tyle, o ile wpłynie na strukturę wydatków przeciętnego konsumenta.

Czytaj więcej

Andrzej Wojtyna: Zdławienie inflacji czy niezależności NBP

Zarzuty, jakoby GUS celowo manipulował danymi, trudno traktować poważnie, ale można uznać je za wyraz autentycznych wątpliwości części uczestników życia gospodarczego co do tego, czy dzisiejsza metodyka mierzenia inflacji dobrze oddaje to, jak zmieniają się koszty życia w Polsce. Pan ma przekonanie, że ta metodyka sprawdza się dobrze w czasach szybkiego wzrostu cen i licznych interwencji rządu w procesy cenowe?

Teza o jakichś manipulacjach to absurd, ale pojawia się niestety w debacie publicznej. Metodyka liczenia inflacji podlega daleko idącej harmonizacji, nie tylko na poziomie UE, ale nawet na szczeblu globalnym, poprzez agendy ONZ. Natomiast odpowiedź na pańskie pytanie jest bardziej skomplikowana. Na koszty życia, na to, jak one są odczuwane, wpływają nie tylko zmiany cen, ale też zmiany dochodów gospodarstw domowych, ich struktura itd. Wskaźniki inflacji nie mogą tego wszystkiego uwzględniać i nie po to istnieją. To, do czego te wskaźniki są stworzone – czyli do pomiaru przeciętnej zmiany cen - robią dobrze. Techniki gromadzenia informacji o cenach są ciągle ulepszane. Kiedyś dysponowaliśmy wyłącznie ankieterami, którzy zbierali dane w punktach handlowych. Teraz uzupełniamy to danymi automatycznie pozyskanymi z interentu, od dostawców niektórych towarów i usług oraz od dużych sieci handlowych. Nie mam więc żadnych powodów, aby podważać sensowność CPI. 

Inflacja to proces, a CPI stanowi jego miarę. Gdy rząd steruje cenami niektórych towarów i usług, to nie zmienia procesu, ale wpływa na miarę. W tym sensie można mieć wątpliwości, czy CPI oddaje dzisiaj dobrze presję na wzrost cen w gospodarce. A w związku z tym można mieć też wątpliwości, czy NBP może podejmować decyzje o stopach procentowych kierując się tą miarą inflacji. 

Proces inflacji jest złożony, wymaga analizy wielu informacji, wielu wskaźników, i w szerokim kontekście. Specjaliści nie powinni spłycać tego zjawiska do jednego tylko wskaźnika. My dostarczamy ich wiele, umożliwiając pogłębioną analizę procesów inflacyjnych. Publikujemy np. wskaźnik cen produkcji sprzedanej przemysłu, ale też mamy rozmaite kalkulatory kosztów, wykorzystywane w sektorze budowlanym, w zamówieniach publicznych. Otwarcie też mówimy o tym, że różne gospodarstwa domowe mają różną strukturę wydatków, a więc doświadczają innej inflacji. Takie dane też staramy się dostarczać. 

W okresie tak wysokiej inflacji wielu ekonomistów woli analizować zmiany CPI miesiąc do miesiąca, a nie rok do roku, aby ocenić bieżącą presję na wzrost cen, nie zaburzoną przez efekty bazy odniesienia. Robi to zresztą także prezes NBP, gdy mówi, że od kilku miesięcy ceny się nie zmieniają. Kontrowersje budzi to, że przywołuje dane nie oczyszczone z wpływu czynników sezonowych, a przecież latem żywność zawsze tanieje. Może GUS powinien publikować dane o zmianach CPI miesiąc do miesiąca po oczyszczeniu z wpływu czynników sezonowych? 

Ja zachęcam, żeby zawsze – nie tylko w przypadku inflacji - korzystać z danych nieodsezonowanych w ujęciu rok do roku. Porównanie rok do roku naturalnie eliminuje zaburzenia wywołane czynnikami sezonowymi. Natomiast procedura odsezonowania danych nastręcza pewnych problemów, takie oczyszczone dane zawsze zawierają jakiś ślad zastosowanej metody statystycznej. Tym, co rzeczywiście obserwujemy, co odczuwamy, są dane surowe, a nie odsezonowane. Mam wrażenie, że takie uzupełnianie danych o CPI, jakie pan proponuje, skomplikowałoby przekaz. A specjalistom nic by nie dało, bo oni potrafią sami oczyścić dane z wpływu efektów sezonowych w sposób, który uważają za najlepszy. 

