Krystyna Morgenstern: Kuba lubił „ludzkie” filmy

Perspektywę czyli nagrodę im. Janusza „Kuby” Morgensterna odbierze w poniedziałek wieczorem Bartosz Blaschke za film „Sonata”.

Publikacja: 27.03.2022 17:37

Krystyna Morgenstern: Kuba lubił „ludzkie” filmy

Foto: PAP/Wojciech Olkuśnik

Nagroda im. Janusza „Kuby” Morgensterna trafia do młodych twórców. Dlaczego taką właśnie formułę pani wybrała, by uczcić pamięć męża?

Kuba zawsze wspominał, że kiedy był początkującym reżyserem bardzo trudno było mu wystartować. I czuł ogromną wdzięczność w stosunku do ludzi, którzy mu wtedy pomogli. Kiedy już miał swój zespół „Perspektywa”, starał się dbać o debiutantów. Wiedział, że oni potrzebują wsparcia tak, jak on przed laty. Dlatego po śmierci Kuby, gdy chciałam ustanowić nagrodę jego imienia, pomyślałam, że to powinno być wyróżnienie dla twórców, którzy są na początku swojej zawodowej drogi. Ale jednocześnie założyłam, że będziemy wspierać filmy, które podobałyby się Kubie. Najprościej powiedzieć: „ludzkie”. Nie chcę honorować kina eksperymentalnego, wydumanego, nawet jeśli byłoby bardzo ciekawe. Szukam na ekranie prostoty, empatii, dobrych uczuć.

Trudno było taką nagrodę powołać do życia?

Nie, bo Kuba był osobą interesującą i bardzo lubianą. Polski Instytut Sztuki Filmowej zgodził się wesprzeć mnie finansowo, fundując nagrodę w wysokości 30 tys. zł, prezes Stowarzyszenia Filmowców Polskich Jacek Bromski organizuje nam co rok galę w kinie „Kultura”. Początkowo w kapitule zasiadało pięć osób, potem jej członkowie zaczęli sę wykruszać. Teraz praktycznie sama oglądam filmy, a potem konsultuję się z osobami, którym ufam.

Jest już dziesięciu laureatów tej nagrody. Śledzi pani ich dalszą karierę?

Z wieloma osobami utrzymuję prywatny kontakt. Miałam nadzieję, że będzie im łatwiej budować swoją karierę, ale teraz jest chyba trudno zdobyć pieniądze na produkcję. Widzę z jakim wysiłkiem nasi laureaci przebijają się na dzisiejszym rynku. Robią skromne filmy, czasem seriale.

Jan Matuszyński, Jan Holoubek, Paweł Maślona, Adrian Panek, Maria Sadowska czy Bodo Kox to już ważne nazwiska w polskim kinie.

To prawda. I wierzę, że kiedyś zastąpią dzisiejszych mistrzów kina. Trzymam kciuki za wszystkich.

W tym roku laureatem nagrody jest Bartosz Blaschke.

Jego film „Sonata” jest pełen nadziei. To opowieść oparta na prawdziwej historii Grzegorza Płonki - chłopca z Murzasichla, którego uważano za autystyczne dziecko, a po latach okazało się, że on nie ma kontaktu z otoczeniem, bo nie słyszy. Normalne życie przywrócił mu znakomity otochirurg profesor Henryk Skarżyński, który wszczepił mu do uszu implanty. Dzięki temu Grzegorz odzyskał słuch, stał się znakomitym pianistą. Mógł zagrać swoją ukochaną „Sonatę księżycową”.

Czy to ważne dla pani, że „Sonata” niesie nadzieję?

Bardzo. Bo nadzieja była istotna dla Kuby. Mój mąż przeżył potworną wojenną traumę. Nigdy nie chciał do tych wspomnień wracać, nie rozmawiał o tamtym czasie nawet ze mną. Całkowicie ten rozdział zamknął. Ale nie bez powodu zawsze szukał pogodnych stron życia.

Czego życzy pani dzisiejszemu laureatowi?

Jak wszystkim innym: żeby pokonywał przeciwności, które piętrzą się przed każdym reżyserem.

Podobno ma wkrótce powstać film dokumentalnym o pani mężu.

Przygotowując materiały dla łódzkiego Muzeum Kinematografii znalazłam ogromną liczbę artykułów i recenzji filmów z lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych, a także dużo nagrań z Kubą. Dlatego wpadłam na pomysł zrobienia dokumentu o nim. Producentem został Michał Kwieciński, który zaproponował mi kilku reżyserów. W końcu jednak świetnego kandydata znalazł Filip Bajon, który wykłada w szkole filmowej w Łodzi. Polecił mi Marcina Straucholda z rekomendacją: młody, zdolny, inteligentny, z fantazją. Opiekunem artystycznym filmu ma być Maria Zmarz-Koczanowicz. Bardzo się na tę produkcję cieszę.

Rozmawiała Barbara Hollender

Nagroda im. Janusza „Kuby” Morgensterna trafia do młodych twórców. Dlaczego taką właśnie formułę pani wybrała, by uczcić pamięć męża?

Kuba zawsze wspominał, że kiedy był początkującym reżyserem bardzo trudno było mu wystartować. I czuł ogromną wdzięczność w stosunku do ludzi, którzy mu wtedy pomogli. Kiedy już miał swój zespół „Perspektywa”, starał się dbać o debiutantów. Wiedział, że oni potrzebują wsparcia tak, jak on przed laty. Dlatego po śmierci Kuby, gdy chciałam ustanowić nagrodę jego imienia, pomyślałam, że to powinno być wyróżnienie dla twórców, którzy są na początku swojej zawodowej drogi. Ale jednocześnie założyłam, że będziemy wspierać filmy, które podobałyby się Kubie. Najprościej powiedzieć: „ludzkie”. Nie chcę honorować kina eksperymentalnego, wydumanego, nawet jeśli byłoby bardzo ciekawe. Szukam na ekranie prostoty, empatii, dobrych uczuć.

2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Film
Zmarł Andrzej Mularczyk, scenarzysta "Samych swoich" i serialu "Dom"
Film
Rekomendacje filmowe: Kino zamiast meczu piłkarskiego?
Film
Nie żyje Donald Sutherland. Legendarny aktor miał 88 lat
Film
Robert De Niro w filmie o osobach autystycznych. Każdy twórca ma je w rodzinie
Akcje Specjalne
Firmy chcą działać w sposób zrównoważony
Film
Nie żyje Donald Sutherland. Był tytanem pracy, grał do końca
Materiał Promocyjny
Sztuczna inteligencja może być wykorzystywana w każdej branży