Obecnie perspektywa ocen wiarygodności kredytowej 14 krajów eurolandu jest negatywna, co oznacza, że ich ratingi mogą zostać obniżone. Tylko w przypadku Niemiec i Słowacji jest ona stabilna, więc cięcie im nie grozi (Grecja nie była brana pod uwagę). Agencja dodała, że jedna trzecia zagrożonych krajów może stracić obecną ocenę w 2012 lub 2013 roku.
Zdaniem S&P problemami strefy euro są lub będą: zacieśnienie warunków kredytowych, wzrost premii za ryzyko przy emitowanych papierach, pogorszenie perspektyw wzrostu gospodarczego oraz brak porozumienia polityków co do sposobu wyjścia z kryzysu.
Jeszcze przed piątkową decyzją agencji S&P o cięciu ratingów dziewięciu krajów strefy euro analitycy wskazywali, że tylko obcięcie francuskiego ratingu zdemolowałoby unijną strategię walki z kryzysem zadłużeniowym. Europejski Fundusz Stabilności Finansowej (EFSF) zbiera z rynku pieniądze na ratowanie krajów eurolandu, korzystając z gwarancji od państw w strefie euro. Musi on mieć rating AAA, co oznacza, że jest w dużej mierze zależny od gwarancji państw o najwyższych ocenach kredytowych. Pozbawienie Francji ratingu AAA oznaczałoby, że ilość środków, jakimi może dysponować EFSF na udzielanie pomocy, zmniejszy się z planowanych 450 mld euro do 293 mld euro, z czego około 250 mld euro jest już zarezerwowanych na wsparcie dla Grecji, Irlandii i Portugalii. EFSF straciłby więc faktycznie moc.
– Spodziewaliśmy się cięcia oceny m.in. Francji. Reakcja rynków jest trudna do przewidzenia, ale nie sądzę, żeby była mocno negatywna – mówi Piotr Kalisz, główny ekonomista Banku Handlowego. – Oczywiście to skomplikuje nieco życie EFSF, ale po prostu będzie on emitował obligacje po wyższym koszcie – podkreśla Kalisz.
W piątek inwestorów poważnie zaniepokoiło również przerwanie rozmów prowadzonych przez prywatnych wierzycieli z greckim rządem dotyczących redukcji zadłużenia Grecji. Instytut Finansów Międzynarodowych, organizacja reprezentująca prywatnych wierzycieli, podkreśla w swoim komunikacie, że przerwała negocjacje po to, by dać Atenom „czas do refleksji".
– Widać, że jest problem z rozwiązaniem kryzysu w strefie euro i funkcjonowaniem jej funduszu ratunkowego. Najlepiej, gdyby do gry mocno włączył się Międzynarodowy Fundusz Walutowy – podkreśla Ryszard Petru, partner w PwC.
Zdaniem profesora Stanisława Gomułki, rynek nie powinien przejąć się mocno decyzjami S&P. – Powolne umocnienie złotego może być kontynuowane. Kluczowe dla dalszej poprawy nastrojów na rynkach są reformy instytucjonalne w strefie euro – zaznacza Gomułka.
Oceny wiarygodności kredytowej
Rankingi potentatów i bankrutów
Litery będące oznaczeniami poziomu (stopnia) ratingu kredytowego zazwyczaj nic nie mówią laikom, zwłaszcza że każda z firm nadających ratingi oznacza je nieco inaczej. W każdej z nich potrójne A oznacza jednak najbardziej wiarygodną ocenę kredytową w przypadku długoterminowych zobowiązań. Ratingi z grupy podwójnego A (Fitch i S&P: AA+, AA, AA-; Moody's: Aa1, Aa2, Aa3) oznaczają duże prawdopodobieństwo, że emitent obligacji wywiąże się ze swoich zobowiązań. Pojedyncze A (Fitch i S&P: A+, A, A-, Moody's: A1, A2, A3) oznaczają, że to prawdopodobieństwo jest mniejsze, chociaż wciąż stosunkowo wysokie. Ostatnią grupą inwestycyjną w miarę pewną dla inwestorów są oceny kredytowe oznaczone potrójnym B (Fitch i S&P: BBB+, BBB, BBB-, Moody's: Baa1, Baa2, Baa3). Inwestowanie w papiery z ratingiem poniżej tej klasy jest uznawane za ryzykowne. Podwójne oraz pojedyncze B (lub B z pojedynczym „a") oznaczają oceny kredytowe nadawane mocno spekulacyjnym papierom. Ratingi z grupy C wskazują na duże ryzyko bankructwa emitenta obligacji. Grupa D oznacza już bankrutów. Najniższymi ratingami są: D- u Fitcha i w S&P oraz C w Moody's (oznaczająca tam bankruta).