Spotykamy się w apartamencie polskiego kina, w Grand Hotelu. Z balkonu na dziewiątym piętrze widać w dole bulwar Croisette, plażę, jachty kołyszące się na morzu.
— Jestem zauroczona tym festiwalem — mówi Benkowska. — Cieszę się każdą jego minutą. W telewizji widziałam zawsze blichtr i high life. A tutaj wszyscy są życzliwi. Poznaję mnóstwo ludzi, zaprzyjaźniliśmy się z kolegami, którzy pokazują swoje filmy w tej samej sekcji.
„Olena" jest historią dwojga Ukraińców, którym w pociągu złodziej kradnie paszport. Mają bardzo mało czasu, by go odnaleźć, bo wkrótce odpływa ich prom do Szwecji.
— Sama straciłam kiedyś w pociągu paszport, więc wiem, co to znaczy — śmieje się Benkowska.
Należy do pierwszego rocznika, który opuścił mury szkoły gdyńskiej.
— Miałam indeks z pierwszym numerem — mówi. — Fantastycznie wspominam naukę w szkole. Kiedy byliśmy na pierwszym roku, wykładowców było wtedy w szkole więcej niż studentów. Wszyscy się nami zajmowali, byli zainteresowani naszą pracą i ogromnie pomocni. Ja przygotowywałam „Olenę" po kierunkiem Grzegorza Łoszewskiego i Mirosława Borka.
W canneńskiej sekcji krótkich filmów znalazło się 9 tytułów.
— Obejrzałam wszystkie — mówi młoda realizatorka. — Poziom tego konkursu jest bardzo wyrównany. Mnie najbardziej podobał się duński film Gudmundssona Gudmundura Arnara — historia dwóch braci, którzy żyją z rodzicami na farmie. Przedziwny, ale fascynujący był japoński „Inseki to Impotence". Irańczycy i Palstyńczycy pokazali kino mocno zaangażowane politycznie. W obrazie francuskim zachwyciły mnie zdjęcia.
Dziś wieczorem jury pod przewodnictwem Jane Campion ogłosi werdykt w konkursie shortów. Ale niezależnie od tego, kto dostanie nagrodę, młoda reżyserka już odniosła swój pierwszy zawodowy sukces.
— Cannes to niesamowite doświadczenie i świetna lekcja kina — przyznaje.
Dzięki festiwalowi nie czuje na razie pustki, w jaką po studiach wpadają zwykle absolwenci szkół artystycznych. Jest pełna zapału. Myśli o kolejnym projekcie. Tym razem chce zrealizować „trzydziestkę".
— Nie czuję się jeszcze na siłach, żeby porwać się na fabułę. Ale mam pomysł na film trzydziestominutowy, który powoli we mnie dojrzewa. Nie spieszę się. Mam 24 lata i z nikim się nie ścigam. Na wszystko przyjdzie czas.
Barbara Hollender z Cannes