Rozmowa z autorem książki „Sąsiady" Adrianem Markowskim
Taki jest teraz trend. Reżyserzy pokazują zwyczajnych ludzi żyjących w zwyczajnym świecie. W ten sposób opowiadają zarówno o przeszłości, jak i o współczesności. Tak było m.in. w filmie Roya Anderssona „Gołąb, który usiadł na gałęzi rozmyślając o egzystencji", który zdobył Złotego Lwa w Wenecji. Tak jest też w kilku polskich filmach.
W „Kebabie i horoskopie" Grzegorz Jaroszuk wykorzystuje podobny, surrealistyczny typ humoru. Bohaterami są tu dwaj bezrobotni oszuści, którzy udając specjalistów od marketingu, próbują poprawić dochodowość upadającego sklepu z dywanami. I oni, i pracownicy sklepu nigdy się nie uśmiechają.
W kolejnych sekwencjach-skeczach odbija się kondycja polskiego społeczeństwa. Patrzymy na ludzi nieciekawych, pozbawionych perspektyw, daremnie szukających odrobiny szczęścia. I choć poszczególne sceny są zabawne, śmiech zamiera w gardle.
Zwyczajni są też bohaterowie filmu „Sąsiady", którym po 20 latach wrócił do fabuły Grzegorz Królikiewicz.
W wąskim prześwicie między kamienicami idzie człowiek. Ku światłu. Ma to wymiar symboliczny. Ale Królikiewicz portretuje ludzi, którzy przez tę szczelinę się nie przedrą. W ich świecie, pełnym biedy, czas się zatrzymał. Tytułowi sąsiedzi żyją w getcie rządzącym się własnymi prawami.
Tu żona robi mężowi wyrzuty, że od ślubu jej nie pobił. Inni biją, znaczy, że kochają. Ksiądz przychodzi do prostytutki, która, chcąc go uwieść, przebiera się za zakonnicę. Ktoś stoi w długiej, wrzącej od agresji kolejce po wigilijnego karpia. Zdradzana żona beznadziejnie kocha męża, ale uderzy go, gdy będzie się znęcał nad własną matką.
Na podwórku, wśród odrapanych murów ozdobionych wielkim napisem „ŁKS", nie ma buntu. Ludzie są do swojego życia przyzwyczajeni. Siermiężna codzienność jest wszystkim, co znają, ale jest w niej swego rodzaju poezja.
Inny świat czasem tu zagląda jak do rezerwatu. Delegacja, na której czele stoi słynny lekarz noblista, patrzy na ludzi jak na eksponaty. Zapijaczeni biedacy to nie są jego pacjenci. „Niech media się dowiedzą o zbyt łaskawym adorowaniu tubylców. Tu wszyscy są tak chorzy, że nie ma kogo leczyć. A medycyna musi pozostać poza propagandą" – mówi do mikrofonów, zamykając przychodnię zdrowia.