Czytaj więcej

Zdaniem Polaków po wyborach ceny znów urosną

Pułapki procedury oczyszczania danych z wpływu czynników sezonowych dobrze ilustruje huśtawka produktu krajowego brutto. Odsezonowany PKB w ujęciu kwartał do kwartału w II kwartale 2022 r. zmalał o 2,5 proc., a następnie wzrósł o 1 proc., potem znów spadł o 2,3 proc., aby w I kwartale br. podskoczyć o 3,8 proc. Ekonomiści powszechnie oceniali wtedy, że te wyniki nie są wiarygodne, aktywność w gospodarce nie podlega takim wahaniom. I rzeczywiście, publikując dane za II kwartał br., GUS skorygował wyniki z poprzednich kwartałów. Zniknęła ogromna zwyżka PKB z I kwartału, wcześniejsze zniżki okazały się płytsze. Co tu się dzieje?

Procedury eliminacji wpływu sezonowości polegają całkowicie na naszej zdolności do wychwycenia pewnych prawidłowości. Jeśli wiemy, że w dłuższym okresie czasu istnieje stabilny wzorzec sezonowy, np. taki, że w IV kwartale PKB jest zawsze większy niż w III kwartale, to możemy założyć z dużym prawdopodobieństwem, że tak samo jest dziś. Ta analiza bierze w łeb, jeśli wzorzec sezonowości się rozsypuje. A tak się stało w ostatnich latach z powodu pandemii. Na całym świecie urzędy statystyczne mają z tym problem. W Polsce jest on o tyle większy, że zaraz po pandemii wybuchła wojna w Ukrainie, która ma duży wpływ na naszą gospodarkę. Przyzwyczajenie użytkowników i zobowiązania międzynarodowe obligują nas do publikowania danych wyrównanych sezonowo, ale robimy to ze świadomością, że nie jest łatwo je analizować.. Natomiast wsteczne rewizje danych wynikają z tego, że każdy kolejny kwartał przynosi nowe informacje, które zmieniają nasze szacunki wzorca sezonowego. 

Wiele z danych, które tradycyjnie nie były mocno rewidowane, w ostatnim czasie podlega znaczącym korektom. Dotyczy to np. realnej dynamiki produkcji przemysłowej, przede wszystkim w zakresie produkcji energii i węgla. Czy to jest wynik trudności z pomiarem cen, a więc urealnieniem danych nominalnych?

Na pewno jest to jeden z czynników. W warunkach szybkiego wzrostu cen, wszystkie pomiary są utrudnione. Z upływem czasu, już po publikacji danych, uzyskujemy więcej danych. I czasem okazuje się, że założenia, które przyjęliśmy dysponując niepełnymi jeszcze danymi, były niewystarczająco precyzyjne. 

Czyli można powiedzieć, że jednym z kosztów wysokiej inflacji jest to, że mamy mniejszą wiedzę o stanie gospodarki? 

To jeden ze skutków ubocznych szybkiego wzrostu cen. Obserwacja bieżących trendów jest utrudniona. Podwyższona inflacja wpływa też na oczekiwania i decyzje przedsiębiorców, zmienia strukturę cen w gospodarce. Jej wpływ jest bardzo złożony.

Dominik Rozkrut

Dr Dominik Rozkrut od 2016 r. jest prezesem Głównego Urzędu Statystycznego. Wcześniej, od 2007 r., był dyrektorem Urzędu Statystycznego w Szczecinie. Od lipca br. jest Prezesem Międzynarodowego Towarzystwa Statystyki Publicznej (IAOS). Pełni szereg ról w grupach ONZ, jest m.in. wiceprzewodniczącym prezydium Konferencji Statystyków Europejskich EKG ONZ.

Jaka była prawdziwa inflacja we wrześniu?

Prawdziwa inflacja to jest pojęcie stworzone przez komentatorów, którzy nie rozumieją, że inflacja to złożone zjawisko, które można różnie mierzyć i interpretować. Najczęściej stosowaną miarą inflacji, publikowaną przez GUS i większość innych urzędów statystycznych na świecie, jest wskaźnik cen konsumpcyjnych (CPI), który pokazuje zmiany cen koszyka towarów i usług nabywanego przez przeciętnego konsumenta. Tak mierzona inflacja według wstępnego szacunku wyniosła w Polsce we wrześniu 8,2 proc. rok do roku. Oczywiście, w szerszej definicji inflacja to każdy proces wzrostu cen – np. cen producentów. Prawdą jest też, że każdy uczestnik życia gospodarczego doświadcza nieco innej inflacji, bo każdy ma inną strukturę wydatków. Ale CPI wyraża „prawdziwą inflację” według przyjętej powszechnie definicji. To jest bardzo użyteczny wskaźnik, bo pozwala porównywać zmiany cen w czasie, ale też między krajami.

Pozostało 90% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Gospodarka
Wielka ulga dla Ukrainy. Kredytodawcy poszli na ugodę
Gospodarka
Joe Biden poza wyścigiem o Biały Dom. Oto jak zareagują rynki
Gospodarka
Dlaczego wielka finansjera z Wall Street woli Donalda Trumpa?
Gospodarka
EBOiR ma strategię dla Polski. Jest nowy priorytet
Gospodarka
Popłyną wielkie pieniądze z Unii dla Ukrainy. Ale jest jeden problem