Te prognozy to reakcja na piątkowe, rozczarowujące dane z amerykańskiego rynku pracy. Okazało się wówczas, że w sektorze pozarolniczym przybyło tam w maju tylko 69 tys. miejsc pracy, najmniej od roku. Tymczasem Rezerwa Federalna ma podwójny mandat: musi dbać nie tylko o stabilność cen, ale też o wysoki poziom zatrudnienia w USA.

- Jeśli gospodarka zachowa się tak, jak oczekujemy, czyli zwolni jeszcze bardziej i w IV kwartale będzie się rozwijała w tempie 1 proc. rocznie, kolejna runda ilościowego łagodzenia polityki pieniężnej (QE) będzie nieunikniona. Fed nie może pozostać bierny – skomentowała piątkowe dane Michelle Meyer, ekonomistka ds. USA w Bank of America.

Według niej, nowy zastrzyk monetarnego leku Fed może zaaplikować amerykańskiej gospodarce w sierpniu lub wrześniu, bo do tego czasu koniunktura powinna pogorszyć się wystarczająco mocno, aby uzasadnić taki ruch.

Ale ekonomiści banku Morgan Stanley oceniają, że z 80 proc. prawdopodobieństwem Federalny Komitet Otwartego Rynku (FOMC) – decyzyjny organ Fedu - ogłosi trzecią rundę QE już na najbliższym posiedzeniu, zaplanowanym na 19-20 czerwca. Podobnego zdania się eksperci Goldmana Sachsa.

- Nasze przekonanie, że FOMC ponownie poluzuje politykę pieniężną już na spotkaniu 19-20 czerwca, wzmocniło się. W czasie, gdy Fed jest daleki od wypełnienia swojego podwójnego mandatu (...), polityka pieniężna powinna być luźniejsza – napisał w piątek w nocie do klientów Jan Hatzius, główny ekonomista Goldmana Sachsa.

Hatzius zauważył, że Fed dysponuje wieloma narzędziami wsparcia gospodarki, nie jest więc jasne, po które sięgnie. – W naszym podstawowym scenariuszu zakładamy, że Fed zdecyduje się kupić więcej papierów dłużnych zabezpieczonych kredytami hipotecznymi oraz obligacji skarbowych, finansując to ekspansją swojego bilansu (czyli za dodrukowane pieniądze – red.), a może dodatkowo zapowie utrzymanie stóp procentowych blisko zera do 2015 r. – napisał.

Alternatywą dla Fedu byłoby m.in. przedłużenie tzw. operacji twist, która kończy się w połowie br. Polega ona na skupie przez bank centralny długoterminowych obligacji w celu obniżenia ich rentowności, za przychody ze sprzedaży obligacji krótkoterminowych z jego portfela. Zdaniem Hatziusa, Fedowi zostało jednak już niewiele papierów krótkoterminowych, których mógłby się pozbyć.

Kolejna porcja „monetarnego leku" może zostać zaaplikowana amerykańskiej gospodarce