Po 12 latach Laszlo Nemes – twórca genialnego, nagrodzonego Oscarem „Syna Szawła” – wrócił na Croisette. Po dwóch słabszych produkcjach „Sunset” i „Orphan” – zaszokował publiczność mocnym, zrealizowanym we Francji filmem „Moulin”. 

Reklama
Reklama

Węgierski twórca znów cofnął się w nowym filmie do czasu wojny. W „Synu Szawła” opowiadał o 48 godzinach z życia węgierskiego Żyda, członka Sonderkommando z Auschwitz-Birkenau, który chce godnie pochować zamordowane dziecko. Wie, że sam też zginie, ale nie walczy już o przetrwanie, lecz o godność. To jego bunt przeciwko poniżeniu, bezsilny krzyk przeciwko znieważeniu wszystkiego, co najświętsze, nawet śmierci. Nemes zadawał w „Synu Szawła” pytania o moralność w czasach amoralnych, o istnienie Boga, który się od ludzi odwraca, o istotę człowieczeństwa. 

„Moulin”: Posterunek Gestapo, czyli piekło. Wojna od innej strony

Teraz pokazuje wojnę z innej strony. Francja, 1943 r.. W Lyonie Gestapo aresztuje bojownika francuskiego Ruchu Oporu, współpracownika De Gaulle’a – Jeana Moulin. Zatrzymany twierdzi, że nazywa się Jacques Martel, jest dekoratorem wnętrz i właśnie podejmuje się nowego zlecenia. Naprzeciw niego staje Klaus Barbie nazywany „rzeźnikiem z Lyonu”. Chce zmusić swojego więźnia do ujawnienia prawdziwego nazwiska i do współpracy z Gestapo. Czuje się panem życia i śmierci.

Obserwujemy grę o ogromnej stawce. Nemes z każdą minutą zagęszcza atmosferę. Początkowy pojedynek między gestapowcem i Moulinem zamienia się w horror. W szantaż psychiczny i przerażające tortury, których reżyser widzom nie oszczędza. Dla Martela-Moulina, który nie chce nikogo wydać, wybawieniem może okazać się tylko śmierć. 

Czytaj więcej

„Historie równoległe” poległy w Cannes

Posterunek Gestapo to piekło, w którym nie ma miejsca na jakikolwiek człowieczy odruch. To nienawiść oprawców, ich pogarda, przeświadczenie o wyższości i bezkarności. Z drugiej strony jest tylko strach, żeby nie pęknąć, nie wydać. Przeraźliwe cierpienie. I honor. 

– Ta konfrontacja dwóch mężczyzn mówi wiele o dwóch twarzach naszej cywilizacji – twierdzi Laszlo Nemes.

„Moulin”: Znakomite role Gillesa Lellouche’a i Larsa Eidingera

Ogromnie dużo film zawdzięcza dwóm aktorom. Jako Jean Moulin znakomitą kreację tworzy Gilles Lellouche, „kata z Lyonu” brawurowo zagrał Lars Eidinger. Budapeszt z powodzeniem odegrał wojenny Lyon, zaś świetnie wszystko sfilmował stały współpracownik Nemesa – Matyas Erdely. 

Kiedy tyrania przejmuje kontrolę nad społeczeństwem, musisz określić swoje miejsce

Laszlo Nemes

Reżyser zapytany, dlaczego zaczęły dziś powracać historie z II wojny światowej odpowiada: – Kiedy tyrania przejmuje kontrolę nad społeczeństwem, musisz określić swoje miejsce. Nawet jeśli teoretycznie jesteś neutralny, to i tak po którejś stronie musisz się znaleźć. Tak jak to było w czasie wojny. Wracamy do tamtego czasu, bo walka między demokracją a tyranią dziś znów się w świecie nasila. 

„Moulin” zbiera skrajne recenzje. Dla jednych krytyków jest filmem wybitnym, inni zarzucają mu zbyt drastyczne epatowanie okrucieństwem. Przyznaję, że na mnie ten film, przeciwstawiający poczucie siły i zaślepienie ideologią próbie walki o wolność i podstawowe wartości, zrobił duże wrażenie.