Rada, która obniżyła w środę stopy procentowe o 25 punktów bazowych, by wesprzeć wzrost gospodarczy, dużo miejsca poświęciła w swym komunikacie problemowi złotego, który uznała za niedowartoścowany z punktu widzenia perspektyw gospodarki i ostrzegła, że w swym arsenale Narodowy Bank Polski ma interwencje na rynku walutowym.

Rząd chce przyjąć euro w 2012 roku. Aby tego dokonać zamierza w połowie 2009 roku wejść do ERM-2, w którym oceniana będzie stabilność waluty - nie będzie ona mogła odchylać się bardziej niż o plus minus 15 procent od parytetu. Rząd sądzi, że kurs na euro pomoże złotemu, którego słabość szkodzi firmom i gospodarstwom domowym.

- Rada podtrzymuje dotychczasowe stanowisko, że przystąpienie Polski do mechanizmu kursowego ERM II i strefy euro powinno nastąpić w najbliższym możliwym terminie, po uzyskaniu koniecznego poparcia politycznego dla zmian w Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej i innych aktach prawnych niezbędnych dla przyjęcia euro w Polsce - podała RPP.

Dziś po południu, na rutynowym, jak określił to szef banku centralnego spotkaniu, z Radą rozmawiać minister finansów Jacek Rostowski.

Zmiana konstytucji jest w dzisiejszym układzie parlamentarnym niemożliwa bez zgody Prawa i Sprawiedliwości (PiS), które szybkiemu przyjęciu euro się sprzeciwia. Rząd sądzi, że zdecydowane działania na rzecz euro mogłyby umocnić złotego, który w minionym tygodniu zbliżył się do 5 złotych i sprawił, że rząd zaczął sprzedawać na rynku euro.

- Co do stanowiska NBP odnośnie do wejścia do ERM-2, to ono jest niezmienione, że przed wejściem powinno się zmienić konstytucję. Deklaracja rządu o chęci wejścia w maju-czerwca wydaje się zbyt optymistyczna - powiedział główny ekonomista Banku Millennium, Grzegorz Maliszewski.

- Trudno sobie wyobrazić, żeby negocjacje rządu z ECB trwały bez uzgodnienia z NBP - stwierdził.