O tym, że latem w niektórych miastach ceny będą rosnąć, rozmawiali na ostatnim posiedzeniu członkowie Rady Polityki Pieniężnej. Ich zdaniem, ze względu na organizowane przez Polskę mistrzostwa Europy w piłce nożnej, drożyzny można spodziewać się zwłaszcza w restauracjach i hotelach. Co więcej, spadek cen w tych kategoriach po zakończeniu imprezy może nie być natychmiastowy. Gdzie jeszcze zobaczymy wyższe ceny? Jak silnie i na jak długo „efekt Euro 2012" dotknie naszych portfeli?
Skok, a potem spadek
Ekonomiści są dalecy od demonizowania wpływu Euro 2012 na inflację. – Wzrost cen może być odczuwalny głównie w miastach, gdzie rozgrywane będą mecze i gdzie zatrzymają się piłkarze i kibice – mówi Monika Kurtek, ekonomistka Banku Pocztowego. Niemniej jednak zdaniem analityków w czerwcu należy się spodziewać pewnego skoku wskaźnika inflacji. Część ekonomistów prognozuje, że w czerwcu inflacja (r./r.) może wynieść nawet 4,5 proc. wobec 3,9 proc. w marcu. Inni uważają, że wpływ samego Euro będzie znikomy, a nawet gdybyśmy nie mieli mistrzostw, wzrost cen w czerwcu i tak byłby ponad 4-proc. – Mamy dodatkowy efekt niskiej bazy sprzed roku. Inflacja w czerwcu 2011 r. wyhamowała do 4,2 proc. z 5 proc. w maju – zauważa Łukasz Tarnawa z BOŚ Banku. – Tak czy inaczej będziemy mieli jednorazowy skok inflacji do 4,25 proc. Dodatkowy efekt mistrzostw podbije wzrost cen w okolice 4,3 –4,4 proc., w porywach do 4,5 proc. Jednak już w lipcu i sierpniu inflacja zacznie szybko spadać – dodaje ekonomista.
Co podrożeje najbardziej?
Żywność i napoje (w tym napoje alkoholowe), tytoń, usługi związane z rekreacją i kulturą, restauracje i hotele, transport – tu, zdaniem Piotra Soroczyńskiego z KUKE, należy szukać „efektu Euro". – To nie będzie dotyczyło tylko kibiców i przyjezdnych. Część z nas pójdzie zaopatrzyć się w nowy telewizor. Na pewno przed meczem kupimy też więcej jedzenia i napojów – mówi ekonomista. Michał Koleśnikow, ekspert ds. analizy rynków rolnych w Banku BGŻ, szacuje, że podczas mistrzostw większe będzie spożycie m.in. mięsa. – Wzrost cen detalicznych może być tu nawet o 1 – 2 pkt proc. wyższy, niż gdyby Euro nie było – mówi analityk.
Ekonomiści, odnosząc się do tego, co działo się w innych krajach-organizatorach imprez sportowych (w Portugalii, Niemczech, Austrii), oczekują, że wzrosną też ceny w hotelach, ale ich udział w koszyku inflacyjnym nie jest duży. – Myślę, że będzie to ok. 2 – 3 proc., co spowoduje wzrost wskaźnika inflacji o 0,1 – 0,2 pkt proc. – szacuje Tarnawa. – W skali całego kraju to się rozleje, więc ten efekt nie będzie duży. W dodatku, jeśli okaże się, że turystów nie przyjedzie do nas tak wielu, to ceny w hotelach mogą zacząć spadać już przed mistrzostwami – mówi Andrzej Szafrański, analityk branży hotelarskiej. Wzrosnąć mogą też ceny paliw, a w rezultacie transportu. Jednak tutaj wpływ na inflację też będzie znikomy.
Efekt silny, ale krótki
Analitycy nie są pewni, kiedy „efekt Euro" na inflację wygaśnie. Zdaniem Jakuba Borowskiego z Kredyt Banku już w następnym miesiącu. – Cofnięcie wzrostu cen zobaczymy już w końcu lipca – dodaje Soroczyński. – Euro może mieć wpływ na inflację także w miesiącach przed mistrzostwami i po nich – ocenia z kolei Kurtek. – To, kiedy zejdziemy poniżej 4 proc., zależy od siły „efektu Euro" – mówi Marcin Mróz, ekonomista BNP Paribas.
Portugalia mocno odczuła wzrost cen
W 2004 r. mistrzostwa Europy w piłce nożnej odbyły się w Portugalii. Ceny wzrosły tam w ujęciu rocznym dodatkowo o 1,3 pkt proc. w czerwcu i o 0,6 pkt proc. w lipcu. W kategorii restauracje i hotele wzrost był ponad 11-proc., z czego ponad 7 pkt proc. to efekt Euro. Jak szacują ekonomiści BRE Banku, efekt w Polsce może być mniejszy. Polska gospodarka spowalnia, a to ogranicza możliwość obarczania wysokimi cenami konsu- mentów. Mniej, niż wcześniej oczekiwano, może też przyjechać do nas turystów z zagranicy. BRE Bank prognozuje, że dodatkowy wzrost cen nie przekroczy w Polsce 0,3 – 0,4 pkt proc.