Rz: Dzięki programom Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej dużo łatwiej jest dzisiaj zdobyć pieniądze na pierwszy film. Co jest więc największą przeszkodą w drodze do debiutu?

Reklama
Reklama

Leszek Dawid:

Myślę, że brak scenariuszy. Absolwenci szkół filmowych muszą je zwykle zdobywać lub pisać sami. Czasem trwa to nawet kilka lat. Miałem ogromne szczęście, bo spotkałem Pawła Ferdka, z którym rozwijaliśmy projekt „Ki", a potem Macieja Pisuka, dzięki któremu powstaje mój drugi film „Paktofonika".

Doszedł pan do fabuły przez dokument, realizując m.in. znakomity „Bar na Victorii" o polskich emigrantach w Londynie. Co daje reżyserowi takie doświadczenie?

Lwy krytyków - recenzenci oceniają filmy 36. Festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni

Kontakt z rzeczywistością. Dla mnie to ważne, bo taki sposób patrzenia na świat i szukania prawdy o nim jest mi bliski. Moje filmy fabularne też są mocno osadzone w realiach. I wcale nie zamierzam porzucać dokumentu. Będę do niego wracał.

W „Ki" opowiada pan o ludziach szukających miejsca w życiu.

Mam wrażenie, że sam wciąż go szukam. Rozumiem tych, którzy go nie mają.

Zaczyna pan właśnie montaż „Paktofoniki". Drugi film kręci się łatwiej?

Czytaj więcej o festiwalu

„Paktofonika" jest dla mnie sporym wyzwaniem produkcyjnym i emocjonalnym. Przy „Ki" jeszcze na planie pracowaliśmy z aktorami nad tekstem, zmieniając dialogi i różne rozwiązania. Teraz miałem bardzo precyzyjny scenariusz. Ale z pewnością doświadczenie, które wyniosłem z „Ki", pomogło mi na planie drugiej, już nie tak kameralnej, produkcji.