Premier Grecji Jeorjos Papandreu wezwał wczoraj wieczorem wszystkie partie do poparcia pięcioletniego programu oszczędności, od którego przyjęcia uzależniona jest dalsza międzynarodowa pomoc finansowa dla tego kraju.

– Nasz głos jest dla kraju jedyną szansą dźwignięcia się z powrotem na nogi – powiedział Papandreu na początku debaty. – Głosowanie za programem zakończy ciążącą na Grecji niepewność.

Jednocześnie rozpoczął się dwudniowy strajk generalny, który sparaliżował praktycznie cały kraj. Już w poniedziałek stanęły usługi komunalne. Pracownicy administracji państwowej ogłosili strajk okupacyjny. Przez dwa dni nie ukaże się prasa. Kontrolerzy lotów przerwą pracę w godzinach 8 – 12 i 18 – 22. Większość linii lotniczych odwołała loty do Aten. W tych samych godzinach zamknięte będą lotniska. LOT udało się wpasować w godziny, kiedy kontrolerzy zawieszą strajki, ale rejsy czarterowe będą opóźnione przynajmniej o trzy godziny. Muzea i obiekty historyczne będą nieczynne.

Plac Syntagma przed parlamentem, w którym toczą się obrady, znów zapełnili demonstranci. Na sali obrad premier starał się sprostać kolejnym złym informacjom z własnej partii, bo już trzech deputowanych PASOK zapowiedziało, że zagłosuje przeciwko pakietowi.

Były i dobre wiadomości. Prezydent Francji Nicolas Sarkozy potwierdził, że rząd porozumiał się z francuskimi bankami w sprawie refinansowania greckiego długu, czyli wymiany wygasających obligacji na nowe, 30-letnie. Francuzi zainwestują ponownie 70 proc. kwoty, którą otrzymają od rządu greckiego w chwili wygaśnięcia obligacji. Połowa tej sumy ma zostać przeznaczona na 30-letnie obligacje Grecji, a 20 proc. to gwarancja nowego greckiego długu. – Nie pozwolimy Grecji upaść, będziemy bronić euro, to leży w interesie nas wszystkich – mówił Sarkozy. To za mało. Zdaniem jednego z najsłynniejszych inwestorów na świecie George'a Sorosa Grecja nie ucieknie od niewypłacalności.

– 160 proc. długu da się obsłużyć przy stopach procentowych równych zeru i rosnącej gospodarce – stwierdził wczoraj prezes NBP Marek Belka w TVN 24. – Mamy tu przykład Japonii. Grecja jednak jest w innej sytuacji, stopy są wyższe, a gospodarka się kurczy.

W opinii Belki system finansowy Unii Europejskiej nie jest przygotowany na upadek Grecji. Dlatego banki powinny wziąć na siebie część odpowiedzialności, należy umocnić systemy finansowe innych krajów PIIGS i stopniowo restrukturyzować ich długi.

– W Grecji dokonano zmian, przy spadku gospodarczym o kilka procent obniżono deficyt finansów publicznych z 15 do 10 proc., to nie lada sztuka – podkreślił szef banku centralnego. – Dokonano cięć, przeprowadzana jest prywatyzacja. Grecja nie czeka tylko na pomoc.

Jednak, jak stwierdził, euro jest dla orłów, ale nie dla orłów obskubanych. Jego zdaniem kryzys w tym kraju wyglądałby inaczej, gdyby Grecy nie mieli wspólnej waluty. Drachma gwałtownie by się osłabiła, zwiększając konkurencyjność gospodarki. Obecnie nie ma szans na odbicie.